Jerzmanowa: Tam pracują górnicy. Jednym z nich jest Mariusz Samborski
W tym artykule:
Świadek podniósł alarm. Spójrzcie na nagranie ze Śląska
Barbórkowa tradycja w KGHM
Górnicy KGHM zatrudnieni w kopalniach Lubin, Rudna, Polkowice - Sieroszowice to kilkunastotysięczna wspólnota, która kultywuje zwyczaje, świętuje jubileusze i dba o tradycje.
Jedną z tych najważniejszych jest Barbórka. 4 grudnia całe Zagłębie Miedziowe obudzą orkiestry, które na osiedlach zagrają pobudki górnicze. Będzie Pochód Lisa Majora, który przyprowadzi kandydatów na górników. Po Skoku przez Skórę i pasowaniu zostają oni przyjęci do braci gwareckiej. Poleje się piwo i zapełnią się parkiety sal balowych, a za wzorową służbę pracownicy KGHM odbiorą medale, odznaczenia, honorowe szpady i kordziki. Ale górnicy pójdą też do kościołów, by pomodlić się o nowy, bezpieczny rok pracy.
Pierwszego zjazdu pod ziemię nie pamięta
A że zawód górnika nie jest dla każdego, dobrze wie Mariusz Samborski, operator kotwiarki z ponad 20-letnim stażem na wydziale wydobywczym Zakładów Górniczych Rudna. Mieszkaniec Jerzmanowej, zanim trafił do kopalni KGHM próbował sił w wojsku. Nawet zaciągnął się na ochotnika, ale po kilkunastu miesiącach ćwiczeń i wyjazdów na poligony stwierdził, że to nie dla niego. Tym bardziej, jak ma się rodzinę a w domu czeka żona i dwie córki - Iga i Lena.
Pierwsze zjazdy do kopalni Mariusz Samborski miał w ramach szkolnych praktyk z Zespołu Szkół Miedziowego Centrum Kształcenia Kadr w Lubinie, gdzie uczył się górnictwa. Zapytany o to, jak wspomina swój pierwszy zjazd, odpowiada, że go nie pamięta.
- Pewnie po części ze strachu, po części z emocji - wspomina ze śmiechem, ale już poważnie dodaje, że mimo tylu lat pracy pod ziemią codziennie uczy się czegoś nowego - Tam każdy dzień jest inny, ale lubię swoją pracę.
Górnik wspomina, że jednym z trudniejszych dni w jego pracy było przejście z mechanika na operatora maszyny.
- Gdy wróciłem do domu, zmęczony wysoką temperaturą, cały czerwony to powiedziałem do żony - więcej tam nie pojadę. Ale co było robić, drugiego dnia wsiadłem do maszyny i pracowałem - opowiada.
Pod ziemią świat wygląda zupełnie inaczej
Żona Monika Lambrych - Samborska pracuje w Szkole Podstawowej w Jerzmanowej. Już kilka razy zwiedzała kopalnie w ramach organizowanych przez KGHM zjazdów rodzin z okazji Barbórki. W tym roku też była i to dokładnie na oddziale, na którym pracuje jej mąż.
- Wcześniej miałam już jakieś pojęcie o kopalni, ale nie spodziewałam się, że w miejscu, gdzie pracuje mąż panują tak ciężkie warunki - mówi. - Na własnej skórze doświadczyłam, czym jest przodek w Rudnej. Byliśmy tam tylko chwilę, ale to wystarczyło. Uderzyła nas wysoka temperatura, ogromna wilgoć, brak powietrza. Do tego jest tam ciemno, a strop wisi nisko nad głową. No i ta świadomość, że w razie czego nie ma możliwości ucieczki... - dzieli się wrażeniami pani Monika. - Po powrocie bardzo odchorowałam ten zjazd.
Nie zauważyła, że wrócił po zmianie do domu
Ale bywają też i zabawne zdarzenia. Któregoś razu, pan Mariusz wrócił z nocki, położył się spać przykrywając się kołdrą po sam czubek głowy.
- Sprawdziłam sypialnię i go nie zauważyłam. Sprawdziłam drugi pokój - też go nie ma. Wpadłam w panikę i nawet zadzwoniłam na szyb, czy przypadkiem nie było jakiegoś wstrząsu. Kiedy go wreszcie znalazłam to poczułam taką ulgę, że aż się popłakałam - opowiada.
Małżonkowie wypracowali sobie już system, dzięki któremu pani Monika wie, że wyjechał po zmianie. Gdy jest już po pracy, na powierzchni, górnik wysyła wiadomość, że jest już na powierzchni.
Na pytanie, co by powiedzieli tym, którym bardzo łatwo przychodzi krytykowanie górników, albo "liczenie" ich zarobków, Samborscy odpowiadają:
- Niech się nie wypowiada ten, kto nigdy nie był w kopalni pod ziemią. Bo jeśli ktoś tego nie doświadczył, to nie ma zielonego pojęcia jak tam jest - mówią.
Na Barbórkę czekają cały rok
Dla miedziowych górników, którzy wydobywają rudę miedzi, a w niej złoto, srebro, platynę, a nawet sól kamienną Barbórka to zwieńczenie ciężkiej, całorocznej pracy, ale i okazja do założenia munduru.
- Cieszę się, że jako żona mogę w tym brać udział. Spotykam wówczas inne żony górników, dzielimy się różnymi doświadczeniami, także tymi mniej przyjemnymi, jak wypadki. Przyznam się też, że ten czas, czyli od listopada do stycznia nie jest dla mnie łatwy, bo nie od dziś się mówi, że barbórka zbiera żniwa, a święta Barbara zabiera dusze. Czuję strach, tym bardziej, że kopalnianych wstrząsów jest sporo - przyznaje pani Monika.
Po tragedii w Rudnej odwołano część święta górników
Ci, którzy przepracowali pod ziemią całe swoje zawodowe życie, nie raz mieli "duszę na ramieniu". Wielu z nich przeżyło straszne chwile i trudne momenty, które zostawiły w nich ślady na całe życie.
- Jeśli znajdziemy się w złym miejscu, w nieodpowiednim czasie, to nawet najlepsze procedury i środki bezpieczeństwa nie pomogą - mówią nam pracownicy Polskiej Miedzi.
Tak było 2016 roku w Zakładzie Górniczym Rudna.Tuż przed Barbórką, 29 listopada, skały zasypały 300 metrów chodnika, w niektórych miejscach po sam strop. Na ratunek uwięzionym pod ziemią ruszyli ratownicy. Opowiadali potem, że niektóre głazy miały wielkość autobusu. W rejonie zagrożenia znajdowało się 30 górników. Zginęło ośmiu z nich, a 21 zostało rannych. Po tragedii w ZG Rudna KGHM ogłosił czterodniową żałobę. Odwołano wówczas część uroczystości barbórkowych, czyli karczmy piwne, combry babskie oraz Pochód Lisa Majora, a w pierwszą rocznicę tragedii 29 listopada stał się Dniem Pamięci Ofiar Wypadków w Pracy w KGHM.
KGHM buduje kolejne szyby
KGHM i górnicy sięgają coraz głębiej i coraz bardziej na północ. Właśnie rozpoczęły się wielkie inwestycje - budowa nowych szybów (GG-2 "Odra", Retków oraz Gaworzyce), które zapewnią pracę i wydobycie na kolejnych kilkadziesiąt lat.