Dobre statystyki nie znaczą końca problemu
W tym artykule:
Dane wskazują na brak problemu
Eurostat opublikował dane za 2024 r., z których wynika, że 9,2 proc. mieszkańców UE miało problem z utrzymaniem odpowiedniej temperatury w domu. W Polsce odsetek ten wyniósł 3,3 proc., wobec 4,7 proc. rok wcześniej, co ma plasować nasz kraj, obok Finlandii i Słowenii, w unijnej czołówce.
Dane Eurostatu nie oznaczają, że problem został rozwiązany - uważa dr Jakub Sokołowski z Katedry Mikroekonomii Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego i Instytutu Badań Strukturalnych.
Dane nie znają pojęcia łagodnej zimy
Jak wyjaśnił Sokołowski, Eurostat opiera się w tym przypadku na jednym wskaźniku - subiektywnej ocenie możliwości zapewnienia sobie komfortu cieplnego.
Ten wskaźnik w Polsce rzeczywiście się poprawił, co ma związek m.in. z relatywnie łagodnymi zimami oraz dobrze rozwiniętą siecią ciepłowniczą i indywidualnymi systemami ogrzewania - wyjaśnia dr Sokołowski.
Zdaniem ekonomisty, wynik ten nie powinien być jednak interpretowany jako dowód trwałego rozwiązania problemu.
To tylko jeden z wymiarów ubóstwa energetycznego. Nie mówi nam, czy ktoś ma zaległości na rachunkach ani jak duże są wydatki na energię w relacji do dochodu - zaznaczył.
Naukowcy mają inne wyniki
Dr Sokołowski wskazał, że w badaniach prowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego oraz Instytutu Badań Strukturalnych stosowany jest wskaźnik wysokich kosztów energii i niskich dochodów. Z najnowszych analiz, opartych na danych z 2025 r., wynika, że około 10 proc. gospodarstw domowych w Polsce spełnia kryteria ubóstwa energetycznego.
To ponad milion gospodarstw - znacznie więcej niż sugerowałby pojedynczy wskaźnik Eurostatu - podkreślił ekspert.
Hiszpanie i Grecy mają większy problem z ogrzewaniem?
Ekonomista odniósł się także do paradoksu wysokich wskaźników ubóstwa energetycznego w krajach południowej Europy. W Hiszpanii, Grecji czy Portugalii problem z ogrzaniem domu deklaruje od 17 do 19 proc. mieszkańców. Jak wyjaśnił, w wielu tamtejszych gospodarstwach ogrzewanie w ogóle nie jest standardem, a subiektywne odczucie chłodu może być silniejsze przy nawet niewielkich spadkach temperatur.
Nie jesteśmy w stanie na podstawie tych danych odróżnić osób realnie marznących z powodu braku środków od tych, które po prostu mają inne oczekiwania co do komfortu cieplnego - zaznaczył.
To nie statystyki. To wykluczenie
Według naukowca, skuteczna polityka publiczna powinna łączyć działania długofalowe i doraźne. Do pierwszych zaliczył wsparcie inwestycji w efektywne źródła ciepła, w tym w ramach programu "Czyste Powietrze" oraz rozwój budownictwa społecznego podłączonego do sieci ciepłowniczych.
Im większe wykluczenie, tym większa skala wsparcia powinna się należeć - ocenił.
Drugim filarem powinny być transfery dochodowe, pozwalające gospodarstwom zagrożonym ubóstwem energetycznym na bieżące opłacanie rachunków.
To inwestycja społeczna. Nie chcemy, by ktokolwiek marzł w domu. Państwo powinno pomóc przetrwać, szczególnie w takie trudne zimy, jak ta obecna - podkreślił.
Ubóstwo energetyczne odczujemy też latem
Sokołowski zwrócił też uwagę, że w przyszłości problem nie ograniczy się wyłącznie do ogrzewania.
Zmiany klimatu oznaczają nie tylko mroźne zimy, ale też coraz gorętsze lata. Koszty chłodzenia mieszkań będą rosły i staną się kolejnym wyzwaniem energetycznym - dodał.