W tym artykule:
Tytoń w Polsce to często rodzinny biznes. Głos resortu
Uprawa tytoniu w Polsce znana jest od dekad. Nie jest łatwa, wymaga specjalistycznej wiedzy, ale daje pewny zarobek. Przynajmniej do tej pory, bo obecnie plantatorzy martwią się, jak będzie wyglądał ten rynek po wprowadzeniu regulacji. Według danych resortu największe ośrodki produkcji znajdują się w pięciu rejonach: lubelsko-podkarpackim, świętokrzysko-małopolskim, kujawsko-pomorskim, mazurskim oraz dolnośląskim. Łącznie, powierzchnia zajmuje blisko 9 tys. ha, co daje pracę dla ok. 600 tys. osób. Obok Włoch i Hiszpanii, Polska jest czołowym producentem surowca w UE, większość idzie właśnie na eksport.
Świadek podniósł alarm. Spójrzcie na nagranie ze Śląska
Od 17 do 22 listopada w Genewie trwa ramowa konwencja WHO w zakresie ograniczenia użycia tytoniu. Na miejscu pojawili się przedstawiciele polskiego rządu, którzy chcą być głosem polskich rolników w dyskusji o zmianach, m.in. zakończeniu wsparcia dla upraw tytoniu. Stanowisko jest jasne.
- W ramach przygotowań do COP11 na forum UE nie udało się wypracować wspólnego stanowiska państw członkowskich dotyczącego zaleceń ekspertów WHO. Polska opowiada się za utrzymaniem uprawy tytoniu jako regionalnej, tradycyjnej gałęzi produkcji rolnej w Polsce - wskazał resort rolnictwa.
Czytaj więcej: Uprawy tytoniu zagrożone. Polska mówi stanowcze "nie"
- Musimy stać na straży polskich plantatorów tytoniu i przedstawiać na poszczególnych spotkaniach roboczych ich stanowisko. (...) "Nie" dla ograniczenia uprawy tytoniu, "nie" dla możliwości ograniczenia również dofinansowania do uprawy tytoniu - dodała wiceminister Małgorzata Gromadzka.
To nie tylko uprawa surowca, to miejsca pracy
W Polsce uprawa tytoniu stanowi ważną gałąź gospodarki. Nie tylko lokalnie, ale też w ogólnym ujęciu wpływów. Nie pracują tu bowiem sami rolnicy, sektor obejmuje zatrudnienie dziesiątek tysięcy osób, czy to w zakładach suszenia, czy dalej w fabrykach papierosów. Niezależnie od stosunku do samego palenia, plantacje tytoniu są legalną działalnością, podchodzącą pod rolnictwo. Obostrzenia mogą mieć więc konsekwencje i rolnicze, i gospodarcze.
- Polska jest jednym z największych producentów tytoniu w Europie. Kolejne regulacje dotyczące branży tytoniowej, takie, jak: podnoszenie stawek akcyzy, bardzo rygorystyczne zasady w obszarze saszetek nikotynowych (w praktyce oznaczające wyeliminowanie wszystkich produktów tej kategorii z rynku), czy też nadregulacja przy implementacji prawa wspólnotowego, a także propozycje regulacyjne WHO, mają negatywny wpływ na działalność producentów tytoniu od strony popytowej. W konsekwencji bezsprzecznie doprowadzą do utraty miejsc pracy ze względu na konieczność likwidacji upraw tytoniu - przyznaje Piotr Rogowiecki, dyrektor Departamentu Analiz i Legislacji, Pracodawcy RP.
- Jednocześnie kolejne regulacje wpływają negatywnie na dochody budżetu państwa. Według naszych szacunków tylko wejście w życie obecnie procedowanego projektu ustawy o zmianie ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych (UD213), przewidującego wyeliminowanie legalnie funkcjonujących i opodatkowanych tzw. innych wyrobów z nikotyną, spowoduje utratę 520 milionów złotych wpływów podatkowych z tytułu akcyzy. A biorąc pod uwagę rozwój tego rynku, straty można szacować na kilka miliardów na przestrzeni kilku lat - dodaje.
Konsekwencje zmian mogą być szerokie
Nadmiar regulacji i wygaszanie produkcji mogą szybko odbić się na kondycji sektora. Zapowiadane podniesienie stawek akcyzy czy poszerzona lista wyrobów akcyzowych uderzy przede wszystkim w mniejsze, rodzinne gospodarstwa. A te często od pokoleń zajmują się produkcją surowca. O ile kwestie zdrowotne są istotne, trzeba też spojrzeć na problem z drugiej strony, o co od tygodni apelują plantatorzy. Kulminacją ich obaw był protest, zorganizowany 3 listopada w Warszawie. Producenci wskazywali, że jeśli jakościowy tytoń zniknie z naszych pól, zastąpi go importowany, o niższej jakości.
O tym, że sektor tytoniowy stoi w obliczu kryzysu, informują nas przedstawiciele Ruchu Młodych Plantatorów. Domagają się większej ochrony polskiego rolnictwa, bo wszelkie zmiany zapowiadane przez KE i WHO mogą mieć konsekwencje dla całej branży.
- Proponowane zmiany, w tym wysokie obciążenia akcyzowe i ograniczenie upraw, zagrażają nie tylko przyszłości tysiącom gospodarstw, ale także kilkudziesięciu tysiącom miejsc pracy w branży. Wprowadzenie tych regulacji doprowadzi do likwidacji polskiej produkcji, a rynek zostanie zdominowany przez tańszy surowiec z krajów o niższych standardach jakości - przekazują Strefie Agro.
Jakub Bińkowski ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców dodaje, że firmy z sektora tytoniowego działają legalnie, płacą podatki, są istotnymi kontrahentami lokalnych dostawców.
- Rolnicy protestują słusznie. Nie przypominam sobie, szczerze powiedziawszy, przypadku takiego chaosu legislacyjnego i niepewności, z jakimi mamy do czynienia w odniesieniu do regulacji sektora tytoniowego w Polsce - przekazuje.
Chaos odnosi się nie tylko do regulacji europejskich, przeplata się też na krajowym podwórku. Nowelizacja może eliminować kolejne produkty tytoniowe, co uderzy nie tylko w polskich plantatorów, ale też producentów i przetwórców.
- Rząd wiosną tego roku obejmuje jednorazowe papierosy elektroniczne wysoką akcyzą po to, by jesienią proponować zakaz obrotu tymi produktami. Analogicznie, najpierw wprowadza ograniczenia produktowe i dotyczące sprzedaży woreczków nikotynowych, a kilka miesięcy później proponuje wprowadzenie zakazu stosowania dodatków aromatycznych, co w zasadzie sprowadza się do wyeliminowania kategorii. Oczywiście bezpośrednim poszkodowanym są tu firmy tytoniowe, ale przecież surowiec biorą od polskich plantatorów. Na końcu oni również odczują negatywne skutki proponowanych zmian, dlatego trudno się dziwić, że protestują - podsumowuje członek zarządu ZPP.
Przedstawiciele Ogólnopolskich Związków Plantatorów Tytoniu w Grudziądzu i Augustowie zwrócili się do wiceminister rolnictwa Małgorzaty Gromadzkiej o zainicjowanie konferencji uzgodnieniowej, co dałoby pole do dyskusji na temat planowanych zmian dla branży tytoniowej. Już teraz obowiązuje podatek akcyzowy na woreczki nikotynowe, kolejne legislacyjne roszady mogłyby mieć szersze konsekwencje.
Jak wyjaśniono w piśmie, deficyt jest już widoczny, więc "dobrowolna rezygnacja z setek milionów złotych wpływów z tytułu akcyzy od legalnych produktów nikotynowych może stanowić zagrożenie dla finansów publicznych, a zarazem cios dla branży plantatorskiej, której kolejne źródło zbytu surowca zostałoby utracone". Dodatkowo, wprowadzenie zakazu aromatów w woreczkach nikotynowych w praktyce usunęłoby cały produkt z rynku, bo niewiele osób wybiera zwykłe o smaku tytoniowym.
W połowie listopada Podlaska Federacja Związków Zawodowych Pracowników Ochrony Zdrowia, w piśmie do ministra ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu Macieja Berka, zwróciła uwagę, że nadregulacje na rynku mogą nieść szkody, a nie poprawę.
- Brak rozróżnienia pomiędzy produktami spalanymi i bezdymnymi może utrudnić dorosłym palaczom odejście od najbardziej szkodliwych form konsumpcji. (...) Zwracamy również uwagę na fakt, że nadmiernie restrykcyjna regulacja produktów o niższej szkodliwości może doprowadzić do przepływu konsumentów do niekontrolowanego rynku, wzrostu liczby produktów podrobionych, niskiej jakości, nieprzebadanych oraz zwiększenia ryzyka ostrych zatruć i powikłań wymagających interwencji medycznej - czytamy.
Zaapelowano, aby m.in. oprzeć nowe przepisy na podejściu "redukcji szkód", a także analizie ewentualnych skutków zmian dla systemu ochrony zdrowia.