Grodzisk: Historia Loczka poruszyła mieszkańców
Historia Loczka - wzruszająca walka o życie i zdrowie czworonoga
Wolontariusze z przytuliska dla psów w Grodzisku - 4 września - zabezpieczyli Loczka, który błądził po Opalenicy. Pies w momencie przejęcia ważył niewiele ponad 6 kg, a jego stan był bardzo poważny.
- Zaropiałe, zapadnięte oczy. Zapadnięty język. Mimo podchodzenia do miski, nie potrafi jeść i pić. Jakby nie miał języka lub jakby mu się głęboko zapadł. Skrajne wychudzenie. Mnóstwo guzów. Jutro od rana badania i leczenie. Trzymajcie kciuki, bo stan jest naprawdę ciężki - poinformowali po przejęciu zwierzęcia wolontariusze.
Świadek podniósł alarm. Spójrzcie na nagranie ze Śląska
Od tego czasu trwa walka o życie i zdrowie Loczka, która opisywana jest w mediach społecznościowych przytuliska. Dzięki licznym badaniom okazało się, że pies miał w pyszczku krwawiące nadżerki, a jego pierwsze wyniki badań były wyjątkowo niepokojące: "stan zapalny w całym organizmie. Wszystkie parametry zaburzone, w tym najbardziej mocznik".
- W historii naszych działań mieliśmy już psy, które były w bardzo złym stanie. Poprzedniej zimy znaleźliśmy m.in. psa w typie pekińczyka. Musieliśmy usunąć mu oczy, a jego leczenie wiele kosztowało. Na szczęście ma teraz bezpieczny dom. Kolejny przypadek, to pies znaleziony w okolicach Białej Wsi. Był po kilku operacjach i zabiegach, ale również znalazł kochający dom. Jednak Loczek jest wyjątkowy. Jego historia jest przerażająca, a lista przypadłości niezwykle długa - opowiadała Agata Stachowska-Kinecka, wolontariuszka działająca w przytulisku.
Kolejne wpisy dotyczące Loczka informowały o nowych problemach. Podwyższona temperatura, trwające terapie i kolejne kroplówki. Wolontariusze przez cały czas dbali jednak o jego komfort. To dzięki nim piesek mógł w końcu opuścić szpitalik dla zwierząt i udać się do domu tymczasowego, a równie ważna okazała się wizyta u groomera, który pomógł w pozbyciu się licznych sfilcowanych fragmentów sierści.
- Lekarz wciąż tonuje nasz optymizm i podkreśla, że stan Loczka jest nadal bardzo poważny. Teraz wiemy, że gdyby pies nie trafił pod naszą opiekę, umarłby z głodu. Do długiej listy przypadłości doszła bowiem przetoka utrudniająca jedzenie. Na szczęście Loczek, choć 10-letni, ma zdrowe nerki i nie ma cukrzycy. Aktualnie został także wykastrowany, ponieważ jego zdrowiu zagrażał guz wielkości piłki tenisowej, który usytuowany był na jądrach - podkreśla nasza rozmówczyni.
Aktualnie przed Loczkiem stoi wyzwanie związane z nabraniem masy. To z pewnością pozytywnie wpłynie na jego samopoczucie i stan zdrowia. Koszty samego leczenia Loczka to już ponad 6 tys. zł. Dlatego potrzebna jest pomoc.
Wolontariusze nie poddają się bowiem w walce o zdrowie Loczka, a przecież nie jest on jedynym podopiecznym przytuliska, który wymaga wsparcia. Zwierzętom pomagają wolontariusze. Celem przytuliska jest poszukiwanie domów, które mogą adoptować zwierzęta, jednak po drodze, przytulisko zapewnia czworonogom m.in. liczne badania, kastrację i sterylizację, chipowanie, odrobaczanie i odkleszczanie. W ciągu siedmiu lat działalności, dzięki przytulisku zawiązano ponad 250 umów adopcyjnych.
Wśród obserwatorów przytuliska nie brakuje osób, które chcą pomóc Loczkowi oraz całemu przytulisku. Wszyscy, którzy chcieliby wesprzeć działania animalsów, mogą dokonać wpłat na nr konta: 06109014340000000153339224.
Przytulisko działa na terenie gminy Grodzisk i jest partnerem Fundacji Studenckiej Młodzi Młodym.