Falco. Historia niezwykłego wokalisty
Johann Hölzel, znany jako Falco, zapisał się w historii muzyki jako jedyny austriacki artysta, który osiągnął światowy sukces. Jego kariera to studium paradoksów: genialny talent, który prowadził do triumfów, oraz autodestrukcyjne zachowania, które doprowadziły do tragedii. To opowieść o tym, jak sukces może stać się jednocześnie początkiem końca.
Młody Mozart
Hölzel urodził się w połowie lat pięćdziesiątych w Wiedniu jako jedyne z trojaczków, które przeżyło poród. Rodzice dostrzegli jego muzyczny talent bardzo wcześnie – już jako czterolatek dostał pianino. Konserwatorium wiedeńskie nadało mu przydomek "młody Mozart", co zapowiadało karierę w muzyce klasycznej. Dlaczego więc wybrał zupełnie inną drogę?
Uchwycił go monitoring. Nagranie z Rossmanna trafiło do sieci
Przełomem okazała się młodość i kultura undergroundu. Po opuszczeniu szkoły muzycznej w wieku 16 lat Hölzel zanurzył się w wiedeńskim klubowym życiu. Jako basista kilku rockowych formacji stopniowo wypracowywał swój styl. Przyjęcie pseudonimu "Falco" – od nazwiska skoczka narciarskiego – było symbolicznym zerwaniem z klasyczną tradycją i rodzinnym bagażem.
Przełom nastąpił na początku lat osiemdziesiątych. Utwór "Ganz Wien" o heroinie w stolicy Austrii zwrócił uwagę przemysłu muzycznego. Współpraca z Robertem Pongerem zaowocowała utworem "Der Kommissar", który rozszedł się w milionach egzemplarzy. Falco odkrył formułę: połączenie niemieckiego rapowego wokalu z syntetycznym popem. To było coś nowego i przyciągającego.
"Rock Me Amadeus" jako szczyt i przekleństwo
Połowa lat osiemdziesiątych przyniosła absolutny szczyt kariery. "Rock Me Amadeus" –inspirowany filmem Miloša Formana – stał się pierwszym utworem w języku niemieckim, który osiągnął szczyt amerykańskich list przebojów. Falco wszedł tam, gdzie nie dotarł żaden inny artysta z Austrii. Architektura muzyczna utworu, stworzona przez braci Bolland, idealnie komponowała się z charakterystycznym wokalem Hölzela.
Sukces był oszałamiający, ale niósł ze sobą potężną presję. Świat oczekiwał kolejnych hitów na tym samym poziomie. Czy można powtórzyć coś tak wyjątkowego? Falco próbował – "Jeanny" osiągnęło szczyty list europejskich, ale wywołało kontrowersje. Historia o psychopacie i porwanej kobiecie była zbyt mroczna dla części odbiorców. Niektóre stacje radiowe odmówiły emisji.
Te dwa utwory pokazują dwoistość Falco. Z jednej strony artystyczna odwaga i gotowość do przekraczania granic. Z drugiej – niemożność utrzymania balansu między prowokacją a komercyjnym sukcesem. Kolejne albumy, choć zawierały udane utwory, nie powtórzyły spektakularnego sukcesu. Popularność w USA i Wielkiej Brytanii szybko wygasała.
Samodestrukcja Falco
Lata dziewięćdziesiąte przyniosły dramatyczny spadek formy. Uzależnienie od alkoholu i narkotyków coraz bardziej wpływało na pracę artystyczną. Album "Nachtflug" odniósł sukces jedynie w Austrii – to symptom kurczącego się świata Falco. Menadżer wysłał go na Dominikanę w nadziei na artystyczny reset. Nie pomogło.
Śmierć w wypadku samochodowym w lutym 1998 roku zamknęła tę historię brutalnie. Analiza krwi wykazała ponad półtora promila alkoholu i ślady narkotyków. To nie był przypadek, lecz konsekwencja lat autodestrukcji. Falco jechał pod wpływem substancji, które kontrolowały go od lat.
Paradoksalnie śmierć przywróciła mu popularność. Pośmiertny album "Out of the Dark (Into the Light)" osiągnął komercyjny sukces. Fani i media ponownie odkryli jego muzykę. Czy to ironia, że artysta zyskał uznanie właśnie wtedy, gdy już nie mógł tego doświadczyć?