Łódź: Stary Widzew, sentymentalna podróż i legenda o kamieniu
Wieś stała się przemysłową dzielnicą
Przez lata Widzew tak jak Bałuty był wsią, jak pisano zagubioną wśród pól i lasów. Mieszkańcy Widzewa żyli głównie z rolnictwa, ale ziemie tu były słabe, piaszczyste. Gdy w Łodzi zaczął rozwijać przemysł, także widzewiacy zaczęli czerpać z tego korzyści. Świadczyli usługi transportowe. Wynajmowali izby w swoich domach dla robotników, którzy przyjeżdżali z różnych stron kraju do pracy w łódzkich fabrykach. I pewnie dalej byłby on małą wioską, gdyby nie rozwijający się w sąsiedniej Łodzi przemysł i fabrykant Juliusz Kunitzer. Kupił za bezcen ziemię znajdującą się w dolinie rzeki Jasień i razem z Juliuszem Heinzlem założył Widzewską Manufakturę. Zaczynają tu ściągać w poszukiwaniu pracy mieszkańcy okolicznych wiosek. Kunitzer buduje dla nich słynne dziś tzw. osiedle kunitzerowskie. W kwartale dzisiejszej ulicy Szpitalnej, Teodora, Kazimierza i Niciarnianej stawia 150 drewnianych domów dla robotników swojej manufaktury. W jednym zamieszkuje sześć rodzin. Przed domem był ogródek, gołębnik. Przybyli ze wsi robotnicy mogli czuć się jak w swojej wiosce. Obok powstają też murowane domy do których wprowadzają się majstrowie pracujący w Widzewskiej Manufakturze.
Limit dzienny 6 sztuk. Biedronka daje dwa produkty gratis
Juliusz Kunitzer mimo, że przyczynił się rozwoju Widzewa, nie był lubiany przez robotników. M.in przez to, że traktował ich surowo i płacił najniższe stawki. Ale to właśnie on zaczął myśleć o tym by zaspokoić potrzeby duchowe robotników i wybudować dla nich kościół.
W 1900 roku Juliusz Kunitzer kupił w pawilon z wystawy przemysłowej, która miała miejsce w parku im. Staszica. Mający 86 metrów długości, 17 metrów szerokości i 8 metrów wysokości drewniany budynek przeniesiono na plac na Widzewie. Umieszczono przy dzisiejszej ul. Szpitalnej(wtedy Kunitzera), w miejscu gdzie dziś mieści się przychodnia.
W 1911 roku widzewską parafię erygował arcybiskup warszawski Wincenty Chościel - Popiel. Osiedlono tu dwóch księży, między innymi pierwszego proboszcza parafii, ks. Jana Albrechta i Walentego Miałczyńskiego, który z czasem też został tu proboszczem . Myślano jednak o budowie nowego kościoła. Sprawa wróciła po zakończeniu I wojny światowej, gdy Widzew był już częścią Łodzi.
Opowieść starego widzewiaka
Widzewską Manufakturą zarządzał już Żyd Oskar Kon. Juliusz Kunitzer nie żył, został zabity przez jednego z robotników. Tymczasem Rada Parafialna pisała do Kona listy i prosiła, by podarował ziemię pod budowę kościoła, bo msze dalej odbywają się w tymczasowej świątyni, znajdującej się pawilonie wystawowym.
Tę opowieść znam od starego widzewiaka, pana Szuberta - mówił nam przed laty Bogumił Zawadzki, nieżyjący już łódzki przewodnik - Proboszcz parafii poszedł na karty do Oskara Kona. W czasie tej gry ksiądz jeszcze raz poprosił fabrykanta o ziemię na budowę kościoła. Kon się zastanowił i powiedział: Na placu, blisko kościoła stoi głaz. Dostaniecie tyle ziemie, o ile ten głaz w ciągu nocy da się przetoczyć...
Podobno na Widzewie zapanowało wielkie poruszenie. Każdy kto mógł przyszedł pomóc przetaczać głaz. Nie było to proste - wokół był bagnisty, mokry teren. Ale widzewiacy toczyli przez noc ten głaz. Przetoczyli go wzdłuż ul. Niciarnianej, torów kolejowych, skręcili w lewo w ul. Kunitzera(Szpitalna) i dalej lewo, w ul. Kazimierza. W obecności rejenta Kołakowskiego Oskar Kon podarował ten plac parafii...W tym miejscu stoi dziś kościół pw. św. Kazimierza.
Kościół św. Kazimierza, był przez lata jedyną parafią dla tej części Widzewa. Jego budowę rozpoczęto w 1925 roku. Główne prace zakończono w 1936 roku. Przed wojną nie dokończono budowy kościoła św. Kazimierza. Dopiero kilka lat temu udało się go otynkować, ozdobić figurami świętych.
Po wojnie, w parafialnych budynkach otworzono kino "Pokój". Całe rodziny chodziły tam na seanse filmowe. Obok, też w salach należących do parafii, było przedszkole.
Wielu mieszkańców Widzewa rozrzewnieniem wspomina jak pięknie kiedyś wyglądała ul. Niciarniana. Była porośnięta czterema rzędami lip. Sprawiały wrażenie wielkiej altany...
Kunitzerowskie domki
Dla Anny Boreckiej stary Widzew, to najpiękniejsze miejsce w Łodzi, choć nie mieszka tam ponad trzydziestu lat. Nie ma już tu drewnianych domów robotników Widzewskiej Manufaktury, ale przy ul. Szpitalnej, Niciarnianej, Konstytucyjnej stoją dalej bloki z lat sześćdziesiątych, w których się wychowała. Jest jej ulubiony kościół św. Kazimierza.
Pani Maria skończyła już dziewięćdziesiąt lat i mieszka w tzw. kunitzerówkach. Dwa rzędy murowanych, dwupiętrowych budynków wybudowane dla pracowników Widzewskiej Manufaktury stoją jeszcze do dziś przy ul. Szpitalnej. Pani Maria wprowadziła się tu na początku lat sześćdziesiątych. Ale tak jak robotnicy "Wi- My" mieszkanie ogrzewa węglem, a do ubikacji chodzi na korytarz.
Niektórzy już porobili sobie łazienki w mieszkaniach, ale ja nie - mówi.
Pani Maria przyzwyczaiła się do tego mieszkania przy ul. Szpitalnej, choć nie ma w nim wygód. Blisko do sklepu, tramwaju, autobusu. Żałuje tylko, że nie ma "konsumu". Dużego sklepu, który znajdował się na rogu ul. Szpitalnej i Rokicińskiej, dziś al. Piłsudskiego. Bogumił Zawadzki, mówił nam, że był to chyba pierwszy łódzki hipermarket. Powstanie "konsumu" jest związane z Oskarem Konem. Otwarto go przed wojną. Sprzedawano w nim artykuły spożywcze, tekstylne. Wszystko było w nim droższe niż w innych sklepach.
- Ale pracownicy dostawali talony na zakupy w "konsumie", więc chętnie tu kupowali - wyjaśniał Bogumił Zawadzki.
Konsum i marzenie o magnetofonie
Anna Borecka pamięta dobrze i "konsum". Jako dziewczynka często tam chodziła. Lubiła zwłaszcza odwiedzać stoisko ze sprzętem elektronicznym.
- Marzyłam o kasetowym magnetofonie, ale mama nie chciała mi go kupić - wspomina. - Więc przyglądałam się tym "kaseciakom" leżącym za szklaną ladą. W tej samej kamienicy był też sklep mięsny. Dochodziło się do niego wąskim chodnikiem wzdłuż torów tramwajowych. "Konsumu" nie ma, zburzono go, gdy poszerzano ul. Rokicińską
Ul. Szpitalna swą nazwę zawdzięcza znajdującemu się tu przed laty szpitalowi. Wybudowano go dla pracowników firmy Kunitzer i Heinzel. Był to parterowy barak, w którym znajdowało się 40 łóżek. W tym miejscu jest dziś przychodnia lekarska. A na przeciwko Szkoła Podstawowa nr 37. Ania chodziła do tej podstawówki. Gdy zaczynała w niej naukę, to przed nowym gmachem szkoły, stał jeszcze stary. Po latach go rozebrano. Na przeciw murowanych "kunitzerówek", w miejscu gdzie jest dziś przedszkole znajdował się magiel. Obsługiwał mieszkańców ul. Niciarnianej, Szpitalnej, Rokicińskiej. Było to miejsce gdzie nie tylko maglowało się pranie, ale też plotkowało o sąsiadach.
Widzewska Manufaktura
Najważniejszą fabryką w tej części Łodzi była Widzewska Manufaktura. Popularna "Wi-ma" miała dużą przędzalnie, z czasem też odlewnie, fabrykę maszyn. Była jednym z największych zakładów przemysłowych w Łodzi. W "Wi-mie" kręcono w 1927 roku pierwszą ekranizację "Ziemi obiecanej". W czasie wojny stała się częścią koncernu Hermana Goeringa.
Stało się to gdy Oskar Kon zrzekł się na rzecz Goeringa udziałów w fabryce - wyjaśnia Alina Jabłońska, przewodniczka po Łodzi. - Akcje miał jednak ulokowane w szwajcarskim banku i mógł je odebrać tylko osobiście. Niemcy zawieźli więc go do Szwajcarii. Dzięki temu Oskar Kon, który był Żydem, przeżył wojnę.
Po wojnie "Wi-mę" upaństwowiono. W 1949 roku na jej bazie powstały trzy zakłady: Widzewskie Zakłady Przemysłu Bawełnianego im. 1 Maja, Fabryka Maszyn i Części Zamiennych "Wifama", oraz Zakłady Włókien Chemicznych "Anilana".
W latach sześćdziesiątych Michalina Tatarkówna, ówczesna szefowa Komitetu Łódzkiego PZPR zadecydowała, że robotnicy widzewskich fabryk powinni zamieszkać na nowym osiedlu. W okolicach m.in ul. Rokicińskiej, Niciarninej, Szpitalnej, Konstytucyjnej, Kazimierza, Józefa wybudowano bloki. Osiedle to nazwano Widzew - Zachód. Wcześniej na tych terenach znajdował się folwark Wi-my.
Folwark znajdował się na przeciw miejsca, gdzie dziś stoi widzewski Urząd Stanu Cywilnego - tłumaczył Bogumił Zawadzki.