Gliwice: Anglicy chwalą transformację. Były prezydent: "Wykonaliśmy dużo ciężkiej pracy. Byliśmy najbiedniejsi w woj. katowickim"

Byliśmy najbiedniejszym miastem na prawach powiatu w ówczesnym województwie katowickim. Byliśmy biedniejsi od Zabrza, czy Bytomia, co dziś wydaje się wielu nie do pomyślenia. Mamy za sobą udaną transformację, bo wykonaliśmy bardzo dużo ciężkiej pracy - mówi Zygmunt Frankiewicz, prezydent Gliwic w latach 1993-2019, a obecnie senator.
Rynek w GliwicachGliwice podziwiane w Europie za transformację.
Źródło zdjęć: © Polska Press Grupa | Paweł Kurczonek
Arkadiusz Biernat
  • Zygmunt Frankiewicz obecnie jest senatorem. W latach 1993-2019 był prezydentem Gliwic
  • Europa podziwia Gliwice za transformację
  • Gliwice podziwiane za transformację
  • Gliwice podziwiane za transformację
  • Gliwice podziwiane za transformację
[1/5] Zygmunt Frankiewicz obecnie jest senatorem. W latach 1993-2019 był prezydentem Gliwic Źródło zdjęć: Polska Press Grupa | Marzena Bugała-Astaszow

Anglicy chwalą transformację w Gliwicach

Arkadiusz Biernat, "Dziennik Zachodni": Brytyjski "Telegraph" zachwyca się rozkwitem Gliwic. Przedstawia miasto jako przykład udanej transformacji. Jest Pan zaskoczony oceną?
Były prezydent Gliwic, obecnie senator Zygmunt Frankiewicz: Od razu zaznaczę, że nie miałem okazji zaznajomić się z artykułem, ale pozytywne oceny mnie nie dziwią. Wykonaliśmy w Gliwicach dużo ciężkiej pracy, aby dojść do tego miejsca.

Świadek podniósł alarm. Spójrzcie na nagranie ze Śląska

Czyli jakiego?
W mojej ocenie zakończyliśmy transformację, bo jedną kopalnię zlikwidowano, podobnie było z hutą. Bumar-Łabędy zatrudnia 90 procent mniej załogi niż to było w czasach świetności, a do tego nie ma wielu innych zakładów. Wystarczy, że wspomnę Gliwickie Zakłady Materiałów Ogniotrwałych, koksownię, fabrykę kwasu siarkowego i tak można wymieniać długu. Za to mamy bardzo dużo nowego przemysłu.

Nowoczesne firmy zajmują 400 hektarów strefy ekonomicznej. Rozwijają się w nowoczesnych technologiach, w oparciu o Politechnikę Śląską. Nowe Gliwice, czyli tereny po dawnej kopalni "Gliwice" stały się naszą małą "Doliną Krzemową", gdzie niesamowicie rozwijają się firmy jak Flytronic [Grupa WB - red.] zajmująca się projektowaniem i produkcją bezzałogowych platform latających jak np. FlyEye. Działa tam również EMT Systems, specjalizująca się w szkoleniach związanych z nowoczesną automatyką przemysłową. Wspomnę, że firma zajmuje wielki budynek po cechowni, a obok buduje dwa kolejne.

To kilka przykładów, dzięki którym mieszkańcy Gliwic zarabiają więcej niż mieszkańcy wielu miast wojewódzkich, które w naturalny sposób są uprzywilejowane. To także przekłada się na wyższe dochody dla samorządu. W tym roku Gliwice odebrały nagrodę "Mistrza finansów samorządowych" za lata 2012-2023, a w gronie znalazły się specyficzne miasta jak np. Warszawa czy Sopot.

W 1990 roku był pan radnym Gliwic. Trzy lata później rada miasta wybrała pana na prezydenta miasta. W jakim miejscu były Gliwice na początku lat 90.?
Kiedy zostałem prezydentem wyniki analiz były dla nas bezlitosne - byliśmy najbiedniejszym miastem na prawach powiatu w ówczesnym województwie katowickim. Byliśmy biedniejsi od Zabrza, czy Bytomia, co dziś wydaje się wielu nie do pomyślenia. W Gliwicach po kolei zamykały się kolejne zakłady. Jednak w porównaniu do sąsiadów nie mieliśmy żadnych nowoczesnych jak np. zakład urządzeń komputerowych Elzab w Zabrzu. Musieliśmy niemal budować od podstaw. Teraz w trakcie rozmowy przypominają się inne bolączki...

Na przykład?
Układ drogowy mieliśmy tylko historyczny. Nie było żadnej nowej drogi. Wszystkie trasy wlotowe prowadziły w kierunku rynku. Do tego przypomnę dzikie wysypisko śmieci, praktycznie niedziałającą starą oczyszczalnię ścieków. Tak było niemal we wszystkich dziedzinach.

Co było dalej?
Przygotowaliśmy koncepcję rozwoju miasta. Rozdaliśmy ją uczestnikom spotkania noworocznego w 1995 roku, które zaczęliśmy organizować, aby integrować gliwickie środowisko. Głównym celem było znalezienie inwestora strategicznego. W 1996 roku wysłaliśmy ofertę do General Motors, który był właścicielem Opla. Światowy koncern szukał miejsca pod nową fabrykę w tej części Europy. Wszystko postawiliśmy na tę kartę. Jak wiemy, z pozytywnym skutkiem. To była przepustka do wielkiego świata. Inwestycja GM-u była jak świadectwo jakości, że Gliwice są dobrym miejscem do inwestowania.

KSSE nie miała powstać w Gliwicach

To wszystko na terenie Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, której... miało nie być w Gliwicach.
Rzeczywiście, nie planowano jej w naszym mieście, z czym się nie zgadzaliśmy. Pierwotnie w województwie śląskim rozważano trzy lokalizacje: Żory i okolice, Sosnowiec oraz Tychy. Ostatecznie na mocy umowy z ówczesnym wojewodą śląskim Eugeniuszem Ciszakiem zostaliśmy dołączeni. I tak powstała pierwsza specjalna strefa inwestycyjna w Polsce. To był strzał w dziesiątkę.

Jak powstał GM, to wielu inwestorów pytało w koncernie, jak to jest w tych Gliwicach, jak się współpracuje oraz inwestuje. Oceny były pozytywne, a strefa szybko się zapełniała. Przypomnę, że tylko na uzbrojenie terenów wydaliśmy 70 mln zł, to była gigantyczna kwota jak na tamte czasy i naszą sytuację. W 2002 roku byłem wściekle atakowany, że pomagamy stawiać fabryki bogatym kapitalistom. A przecież to się zwróciło w kilka lat w podatkach od nieruchomości, nie mówiąc o dobrze płatnych miejscach pracy.

A jaki wpływ na to miał przebieg dwóch autostrad? Ich - podobnie jak strefy - nie miało być w Gliwicach?
Dzisiaj trudno sobie to wyobrazić, ale przebieg A1 i A4 miał być zupełnie inny, daleko od Gliwic. Na początku lat 90. planowano A4 poprowadzić południem województwa. Natomiast A1 miała przebiegać na wysokości Osiedla Tysiąclecia w Katowicach. Na to nałożyły się protesty związane z przebiegiem A4. Dlatego Katowice nie chciały A1 u siebie, a tym bardziej nie chciały słyszeć o węźle autostradowym.

Natomiast dla nas była to jak walka o niepodległość. Została zwieńczona podpisaniem porozumień w gliwickim ratuszu. Z jednej strony były to gminy, które chciały odsunąć A1 od siebie, a z drugiej, którym zależało na jej przyciągnięciu, łącznie bodaj 23. To przesądziło o skrzyżowaniu dwóch autostrad w Gliwicach. Nie muszę więcej dodawać, jakie to ma olbrzymie znaczenie dla rozwoju naszego miasta oraz tych wszystkich gmin wzdłuż tej trasy.

Trzeci filar rozwoju do Politechnika Śląska?
Z jednej strony to stały napływ wykształconej kadry inżynierskiej. Z drugiej bardzo dobra współpraca, dzięki czemu wiele udało się zrealizować. Wymienię Technopark Gliwice, gdzie doskonale współpracuje nauka z biznesem. To nowoczesne centrum wsparcia przedsiębiorczości. Przyciąga startupy z nowoczesnych technologii. Wspomniany wcześniej przeze mnie EMT-Systems właśnie tam zaczynał. Najpierw był inkubator przedsiębiorczości, a następnie tak się rozrósł, że - za naszą namową - przeniósł się do budynku cechowni po kopalni Gliwice, a teraz buduje kolejne obiekty.

Gliwice słyną z kadr inżynierskich, ale również to ważny ośrodek prawniczy. U nas działa Wojewódzki Sąd Administracyjny, a były przecież zakusy na przenosiny do Katowic. Udało się go zatrzymać, znaleźć imponujący obiekt. Powstał też Sąd Okręgowy.

Gliwice musiały radzić sobie same

Gliwice nie były naturalnym centrum regionu jak Katowice. Mogły liczyć na pomoc z zewnątrz?
Bywało z tym różnie. Drogowa Trasa Średnicowa wszędzie była budowana praktycznie bez udziałów środków miejskich, a my zostaliśmy pozostawieni z tym wyzwaniem sami. Nie było żadnej zrzutki solidarnościowej. Musieliśmy walczyć sami, częściowo angażując się w procesy inwestycyjne. Wręcz nas szantażowano: "Dołożycie 500 milionów złotych, albo DTŚ-ki nie będzie". Innym przykładem jest hala.

Proszę wyjaśnić.
Budowa nowoczesnej hali w Gliwicach była jednym z dwóch czy trzech kluczowych projektów województwa śląskiego. Złożyliśmy wniosek na środki unijne i został on zaakceptowany. Była zgoda, że Spodek w Katowicach ma już swoje lata i województwo potrzebuje nowego obiektu, który będzie w stanie konkurować z nowoczesnymi halami w Krakowie, Łodzi czy Gdańsku.

Jednak później wszystko się załamało. Na etapie realizacji pieniądze nam zabrano. Straciliśmy 141 milionów złotych, czyli prawie połowę naszych kosztów budowy. Po konsultacjach na dużą skalę z mieszkańcami zdecydowaliśmy zrealizować ten projekt bez dofinansowania.

Dziś przeciwnicy tej inwestycji mówią o 40 mln zł kosztów utrzymania hali.
To nieprawda. Bez dofinansowania zdecydowaliśmy się na kredyt, czyli naturalną formę dla tego typu inwestycji, dla kolejnych pokoleń mieszkańców. Nie wiem, jaka dokładnie dziś jest kwota raty, ale nie jest to koszt utrzymania. Po prostu rozłożyliśmy te 335 mln zł na wiele lat, zamiast wydać od razu. Roczny koszt utrzymania hali to 17 mln zł, ale duża część kwoty wraca do budżetu w postaci podatku od nieruchomości i czynszu. Realny koszt to 9 mln zł. Wciąż to jest dużo, bo uważam, że można było z operatorem podpisać umowę na lepszych warunkach.

Jednak to nie są ogromne pieniądze w skali roku, jeśli spojrzymy na skalę promocji Gliwic. Odbywają się targi, koncerty i wydarzenia, które rozsławiają miasto nie tylko na całą Polskę. Jak wrócimy do lat 90., to Gliwice były jednym z tych śląskich nieznanych, "czarnych" miast. Robiliśmy wiele, aby nie wydawać zbędnie środków. Nie tylko na inwestycje, ale także utrzymanie obiektów. Przykładem jest stadion przy Okrzei. Kosztował 50 mln zł. Nigdzie tak tanio nie wybudowano stadionu. Mamy obiekt na 10 tysięcy miejsc, z możliwością nieskomplikowanej rozbudowy do 15 tys. Tyle że komplet publiczności mamy rzadko.

Jaką przyszłość mają Gliwice?

Co dalej z Gliwicami? Jaką widzi pan przyszłość ze swojej perspektywy?
Mamy za sobą udaną transformację, ale świat się zmienia, musimy za nim nadążać, nie można wkładać rąk do kieszeni. Obawiam się, że będziemy tracili naszą pozycję, bo obecny styl zarządzania miastem jest zupełnie inny. Nazywam to efekciarstwem. Efektów mało, a dużo PR. Po sąsiedzku mieliśmy do czynienia z tym w Zabrzu. To było bogate miasto, a teraz jest upadłe. Tam przez lata mieszkańcy sądzili, że żyją w miejscu, w którym wszystko dobrze działa, nie ma problemów, jest rozwój.

Trzeba też powiedzieć jasno, czasami prezydent miasta musi podejmować niepopularne decyzje, żeby ograniczać koszty. W moim przypadku była to m.in. kwestia tramwajów. Z niskim zainteresowaniem, kiepskim przebiegiem i jeszcze gorszą infrastrukturą. Mieszkańcy byli do tramwaju przywiązani, ale to w ogóle się nie opłacało, a funkcjonowanie kosztowało dwa razy więcej od autobusu. Później mi się obrywało za to dosyć często, nie wspominając już o referendach.

Z materialnych rzeczy brakuje nam nowoczesnego szpitala. Wystarczyło zakończyć przetarg i dzisiaj zmierzalibyśmy do końca. Ubolewam, że przed drugą turą wyborów wmieszała się w to duża polityka. Przyjechała minister Leszczyna i zapowiedziała budowę za miliardy. W mojej ocenie, w tej sytuacji, w jakiej jest NFZ i stan publicznych finansów, nie ma szans na budowę uniwersyteckiego szpitala ze środków budżetu państwa.

Bardzo ważne jest, aby racjonalnie wydawać pieniądze. W najgorszym roku w 2023 roku mieliśmy 160 mln zł nadwyżki operacyjnej, co było marzeniem każdego miasta na prawach powiatu. Gliwice muszą tak wydawać pieniądze, aby inwestować w rozwój, szczególnie w kontekście rozwoju wysokich technologii. Innowacja jest wartością dodaną, która zapewni wysokie zarobki mieszkańców i wpływy do budżetu samorządu. Nie można wszystkiego wydawać na bieżąco, bo Gliwice spadną do drugiej ligi. Jednak to nie znaczy, żeby na konsumpcję nic nie wydawać skoro miasto jest bogate. To mieszkańcy muszą to odczuwać w postaci np. dobrej infrastruktury. Potrzebny jest balans, aby ciągle się rozwijać, ale żeby mieszkańcom Gliwic dobrze się żyło.

Wybrane dla Ciebie
Koszalin: Listopadowy poranek na rynku. Co dostaniemy na stoiskach?
Koszalin: Listopadowy poranek na rynku. Co dostaniemy na stoiskach?
Opoczno: Cztery kasjerki okradały sklep, w którym pracowały. Miały patent na robienie "darmowych" zakupów
Opoczno: Cztery kasjerki okradały sklep, w którym pracowały. Miały patent na robienie "darmowych" zakupów
Legnica: Trwa remont tzw. małego budynku urzędu miasta przy Placu Słowiańskim
Legnica: Trwa remont tzw. małego budynku urzędu miasta przy Placu Słowiańskim
Kolno: Parada Mikołajów przejedzie przez miasto
Kolno: Parada Mikołajów przejedzie przez miasto
Warszawa: Czas na łyżwy. Inauguracja sezonu zimowego. Kiedy otwarcie miejskich lodowisk?
Warszawa: Czas na łyżwy. Inauguracja sezonu zimowego. Kiedy otwarcie miejskich lodowisk?
Warszawa: Kolejny odcinek wyczekiwanego parku został otwarty. Nowe miejsce na spacer i relaks na Ursynowie
Warszawa: Kolejny odcinek wyczekiwanego parku został otwarty. Nowe miejsce na spacer i relaks na Ursynowie
Warszawa: Mokotów i Włochy szykują się na płatne parkowanie. Konsultacje trwają do końca roku
Warszawa: Mokotów i Włochy szykują się na płatne parkowanie. Konsultacje trwają do końca roku
Pułtusk: Ile zapłacisz za łyżwy? Cennik lodowiska może zaskoczyć
Pułtusk: Ile zapłacisz za łyżwy? Cennik lodowiska może zaskoczyć
Suwałki: 22-latek znęcał się nad dziewczyną. Musi opuścić mieszkanie i nie może się z nią kontaktować
Suwałki: 22-latek znęcał się nad dziewczyną. Musi opuścić mieszkanie i nie może się z nią kontaktować
Żyrzyn: Kolizja. Kierująca peugeotem wymusiła pierwszeństwo, doszło do zderzenia z volvo
Żyrzyn: Kolizja. Kierująca peugeotem wymusiła pierwszeństwo, doszło do zderzenia z volvo
Poważne zdarzenie drogowe w Łopienniku Dolnym-Kolonii. Ranna osoba trafiła do szpitala śmigłowcem LPR
Poważne zdarzenie drogowe w Łopienniku Dolnym-Kolonii. Ranna osoba trafiła do szpitala śmigłowcem LPR
Województwo śląskie: Tyle kopciuchów wciąż czeka na wymianę. "Nie jest to jednak koniec drogi"
Województwo śląskie: Tyle kopciuchów wciąż czeka na wymianę. "Nie jest to jednak koniec drogi"
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE 🔥