Lublin: "Stwórzmy choć pozory domu". Ogrzewalnia dla bezdomnych mężczyzn
W tym artykule:
Uchwycił go monitoring. Nagranie z Rossmanna trafiło do sieci
"Ilu bezdomnych, tyle powodów bezdomności"
Zima to najtrudniejszy czas dla osób w kryzysie bezdomności. Gdy temperatury spadają poniżej zera, każda noc spędzona w nieogrzewanym miejscu staje się realnym zagrożeniem dla zdrowia i życia. Z danych Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Lublinie wynika, że co roku na terenie miasta przebywa około 300 takich osób.
My odwiedziliśmy ogrzewalnię dla bezdomnych mężczyzn przy ul. Abramowickiej w Lublinie, by sprawdzić, jaką pomoc oferuje, na jakich zasadach można z niej skorzystać i jakie warunki panują w środku. Choć w oficjalnych informacjach miejsce funkcjonuje jako ogrzewalnia, w praktyce to coś znacznie więcej, ponieważ zapewnia schronienie i nocleg przez całą dobę oraz szeroką pomoc osobom w kryzysie.
Krzysztof Leszczyński, prezes Stowarzyszenia Nadzieja, który od 30 lat prowadzi placówki dla osób bezdomnych, podkreśla, że bezdomność ma wiele obliczy.
- Ilu bezdomnych, tyle powodów bezdomności. Każdy ma swoją życiową historię - podkreśla.
Pytamy go, skąd w ogóle wzięła się jego obecność w tym miejscu i dlaczego od 30 lat robi właśnie to. Odpowiada bez zastanowienia, z lekkością kogoś, kto wielokrotnie musiał tę historię opowiadać, choć wciąż brzmi ona zaskakująco.
- Nikt by nie uwierzył. Prowadziłem dwie hurtownie, siedem sklepów. A założyciel stowarzyszenia, doktor Wielguszewski, poprosił mnie o pomoc. Zacząłem wspierać i tak zostało. Od 28 lat jestem prezesem - mówi.
Tłumaczy też, że w tej pracy kluczowe jest jedno: lubić ludzi, nawet wtedy, gdy są w najtrudniejszym momencie życia.
- Jeżeli nienawidzi się alkoholików albo nazywa ludzi menelami, nic z tego nie będzie. Trzeba mieć empatię. Ci ludzie często są połamani przez życie. Jeden stracił rodzinę, drugi pracę, trzeci zdrowie. Jak ktoś przychodzi tutaj po omacku szukać pomocy, to on nie potrzebuje oceny, tylko człowieka, który go wysłucha. Jak się ich nie lubi, to się w tym miejscu długo nie wytrzyma - zaznacza.
"Nadzieja" Charytatywne Stowarzyszenie Niesienia Pomocy Chorym Uzależnionym od Alkoholu
Stowarzyszenie prowadzi obecnie kilka form wsparcia: dwa schroniska, noclegownię, hostel dla trzeźwiejących alkoholików, Centrum Integracji Społecznej oraz dwie ogrzewalnie - przy Abramowickiej i Garbarskiej.
- Zakres pomocy w każdym z tych miejsc jest inny. W sezonie jesienno-zimowym koncentrujemy się bardziej na pomocy socjalnej, ale przez cały rok można u nas skorzystać ze wsparcia pracownika socjalnego czy psychoterapeuty. Niestety, ale duża część osób w kryzysie bezdomności mierzy się również z uzależnieniami. Nasza nazwa "Nadzieja" zobowiązuje. Wielu naszych podopiecznych jest uzależnionych lub zagrożonych uzależnieniem, dlatego kładziemy ogromny nacisk na motywowanie ich do leczenia. Po ukończeniu terapii mogą trafić do naszego hostelu, gdzie mają lepsze warunki i szansę na stabilizację - wyjaśnia Leszczyński.
Ogrzewalnia przy Abramowickiej, choć formalnie przeznaczona jest jedynie do ogrzania się, działa jednak w sposób bardziej elastyczny i otwarty.
- Standard mówi, że w ogrzewalni powinny być jedynie krzesła i ciepłe pomieszczenie. U nas są łóżka i możliwość przebywania praktycznie całą dobę. Staramy się zapewnić więcej, niż wymagają przepisy. W naszych placówkach mamy ok. 150 miejsc, jednak jeśli trzeba, dostawiamy łóżka polowe, żeby przyjąć więcej osób. Na razie wszędzie są jeszcze wolne miejsca - tłumaczy.
W placówkach Nadziei w chwili naszej wizyty przebywało ok.120 osób, a warto zaznaczyć, że prawdziwa zima dopiero przed nami. Gdy temperatury spadają każdej doby pojawiają się nowe osoby potrzebujące pomocy.
- Im niższa temperatura, tym mniej wolnych miejsc. Zgłaszają się młodzi, starsi, Polacy i cudzoziemcy. Naprawdę nie ma żadnej reguły. Warunek przyjęcia jest jeden - trzeźwość. A tak, przyjmujemy każdego, kto potrzebuje pomocy - dodaje.
Przez trzy dekady pracy prezes poznał setki ludzkich historii. Wiele z nich zakończyło się sukcesem.
- Co roku kilkanaście osób udaje nam się wyprowadzić z bezdomności. Ludzie wracają do rodzin, zakładają firmy, później sami nas wspierają. Oczywiście są też przypadki, w których pomoc jest bardzo trudna, ale sukcesów jest naprawdę dużo. Chęć do zmiany to najważniejszy powód. Jeżeli ktoś się zgłasza, to już wielki plus. Musi zaakceptować zasady, trzeźwość, regulamin. My pomagamy, motywujemy do leczenia i dajemy szansę wyjść na prostą - podkreśla prezes.
Przez ostatnie 10 lat ze wsparcia placówek Nadziei skorzystało około 6 tysięcy osób. Liczby te pokazują skalę problemu, ale też skalę potrzeby niesienia pomocy.
Jak placówka przy Abramowickiej wygląda od zaplecza?
Po rozmowie o działalności Stowarzyszenia Nadzieja Krzysztof Leszczyński oprowadził nas po ogrzewalni. Już od progu widać, że to miejsce jest dla wielu osób czymś więcej niż doraźnym punktem pomocy. W dużej, ciepłej sali ustawiono rzędy łóżek, część jest nakryta nową, fabrycznie zapakowaną pościelą, część już z osobistymi rzeczami osób, które przebywają tu regularnie.
- Ci, którzy są u nas dłużej mają swoją pościel, swoje stałe miejsca. A ci, którzy pojawiają się doraźnie, korzystają z tych nowych zestawów - wyjaśnia Leszczyński.
W pomieszczeniu stoi telewizor, są gry i krzyżówki, lodówka i kilka stolików. Ma to dać namiastkę normalności i możliwość spędzenia dnia w inny sposób niż tylko czekanie na noc. Okazuje się, że wielu podopiecznych angażuje się również w drobne prace na rzecz ośrodka. Pomagają w sprzątaniu czy odśnieżaniu terenu.
- Chodnik mamy odśnieżony do żywego - zauważa z uśmiechem prezes. I dodaje: - Ja się z nimi dogaduję, nie mamy problemów i nigdy nie miałem z ich strony żadnej przykrości. Zajęcia im pomagają, bo mogą też poczuć się potrzebni.
W ciągu dnia mieszkańcy ogrzewalni mają nie tylko zajęcia porządkowe, ale również dostęp do wsparcia specjalistów.
- Mamy psychoterapeutę. Jest trzy razy w tygodniu wieczorami i raz w dzień. Jest też pracownik socjalny, a raz w tygodniu radca prawny. Wszystko na miejscu. Nikt zajęć nie unika, jednak czasem ich motywujemy, czasem kieruje ich pracownik socjalny. Po tylu latach mamy to już dobrze zorganizowane - tłumaczy.
"W życiu może powinąć się noga każdemu"
Przez ogrzewalnię przy ul. Abramowickiej przewijają się osoby z bardzo różnymi historiami. Wiele z nich jeszcze kilka lat temu miało stabilną pracę, mieszkanie i pełne poczucie bezpieczeństwa.
- Są osoby, które miały wszystko: pieniądze, mieszkania, a jednak trafiły na bruk. W ciągu tylu lat swojej pracy spotkałem już ludzi reprezentujących niemal każdy zawód, nie ma chyba takiego, którego by tu nie było. Nawet prezes spółdzielni mieszkaniowej, kurator oświaty. Każdemu może się w życiu powinąć noga - opowiada, zaznaczając, że część z tych historii dotyczy osób spoza Lublina, a nawet spoza województwa. Niektórych na dno ściągnęły uzależnienia, innych dramaty rodzinne, hazard, problemy finansowe czy zwykły zbieg nieszczęśliwych okoliczności.
W trakcie naszej wizyty przy ul. Abramowickiej spotykamy pana, który od prawie półtora roku mieszka w jednym z pomieszczeń.
- Do pracy nie gonią, ale ja nie boję się roboty - mówi skromnie, a prezes podkreśla, że często odśnieża, sprząta i angażuje się w codzienne obowiązki.
Zapytany, jak trafił do ośrodka, odpowiada bez wahania, że jego głównym problemem był alkohol. Teraz jest już po terapii i można nazwać go trzeźwym alkoholikiem.
- To jest chłopak, który wyjdzie na swoje", bo on chce i to widać - stwierdza prezes.
Pan nie mieszka sam, dzieli pokój ze współlokatorem. Obaj liczą, że kolejna zima przyniesie im dalszy krok do przodu i może własne miejsce.
Jak pomóc osobom w kryzysie?
Przypomnijmy, że w Lublinie dostępnych jest 10 placówek, które łącznie oferują 262 miejsca schronienia - od schronisk i ogrzewalni, przez noclegownię, po dom dla matek z dziećmi i kobiet w ciąży. Obecnie korzysta z nich około 170 osób. Dodatkowo działa dzienny ośrodek wsparcia z 30 miejscami, gdzie można ogrzać się, zjeść ciepły posiłek, skorzystać z zaplecza sanitarnego czy pomocy przedmedycznej. Pomoc oferuje również miejska kuchnia społeczna, serwująca gorące posiłki potrzebującym.
Informację o zasadach skorzystania z pomocy w postaci schronienia, wsparcia finansowego, gorącego posiłku, pomocy rzeczowej są dostępne pod numerem tel. 81 466 53 00 oraz na stronie internetowej MOPR Lublin.
Gdy zauważymy osoby doświadczające kryzysu bezdomności, przebywające w miejscach zagrażających ich zdrowiu lub bezpieczeństwu, warto jak najszybciej zgłosić to odpowiednim służbom. W Lublinie można skontaktować się z:
- Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie w Lublinie, tel. 81 466 53 00,
- Straż Miejska Miasta Lublin, tel. 81 466 50 20,
- Komenda Miejska Policji w Lublinie, tel. 47 811 41 64,
- Centrum Interwencji Kryzysowej, tel. 81 466 55 45, 81 466 55 46, 81 466 55 47.
Przykładowo w okresie zimowym straż miejska regularnie kontroluje pustostany, ogródki działkowe i altanki. Podczas takich interwencji funkcjonariusze proponują osobom niemającym schronienia transport do noclegowni lub schronisk.
- Jak co roku prowadzimy również akcję rozdawania gorącej herbaty, aby wesprzeć osoby w najtrudniejszej sytuacji. Apelujemy także, aby nie być obojętnym na ludzki los i w przypadku zobaczenia osób w kryzysie bezdomności zachęcamy do niezwłocznego powiadomienia nas. Taki telefon i szybka interwencja z naszej strony mogą uratować komuś życie - podkreśla Robert Gogola, rzecznik prasowy Straży Miejskiej w Lublinie.