Kujawsko-Pomorskie: Biogazownie utknęły w gąszczu problemów
Marcin Skalski, rolnik z Zielonki (gm. Sośno) był zainteresowany budową mikrobiogazowni. Nie postawił jej do dziś, choć jest producentem trzody chlewnej, który mógłby w biogazowni wykorzystywać m.in. gnojowicę.
Problem z przyłączeniem
Ryszard Bober, przewodniczący senackiej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi uważa, że największy problem dotyczy przyłączeń małych biogazowni (do 0,5 MW) do sieci elektroenergetycznej: - Blokują je przyłączenia większych instalacji. Niektórzy inwestorzy - wiedząc, że będzie boom np. na fotowoltaikę - już 5-10 lat temu, wystąpili o warunki przyłączenia do sieci. Zdarza się, że dziś handlują projektami i sprzedają je bardzo drogo. Tak nie powinno być! Dlatego trzeba to zmienić jak najszybciej, by nie było problemu z dostępem do sieci.
Uchwycił go monitoring. Nagranie z Rossmanna trafiło do sieci
Konkretnie trzeba zmienić prawo. - Ci, którzy nie zrealizowali projektów w ciągu pięciu lat, nie powinni blokować dostępu do sieci - dodaje senator Bober. - Ustawa w tej sprawie powinna trafić pod obrady już w sierpniu, ale mam nadzieję, że stanie się to niebawem, bo za chwilę okaże się, że bardzo potrzebujemy biometanu, a inwestycji nie ma.
Opór społeczny
Zdaniem senatora Bobera problemem jest wciąż opór społeczny. - Niektórym osobom wydaje się, że biogazownie wiążą się z uciążliwościami zapachowymi, a to nieprawda - dodaje. - Szczególnie te mniejsze, do 0,5 MW, są przyjazne środowisku. No i może powstawać w nich tzw. poferement (pozostałość fermentacji biomasy w biogazowniach, wykorzystywana przez rolników jako wartościowy nawóz organiczny - przyp. red. ). On nie śmierdzi tak jak obornik, czy gnojowica, więc to istotna korzyść dla okolicznych mieszkańców.
- Poferment to jest błogosławieństwo dla słabych gleb i bardzo dobrym rozwiązaniem dla okolicznych mieszkańców, bo nie ma uciążliwości zapachowych - twierdzi Ryszard Kamiński, wicedyrektor Kujawsko-Pomorskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego. - Jeszcze kilkanaście lat temu był dobry start dla biogazowni. Nasi rolnicy widzieli takie instalacje w Niemczech czy w Austrii i chcieli podobne budować w Polsce. Dziś niestety biogazownie są stygmatyzowane, brakuje świadomości mieszkańców na temat korzyści nie tylko dla rolników, środowiska, ale i gminy.
Szef senackiej komisji rolnictwa uważa, że korzystne byłyby także związki komunalno - rolnicze z udziałem przedstawicielstwa gminy. I możliwość wykorzystania w biogazowniach do 30 proc. substratów komunalnych.
Potrzebne zmiany
Na stronie Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa na temat biogazowniami rolniczymi do 0,5 MW można przeczytać: "Zachętą do budowy właśnie takiej instalacji są uproszczone procedury administracyjne oraz atrakcyjne stawki sprzedaży energii elektrycznej."
Zdaniem Marcina Skalskiego te stawki nie są jednak opłacalne dla rolników. - Poza tym, gdybym miał zrealizować obecne wymogi, to musiałbym z piętnaście hektarów przeznaczyć pod kukurydzę na kiszonkę, a to oznaczałoby, że byłbym zmuszony potem kupować zboże na pasze dla świń.
- Nie ma środowiska politycznego, które chciałoby zadbać o dodatkowe dochody rolników z biogazowni - uważa poseł Marek Sawicki, były minister rolnictwa. - Niestety dotyczy to także mojego ugrupowania.
Sawicki twierdzi, że lobby energetyczne jest silne i nie chce małych biogazowni, które mogłyby być bardzo korzystne nie tylko dla rolników, ale i całej infrastruktury energetycznej. - Poza tym nikt nie chce dać pieniędzy na te instalacje, a przecież to są duże koszty i dotacje bardzo by się przydały. Rozmawiałem o tym ostatnio z ministerstwem energii.
Zdaniem gospodarza z Zielonki dopłaty do budowy biogazowni są potrzebne, jednak ostatnio, gdy rolnicy mogli skorzystać z takiego wsparcia, nagle firmy podniosły stawki za tego typu instalacje. O kilkadziesiąt procent!