Kredyty znów w górę. Tyle metrów kupisz za 475 tys. zł w największych miastach
W tym artykule:
Kredyty mieszkaniowe wracają do łask
Rynek nieruchomości wyraźnie się ożywia. Dane Biura Informacji Kredytowej pokazują, że w październiku liczba zapytań o kredyt hipoteczny zwiększyła się o ponad 34% rok do roku. Jak wskazuje Anton Bubiel z SonarHome, konsumenci stopniowo wracają do decyzji zakupowych po dwóch latach ostrożności. Rośnie również średnia kwota finansowania.
Świadek podniósł alarm. Spójrzcie na nagranie ze Śląska
W październiku 2025 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 42,92 tys. osób - to o 25% więcej niż rok wcześniej i o 7,6% więcej niż we wrześniu. Przeciętna wysokość wnioskowanego kredytu osiągnęła 474,86 tys. zł, czyli o blisko 8% więcej niż przed rokiem. Na rynku wtórnym taka kwota wystarczy dziś na 31-metrową kawalerkę w Warszawie lub mieszkanie o powierzchni około 66 m² w Łodzi.
- Wzrost liczby zapytań o kredyty mieszkaniowe o ponad 34% rok do roku to wyraźny sygnał, że popyt wraca na rynek. Konsumenci znów zaczynają realnie myśleć o zakupie mieszkania, bo spodziewają się poprawy warunków finansowania i stabilizacji stóp procentowych. To ożywienie widać zwłaszcza wśród osób, które przez ostatnie dwa lata wstrzymywały decyzje zakupowe. Taki impuls często zapowiada szersze odbicie w całej branży mieszkaniowej - podkreśla Anton Bubiel, ekspert rynku mieszkaniowego w SonarHome.pl.
Jakie mieszkanie można kupić za ok. 475 tys. zł?
Przy ocenie siły nabywczej kupujących trzeba pamiętać, że kredyt to tylko część budżetu - większość nabywców dysponuje również wkładem własnym na poziomie 10-20%. To jednak wysokość kredytu w największym stopniu determinuje, jakie mieszkanie można realnie kupić.
Na podstawie danych SonarHome.pl, które opisują średnie ceny metra kwadratowego w największych miastach, ta sama kwota finansowania daje zupełnie inne możliwości:
- Warszawa - przy cenie ok. 15 tys. zł/m² kredyt pozwala na zakup mieszkania o pow. ok. 31 m².
- Kraków - przy stawce ok. 14 tys. zł/m² można pozwolić sobie na ok. 34 m².
- Gdańsk - koszt ok. 11,2 tys. zł/m² oznacza możliwość zakupu mieszkania o wielkości ok. 42 m².
- Poznań - za 474,86 tys. zł da się kupić ok. 47 m².
- Łódź - tu przeciętny kredyt wystarcza na ok. 66 m².
- Katowice - podobnie jak w Łodzi, dostępny metraż to ok. 64 m².
Dysproporcje między rynkami widoczne są szczególnie wtedy, gdy zestawimy Warszawę z Łodzią - za tę samą kwotę można kupić tam mieszkanie ponad dwukrotnie większe.
Popyt rośnie, ale podaż trzyma rynek w ryzach
Mimo rosnącej liczby wniosków kredytowych sytuacja cenowa pozostaje stabilna. Jak zauważa Anton Bubiel, obecnie na rynku nie brakuje ofert:
- Obecnie obserwujemy relatywnie dużą podaż zarówno nowych mieszkań, jak i lokali z rynku wtórnego. Wzrost zainteresowania kredytami może stopniowo tę nadwyżkę podażową wchłaniać, ale nie oznacza to natychmiastowego niedoboru mieszkań i wzrostu cen. Deweloperzy zapewne z czasem także będą reagować, przyspieszając start kolejnych inwestycji. W dłuższej perspektywie kluczowe będzie więc tempo, w jakim rosnący popyt będzie równoważył ofertę na rynku mieszkaniowym.
Duża dostępność mieszkań równoważy więc powracający popyt, co ogranicza ryzyko szybkich podwyżek cen.
Co dalej z rynkiem mieszkaniowym?
Wszystko wskazuje na to, że sektor nieruchomości wchodzi w fazę wyraźnego ożywienia. Coraz więcej osób składa wnioski kredytowe, a przeciętna wartość finansowania rośnie. Jednocześnie duża podaż sprawia, że najbliższe miesiące prawdopodobnie przyniosą umiarkowane, stabilne odbicie - a nie gwałtowny boom cenowy.