Joanna Kastylijska. Historia "szalonej królowej"
Joanna Kastylijska nie była szalona – była niewygodna. Jej tragedia polegała na tym, że urodziła się kobietą w epoce, gdy korona na głowie znaczyła mniej niż męskie ambicje wokół tronu. Historia okrzyknęła ją wariatką, bo tak było wygodniej dla tych, którzy kradli jej władzę.
Polityczne szaleństwo
Diagnoza psychiczna w XVI wieku służyła przede wszystkim celom politycznym, nie medycznym. Kiedy w 1502 roku otoczenie Joanny zaczęło szeptać o jej "niestabilności", królowa była dopiero dwudziestoletnią kobietą reagującą na jawną zdradę męża.
Świadek podniósł alarm. Spójrzcie na nagranie ze Śląska
Filip Piękny demonstracyjnie utrzymywał kochanki na dworze, upokarzając żonę wobec całej Europy. Dzisiejsza psychologia nazwałaby reakcje Joanny normalnymi emocjami osoby zdradzanej i poniżanej. Ówczesna polityka nazwała je szaleństwem, bo szalona królowa nie mogła rządzić samodzielnie.
Trzeba zadać pytanie fundamentalne: kto zyskiwał na tej diagnozie? Odpowiedź jest brutalna w swojej prostocie. Filip pragnął władzy kastylijskiej korony bez konieczności dzielenia się nią z żoną. Ferdynand Aragoński wolał sprawować regencję niż oddać władzę córce. Karol V odziedziczył po ojcu i dziadku sztukę instrumentalnego traktowania matki jako politycznego fantoma – tytularnej królowej zamkniętej w celi.
Mechanizm był perfidny, lecz skuteczny. Emocjonalne reakcje na zdradę i upokorzenie przedstawiano jako objawy choroby umysłowej. Legitymacja do władzy pozostawała formalna, ale praktyczne sprawowanie rządów przechodziło w męskie ręce. Historia polityczna Europy zna niewielu przykładów tak konsekwentnego odbierania władzy osobie prawnie uprawnionej do tronu.
Procesja ze zwłokami
Scena z 1506 roku weszła do historii jako dowód szaleństwa Joanny. Ciężarna wdowa podróżująca z trumną męża, odmawiająca towarzystwa kobiet, otwierająca trumnę i całująca zwłoki – obraz gotowy do umieszczenia w podręczniku psychiatrii. Tyle że interpretacja tego wydarzenia wymaga spojrzenia przez pryzmat ówczesnych praktyk dynastycznych, nie współczesnych norm psychologicznych.
Joanna działała świadomie i celowo. Jej syn Karol był legalnym dziedzicem tronu kastylijskiego przez ojca i matkę. Demonstracyjne towarzyszenie zwłokom Filipa stanowiło publiczną manifestację tego prawa. Każdy na trasie procesji musiał zobaczyć: oto królowa legitymizuje dynastyczne roszczenia swojego potomstwa. Żałoba była widowiskiem, ale widowiskiem przemyślnym politycznie.
Odstręczające szczegóły tej podróży służyły zdyskredytowaniu Joanny przez przeciwników politycznych. Współczesne relacje pisali ludzie związani z dworem Ferdynanda lub frakcjami wrogimi królowej. Każdy nienormatywny gest wdowy stawał się dowodem jej niezdolności do rządzenia. Historia zapisywana przez wrogów staje się historią potępiającą ofiarę, nie sprawców.
Paradoksalnie ta sama scena potwierdza racjonalność Joanny. Wiedziała, że bez symbolicznego wzmocnienia pozycji syna zostanie całkowicie zepchnięta na margines. Jej instynkt polityczny okazał się trafny – Karol rzeczywiście objął władzę. Tragedia polegała na tym, że król zawdzięczający tron matce zamknął ją potem w więzieniu na cztery dekady.
Czterdzieści sześć lat w więzieniu
Zamek w Tordesillas stał się grobem za życia. Od 1509 roku do śmierci w 1555 roku Joanna spędziła tam niemal pół wieku w oficjalnie nazywanej "opieką zdrowotną" izolacji. Nie skazał jej żaden sąd, nie wydano wyroku, nie przeprowadzono procesu. Wystarczyła wola ojca, a później syna, by pozbawić koronowaną królową wolności na resztę życia.
Mechanizm uwięzienia odsłania hipokryzję dynastycznych ambicji. Ferdynand potrzebował córki żywej, bo tylko przez nią legitymizował swoją regencję nad Kastylią. Martwa Joanna oznaczałaby konieczność przekazania władzy wnukowi, którego dziadek traktował jako obce politycznie narzędzie Habsburgów. Żywa, ale zamknięta królowa stanowiła idealne rozwiązanie – formalnie panowała, faktycznie nie przeszkadzała.
Karol V udowodnił, że cynizm polityczny dziedziczy się sprawnie. Po śmierci Ferdynanda w 1516 roku dwudziestoletni już monarcha mógł uwolnić matkę. Miał pełnię władzy, międzynarodowe uznanie, potężne imperium. Joanna nie stanowiła dla niego zagrożenia – była starzejącą się kobietą bez wpływów i stronników. Mimo to kazał ją trzymać w więzieniu przez kolejne czterdzieści lat, aż do naturalnej śmierci w wieku siedemdziesięciu pięciu lat.
Historia ta demonstruje prawdę bolesną dla europejskich monarchii. Prawa dynastyczne znaczyły mniej niż patriarchalna wola sprawowania władzy. Najlepiej wykształcona kobieta swoich czasów, córka Królów Katolickich, prawna władczyni Kastylii i Aragonii – wszystko to nie wystarczyło przeciwko decyzji mężczyzn z rodziny. Jej grób w katedrze w Grenadzie obok Filipa to ostatnia ironia: spoczęła przy mężu, który zainicjował jej polityczną śmierć.