Lublin: Grzybów w lasach praktycznie wcale, a mimo to doszło do tragedii. Kobiety nie udało się uratować
Miłośnicy grzybobrania cały czas czekają na większe opady deszczu. W lasach jest tak sucho, że aby znaleźć cokolwiek, trzeba sporo się nachodzić. Trafiają się pojedyncze koźlarze, podgrzybki, kurki czy borowiki. Do tego jednak również grzyby trujące.
Najgroźniejszym z nich jest muchomor zielonawy, nazywany potocznie sromotnikowym. Gatunek ten występuje od lipca do października, głównie w lasach liściastych i mieszanych. Najczęściej rośnie w okolicy dębu, buku i sosen, w grupie lub pojedynczo. Niedoświadczeni grzybiarze mylą je z kanią, gąską zielonką lub też gołąbkiem zielonawym.
Limit dzienny 6 sztuk. Biedronka daje dwa produkty gratis
Po zjedzeniu muchomora sromotnikowego pojawiają się bóle brzucha, biegunka oraz wymioty. Niestety bardzo często są one lekceważone. Wszystko dlatego, że pojawiają się średnio po 8-12 godzinach, przez co wiele osób potrafi ich nie wiązać ze spożyciem grzybów. Do tego po podobnym okresie objawy żołądkowo-jelitowe przechodzą. W międzyczasie dochodzi do uszkodzenia narządów wewnętrznych.
Wszystko wskazuje na to, że właśnie zbyt późne zgłoszenie się do lekarza było przyczyną śmierci jednej z mieszkanek naszego regionu, która po zjedzeniu muchomora sromotnikowego trafiła do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego przy al. Kraśnickiej w Lublinie. Jak ustalili dziennikarze TVP Lublin, u kobiety występowała już bardzo ostra niewydolność wątroby.
Lekarze robili wszystko co możliwe, aby uratować pacjentkę. Skierowano ją nawet do warszawskiej kliniki, celem przeprowadzenia przeszczepu wątroby. Niestety kobieta zmarła.