Koncert Śląska Wrocław w drugiej połowie i druga wygrana z rzędu. WKS umacnia się na pozycji wicelidera
Śląsk Wrocław - Górnik Łęczna 3:1
Śląsk Wrocław do sobotniego meczu przystępował z jednym celem: wygrać. Styl, na który w ostatnich tygodniach wielu sympatyków WKS-u narzeka, schodzi w tym momencie na dalszy plan.
- Jeszcze w PKO Ekstraklasie Śląsk starał się grać ładniej i skończyło się spadkiem. Teraz gramy mniej atrakcyjny futbol, ale regularnie punktujemy i jesteśmy ma miejscu premiowanym awansem. Co wolicie? - pytał retorycznie trener Ante Šimundža na konferencji poprzedzającej mecz z Górnikiem.
Świadek podniósł alarm. Spójrzcie na nagranie ze Śląska
Słoweniec w wyjściowej jedenastce nie zrobił zmian względem ostatniego, wygranego 2:1 spotkania ze Stalą Mielec. W środku pomocy znów operowali Jakub Jezierski, Patryk Sokołowski i Miłosz Kozak, a na skrzydłach wyszli Piotr Samiec-Talar i Jehor Szarabura.
Pierwsza połowa długo nie mogła się rozkręcić. Śląskowi brakowało przede wszystkim dokładności w trzeciej tercji boiska, a łęcznianie nie mogli znaleźć sposobu na sforsowanie dobrze funkcjonującej obrony gospodarzy.
Dopiero w 32' minucie WKS przeprowadził akcję, po której Piotr Samiec-Talar trafił w słupek i choć piłka wróciła na boisko, to dopadł do niej Przemysław Banaszak i było 1:0. Napastnik Śląska z szacunku do byłego pracodawcy nie okazywał przesadnej radości.
Trener Šimundža po tym golu sugestywnie dawał do zrozumienia swoim piłkarzom, że oczekuje mądrości w grze, ale też pójścia za ciosem. Słoweniec szybko się nauczył, że jeden gol przewagi w Betclic 1 lidze niewiele znaczy.
Śląsk się nie cofnął, dalej był skupiony na grze w średnim pressingu, a w ofensywie kolejny raz szczęścia próbowali Samiec-Talar i Banaszak. Do przerwy więcej bramek jednak nie padło.
W przerwie kibice na Tarczyński Arena Wrocław zadawali sobie pytanie: czy goście z Łęcznej oddadzą chociaż jeden celny strzał na bramkę Michała Szrominka? Nim poznaliśmy odpowiedź na to pytanie, Śląsk prowadził już 2:0. W 52' minucie wzorowo rozprowadzony kontraktak zakończył się wyłożeniem przez Banaszaka piłki do Samca-Talara, który mając przed sobą tylko bramkarza na 5 metrze, po prostu nie mógł się pomylić.
Jedyne zagrożenie, jakie sprawiał Śląskowi Górnik, miało miejsce po stałych fragmentach, ale nawet wtedy Szromnik pozostawał bezrobotny. WKS robił swoje i w 68' minucie praktycznie zamknął mecz. Wprowadzeni chwilę wcześniej Damian Warchoł i Luka Marjanac przeprowadzili akcję, któtra zakończyła się wepchnięciem piłki do pustej bramki przez Samca-Talara. Goście byli na kolanach.
Trener Šimundža dokonywał kolejnych zmian. Na murawie pojawili się Besar Halimi oraz Antoni Klimek i w pierwszej akcji po wejściu na boisko ten pierwszy mógł zdobyć czwartą bramkę dla Śląska, ale nieczysto trafił w piłkę.
Kiedy kibice powoli opuszczali już trybuny, już w doliczonym czasie gry kapitalnym strzałem bezpośrednio z rzutu wolnego popisał się Adam Deja. Doświadczony pomocnik z około 27 metrów trafił w samo okienko bramki Szromnika, ale był to jedynie gol honorowy. Trzy punkty zostały we Wrocławiu.
Śląsk Wrocław - Górnik Łęczna 3:1 (1:0)
Bramki: Banaszak 32, Piotr Samiec-Talar 52, 68.
Śląsk: Szromnik - Rosiak, Szota, Malec, Llinares - Samiec-Talar (73. Klimek), Sokołowski, Jezierski (73. Halimi), Kozak (64. Warchoł), Szarabura (64. Marjanac) - Banaszak (84. Macenko).
Górnik: Pindroch - Bednarczyk, Abbott, Kruk, Szczytniewski - Orlik (90. Litwa), Osipiuk (64. Kryeziu), Deja, Santos (79. Ahmedov), Traoré (64. Janaszek) - Tkacz (90. Kroczek).