Częstochowa: "Tango". Warto pobuntować się w ironicznym stylu
Byłam na spektaklu już po premierze, środa rano, na widowni tłumy młodzieży. I pomyślałam wtedy, że bardzo żałuję, iż w moich licealnych czasach nie miałam okazji zobaczyć takiego "Tanga" na scenie. Bo wtedy na bank bym o nim napisała w swojej pracy maturalnej (a tak pisałam o Wokulskim, chociaż też byłam zadowolona). Tumidajski zrobił taki spektakl, że sam w sobie byłby doskonały materiałem na pracę maturalną - niezależnie od uniwersalizmu dramatu.
Buntownicy pokoleniowi czyli czy Zetki, Alfy i innych jeszcze to interesuje?
"Tango" to manifest młodości sprzed 60 lat - przewrotny, prowokacyjny, z konfliktem chaosu i porządku. Świat, w którym to pokolenie dojrzałe odrzuca tradycję, zasady, formy, a młodzi zmęczeni tym, że w zasadzie nie ma powodu do buntu, bo wszędzie panuje anarchia i dezynwoltura, stwierdzają, że pozostał im tylko bunt wobec...buntu. I powrót do świata konserwatywnego, drobnomieszczańskiego, ułożonego.
Świadek podniósł alarm. Spójrzcie na nagranie ze Śląska
Premiera "Tanga" odbyła się 60 lat, w co trudno uwierzyć, patrząc na to, co stało się później. Mrożek był niewątpliwie wizjonerem wychodząc naprzeciw czasom buntu, ale też pokazując czasy "po buncie". Rodzi się pytanie, na jakim biegunie, w jakiej roli ustawilibyśmy w kontekście wizjonerskiego dramatu pokolenie Z, ludzi, którzy mogliby być nie tylko dziećmi buntującego się "młodego" Artura i Ali, ale nawet ich wnukami. Spektakl staje się więc wyjątkowym pretekstem do spojrzenia na "Zetki" czy kolejne już, stojące za nimi, pokolenie Alfa.
Czy oni mają w sobie bunt? Jeśli tak, to czy bliżej im w tym buncie do Artura? A może jednak do pokolenia Eleonory i Stomila, Eugenii i Eugeniusza. A może mają na to wszystko ..... jak Edek? Jaki naprawdę jest ich bunt? Czy bliżej im do pokolenia formy, ram i tradycji, czy jednak ich braku? A może nie czują potrzeby buntu ogólnie? No właśnie... Pytanie otwarte, czy potrzeba zmian wpisana jest w ludzką naturę, czy warunkuje je coś innego. I czy to, co kiedyś szokowało, szokuje dzisiaj.
Treść ponadczasowa, forma...bije po oczach (ale nie razi)
Reżyser postawił na klasykę, ale nie oznacza to, iż nie próbuje (z sukcesem!) pokazać jej ewolucję, sprowokować inaczej, rozkładając akcenty. Wykonuje to perfekcyjnie, wykorzystując wszystkie podteksty zawarte u Mrożka. Jest tu kreacja, ale nie dla samej kreacji i silenia się na coś awangardowego. Bo wystarczy dobrze odczytać tekst i swoje odczytanie wykorzystać w komunikacji z pozostałymi realizatorami. Wyszło świetnie. Przede wszystkim wrażenie robi scenografia (Katarzyna Kornelia Kowalczyk) i kostiumy (Krystian Szymczak) plus światło (Katarzyna Łuszczyk). Nie jest to wcale normą, że odpowiedzialni za te trzy kwestie potrafią zrobić to tak, iż wszystko tu pasuje, jedno podkreśla drugie, konwencje są spójne, a jednocześnie oryginalne, barwne i "grające" na równi z aktorami.
Scena mieni się elementami z wykorzystaniem błyszczącej folii (kurtyny) i innych tworzyw sztucznych, tworząc klimat niczym z karnawałowo-świątecznego kiczu, są i elementy graffiti (z napisem "Solidarność"), to tego podłoga w czarno-białą szachownicę. Wszystko to jest odbiciem (może i nieco krzywym, ale czy nie o to chodzi?) naszej kultury, symbolem przemian kulturowo-społeczno-historycznych w całej gamie barw i odcieni.
Podobnie jest jeśli chodzi o kostiumy: dżetowo, cekinowo, printowo, niby (?) tandentnie a jednocześnie trochę dresiarsko i w kontraście: garniturowo-garsonkowo. Dodajmy do tego neonowy blask, szkielety lamp oplecionych łańcuchami i wszystko tu pięknie się spaja. W tej różnorodności jest tyle wyrafinowanego smaku, na ile można sobie pozwolić w żonglowaniu kiczem i łamaniu zasad. Wyszło? I to jak. Zdecydowanie widać świetną chemię między scenografką, autorem kostiumów i odpowiedzialną za światło Katarzyną Łuszczyk. Tu nie ma grania na siebie - tu jest gra zespołowa utalentowanych realizatorów mających pomysł i umiejętnie pracujących w jego realizacji. Efekt? Pełna symbioza z widzem i mnóstwo podprogowych przekazów, które sprawiają, że nawet znając na pamięć dramat, jego wymowę, przekazy, można nim się wciąż bawić na pewien sposób - chociaż oczywiście w tej grotesce nie brakuje powagi.
Będzie "Tango"? Jak zobaczycie je tutaj, to będziecie chcieli mieć na maturze
I dzięki tej świetnej pracy realizatorskiej, wizualnej, aktorzy są tak energetyczni na scenie, że widać, iż wchodzą w role równie dobrze jak w kostiumy - z ogromną przyjemnością i humorem. Reżyser zadbał, abyśmy każdą z postaci poznali bliżej; w zależności od danej sceny, naszą uwagą przyciąga w kierunku wybranego z bohaterów.
Trudno przyczepić się do czegoś w tej realizacji. Jeśli już - kwestia rozmieszczenia elementów na scenie może - w zależności od miejsca na widowni - nie do końca(ale tylko momentami) komfortowa w odbiorze. Ale to naprawdę jedyny, minimalny mankament.
Jest taka znana anegdota, opowiadająca o tym, że Mrożek spotkał młodego człowieka i domyślając się, że wraca z egzaminu maturalnego, zapytał, czy było "Tango". - Było - odpowiedział strapiony młodzieniec. - Przepraszam - wydusił Mrożek. Gdybym ja była tegoroczną maturzystką i obejrzała przed maturą częstochowskie "Tango" powiedziałabym na miejscu maturzysty: Na szczęście było. Wprawdzie matura już za mną, ale na szczęście mogę pozachwycać się tym "Tangiem".
TANGO
Sławomir Mrożek, reżyseria i opracowanie muzyczne: Jarosław Tumidajski, scenografia: Katarzyna Kornelia Kowalczyk, kostiumy: Krystian Szymczak, światło: Katarzyna Łuszczyk, asystentka scenografki: Hanna Grodner, asystent reżysera: Andrzej Rospondek
Obsada:
Artur - Mariusz Urbaniec
Ala - Kamila Bartkowiak (gościnnie)
Eugenia - Małgorzata Marciniak
Eugeniusz - Michał Kula
Edek - Waldemar Cudzik
Eleonora - Agata Ochota-Hutyra
Stomil - Adam Hutyra
Premiera - 25 X 2025 r.