Grembach, ciemna strona Widzewa. Tu mieszkali znani piosenkarze

Jednym z tych widzewskich osiedli, które zachowały dawny wygląd jest tzw. Grembach, zwany też Podgórzem. Rozciąga się ono między ulicami: Czechosłowacką, Edwarda, Mazowiecką, Niciarnianą i Nowogrodzką.
GrembachTak dziś wygląda Grembach
Źródło zdjęć: © Polska Press Grupa | Grzegorz Gałasiński
Anna Gronczewska
  • Grembach
  • Grembach
  • Grembach
  • Grembach
[1/4] Tak dziś wygląda Grembach Źródło zdjęć: Polska Press Grupa | Grzegorz Gałasiński

Grembach czy Podgórze?

Świadek podniósł alarm. Spójrzcie na nagranie ze Śląska

Nieżyjący już łódzki przewodnik urodził się i wychował na Grembachu. Dokładnie na Mazowieckiej.

- Tyle, że my trochę z wiejska mówiliśmy Grymbach, dziś przyjęte jest Grembach - powiedział nam pan Bogumił Zawadzki.

Grembach zawdzięcza swoją nazwę prawdopodobnie kolonistom niemieckim, którzy na początku dziewiętnastego wieku osiedlali się na tzw. Podgórzu. Grunbach po niemiecku oznacza zielone miejsce. Choć niektórzy twierdzą, że nie dotyczy to zielonej okolicy, a wodzie płynącej z farbiarni fabryki nici.

Przez lata osiedle nie zmieniło się wiele, choć koło drewniaków pojawiają się już okazałe wille. Wchodząc w ul. Antoniewska, Wilanowską i kilka równoległych, dochodzących do ul. Nowogrodzkiej nadal ma się wrażenie, że zatrzymał się czas. Uliczki zachowały dziewiętnastoletni charakter. Stoją tu drewniane domy, altanki, jeździ się po kocich łbach, a jeszcze niedawno ulicami spływały nieczystości.

- Brak kanalizacji, wodociągów sprawiał, że mieszkało się tu trudno - opowiadał Bogumił Zawadzki. - Sam po wodę chodziłem 400 metrów. Najbardziej to dokuczało to, gdy trzeba było zrobić pranie albo podlać ogródek. Gdy założyli uliczne hydranty, to odległość jaką musiałem przemierzać po wodę skróciła się o połowę.

Pawiak i mieszkania dla majstrów

Na ul. Niciarnianej, za przejazdem kolejowym, który został rozebrany i zbudowano tunel, stoją jeszcze charakterystyczne, piętrowe domy. Nazywane są "Pawiakiem". Mieszkali w niej znaczący robotnicy i majstrowie widzewskiej fabryki nici. Nie wiadomo skąd wzięła się ta nazwa. Przypuszcza się, że te domy nazwano tak, bo były ogrodzone. Teren był pilnowany, nikt obcy nie mógł tam wejść. Jak na tamte czasy były bardzo dobrze urządzone. Była tam pralnia, magiel, suszarnia. Mieszkańcy "Pawiaka" mieli blisko do fabryki, tramwaju, pociągu. Nieopodal, przy ul. Czechosłowackiej i Mazowieckiej znajduje inne osiedle, gdzie kiedyś mieszkali robotnicy fabryki nici. Od strony północnej, przy ul. Czechosłowackiej stał budynek w którym zamieszkali zatrudnieni w fabryce inżynierowie.

- W przeciwieństwie do "Pawiaka", "baraki" były jednopiętrowe - wyjaśniał nam Bogumił Zawadzki. - Było to sześć domów w którym znajdowało się dziewięćdziesiąt sześć mieszkań. To osiedle też było ogrodzone, miało pralnie, magiel, a co najważniejsze bieżącą wodę. Teraz ustawiono tam parkan oddzielający te domki od ul. Czechosłowackiej.

Te domy stoją dalej i mieszkają w niej łodzianie, choć okolica nie wygląda zachęcająco. Obcy nie są tam zbyt przyjaźnie witani...

Wspomnienia braci Rybińskich

Na Grembachu wychowali się też znani piosenkarze bracia Andrzej i Jerzy Rybińscy. Chodzili do Szkoły Podstawowej nr 12.

- Znajdowała się na rogu ulicy Niciarnianej i Czechosłowackiej - opowiadał nam Jerzy Rybiński. - Dziś to jest szkoła specjalna. A wówczas była to pierwsza w Łodzi szkoła TPD, czyli Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. Byłem kiedyś w tej szkole, nawet parkiety są takie same. Lubimy odwiedzać te stary kąty. Bardzo mile je wspominam. Nie ma roku byśmy tam nie pojechali. Nasz rodzinny dom stał na rogu u. Nowogrodzkiej i Widzewskiej. Po śmierci rodziców miejsce stało się zaniedbane. Nie ma już drzew, które kiedyś tam stały. Widać, że nawet do nich można się przywiązać.

Andrzej Rybiński też miło wspomina swoje dzieciństwo na Grembachu.

- Zimą wylewało się ślizgawki na których jeździliśmy na łyżwach - wspominał. - Latem chodziliśmy się bawić na tzw. pola żołnierskie, jak je nazywaliśmy. Kiedyś musiały walczyć tam jakieś wojska. Zostały po nich okopy. Można było się w nich bawić w wojsko, strzelać do siebie. Oczywiście na niby. Tu zaczęła się moja przygoda z muzyką. Dokładnie w big-bandzie średniej szkoły muzycznej Kanon Rytm pod kierunkiem Janusza Sławińskiego. Występowało tam wielu fajnych ludzi, jak Krzysio Cwynar, Ewa Śnieżanka, Janusz Szczepanek czy mój starszy o cztery lat brat Jerzy. Był to chyba pierwszy zawodowym big band w Polsce. Byłem też członkiem różnych zespołów bigbitowych. Na wielu konkursach zajmowaliśmy nawet punktowane miejsca. Moje dzieciństwo przypadało na bardzo ubogie czasy. To lata pięćdziesiąte. Na szczęście była wtedy muzyka. Bawiliśmy się w nią od najmłodszych lat. Mój starszy brat Jurek wcześniej, ja trochę później dołączyłem do niego. Tworzyliśmy różne składy osobowe. Perkusję zastępowały nam garnki, pokrywki. Ja grałem najpierw na akordeonie. Potem zmieniłem akordeon na gitarę. Dzięki tej muzyce uciekaliśmy w inny świat. Na co dzień było trochę biednie.

Melina w co drugim domu

Wiele lat na Grembachu, mieszkał Jacek. Przeprowadził się tu z rodzicami i dwoma braćmi z Podlasia. Kupili dom na ul. Edwarda. Szybko przyzwyczaił się do łódzkiego życia. Był nastolatkiem. Po latach musi przyznać, że Grembach nie był ciekawym miejscem.

- W co drugim miejscu była melina - opowiada. - Niestety moi dwaj bracia wpadli w nieciekawe towarzystwo. Dla obu skończyło się to tragiczne. Starszy Wiesiek wsiadł po pijanemu na motocykl. Zderzył się z autem. Zginął na miejscu... Młodszy brat Darek popadł w alkoholizm. Któregoś dnia zasnął z papierosem... Rodzice tego wszystkiego nie wytrzymali. Nie żyją... Dom stoi pusty. Młodszy brat go zadłużył. Teraz rodzina musi odrzucać spadek...

Ofiara Juwenaliów

Na Grembachu przy ul. Wilanowskiej mieszkał Damian Tybura, jedna z ofiar tragicznych juwenaliów Uniwersytetu Łódzkiego z 2005 roku. Był kibicem Widzewa, chodził na mecze, jeździł na wyjazdy. Z zawodu był ślusarzem.

- Dobry był z niego chłopak, najporządniejszy z całej rodziny - mówi dziś jego znajoma, też mieszkająca na Grembachu. - Szkoda, że tak zakończyło się jego życie.

Dom w którym mieszkał Damian i jego rodzina stoi dziś pusty. Jest przeznaczony do rozbiórki, po śmierci chłopaka jego rodzice dostali odszkodowanie. Mówiło się o 250 tysiącach złotych. Dziś jednak najbliższa rodzina Damiana nie żyje. Pierwsza zmarła jego siostra. Znaleziono ją martwą na ulicy. Potem odbył się pogrzeb matki. Poszła do sąsiadów i spadła z drewnianych schodów. Doznała poważnych urazów głowy. Ostatni umarł ojciec. Znaleziono go martwego na jednym z łódzkich blokowisk.

- W tym domu był niestety alkohol - dodaje sąsiadka z Grembacha.

Damian i jego rodzina zostali pochowani na cmentarzu na Olechowie...

"Niciarka", czyli angielska fabryka

Na ul. Niciarnianej za torami, w kierunku ul. Czechosłowackiej (przed wojną ul. Pograniczna), a więc w zasadzie na Grembachu, powstała fabryka nici, zwana "Niciarką". Założyli ją Juliusz Kunitzer i pochodzący z Petersburga kupiec Lejzor Lourie, który wcześniej prowadził fabryczkę tasiemek i nici przy ul. Kopernika.

Na początku dwudziestego wieku przejęli ją Anglicy. Była to wtedy wzorcowa fabryka. Anglicy zupełnie inaczej traktowali zakład niż Polacy, Niemcy czy Żydzi. Wybudowali na przykład łaźnie, w której robotnicy obowiązkowo musieli się kąpać. Koło fabryki powstało pole do krykieta i dom kultury. Dziś ma w nim siedzibę Dom Kultury "Ariadna". Anglicy organizowali w nim między innymi kursy haftu dla robotników. Ale też mogli tu uzupełnić wykształcenie.

Była też obok stołówka robotnicza. W latach trzydziestych angielscy właściciele fabryki utworzyli Widzewskie Towarzystwo Sportowe "Podgórze". Wybudowali boisko i korty tenisowe, które są tam do dziś. We wojnę fabrykę nici przejęli Niemcy. Po wojnie ją upaństwowiono. Władze ludowe nadały jej imię Hanki Sawickiej, a w latach sześćdziesiątej działaczka ruchu robotniczego musiała się podzielić opieką nad fabryką z Ariadną. Fabryka "Ariadna" jest jednym z niewielu zakładów włókienniczych, który istnieje do dziś. Dalej produkuje się w niej nici...

Wybrane dla Ciebie
Starachowice: Od 8 grudnia wraca ruch na drodze do Tychowa Starego
Starachowice: Od 8 grudnia wraca ruch na drodze do Tychowa Starego
Olkusz: Sprawdź, gdzie pojeździć na sankach
Olkusz: Sprawdź, gdzie pojeździć na sankach
Tarnów: S.M.Rock porwał publiczność. Mnóstwo energii i talentu
Tarnów: S.M.Rock porwał publiczność. Mnóstwo energii i talentu
Trójmiasto 2026: Międzynarodowe gwiazdy zapowiadają koncerty
Trójmiasto 2026: Międzynarodowe gwiazdy zapowiadają koncerty
Jasło: Sąd skazał lekarza. Kara w zawieszeniu, będzie apelacja
Jasło: Sąd skazał lekarza. Kara w zawieszeniu, będzie apelacja
Stary Sącz: Nowy parking Park&Ride na 100 miejsc
Stary Sącz: Nowy parking Park&Ride na 100 miejsc
Legnickie Pole: Świąteczny jarmark przy bazylice już 13 grudnia
Legnickie Pole: Świąteczny jarmark przy bazylice już 13 grudnia
Koszalin: Gala Wiedeńska zachwyciła publiczność
Koszalin: Gala Wiedeńska zachwyciła publiczność
Rzeszów: Relacja z XV Zaduszkowego koncertu wspomnień
Rzeszów: Relacja z XV Zaduszkowego koncertu wspomnień
Eliminacje mistrzostw świata koszykarzy: Polska - Austria 90:78. Teraz czas na Niderlandy
Eliminacje mistrzostw świata koszykarzy: Polska - Austria 90:78. Teraz czas na Niderlandy
Opole: Wylegitymowali świadka wypadku. Od razu założyli mu kajdanki
Opole: Wylegitymowali świadka wypadku. Od razu założyli mu kajdanki
Warszawa: Awaryjne zamknięcie jednego z torów. Utrudnienia w kursowaniu pociągów
Warszawa: Awaryjne zamknięcie jednego z torów. Utrudnienia w kursowaniu pociągów
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI! 👇