Poznań: Przemoc w poznańskim przedszkolu? "To się działo wielokrotnie"
W tym artykule:
Przemoc psychiczna i fizyczna w przedszkolu?
Na początku lutego tego roku Maria (imię zmienione) podczas kąpania swojego syna zauważyła zadrapanie na jego ręce. Adaś (imię zmienione) obecnie ma 5 lat, uczęszcza do Przedszkola nr 42 w Poznaniu. Zatroskana mama od razu zapytała co się stało, założyła, że do podrapania doszło nieintencjonalnie przez jakieś inne dziecko. Chłopiec przekazał jednak, że podrapała go Patrycja Ł., nauczycielka, która jeszcze w lutym była wychowawczynią w jego grupie.
Świadek podniósł alarm. Spójrzcie na nagranie ze Śląska
- Powiedział, że to się działo wielokrotnie. Pokazał mi tego wieczoru, jak to się stało, pani go pociągnęła i podrapała. Dodał, że kobieta szarpie dzieci, ciągnie je do stolików i na drugi dzień od razu zgłosiłam ten fakt do wicedyrektorki przedszkola, pani Barbary Gryki - opowiada Maria w rozmowie z nami.
Wicedyrektorka zapewniła, że sprawa zostanie wyjaśniona i przekazana do kuratorium. Matka Adasia od razu poinformowała, że sprawy tak nie zostawi - miała zamiar pójść z nią także na policję (później policjant powiedział kobiecie, że sprawa zostanie umorzona, bo dziecko nie ma obdukcji, a lepiej, żeby matka po prostu przeniosła Adasia do innej placówki).
Z rozmowy, która miała miejsce w piątek po zdarzeniu, 7 lutego, została sporządzona notatka, "skąpa" jak twierdzi kobieta. W weekend poprosiła o jej uzupełnienie o informacje, że dziecko ma widoczne ślady zadrapania. Zamiast uzupełnienia, powstała nowa - ta jednak nie została podpisana przez wicedyrektorkę.
"Mama (imię dziecka) opowiadając sytuację szarpnięcia nie wyjaśniła w jakich okolicznościach miałoby do tego dojść. Zaznaczyła, że nie zauważyłaby nic i nic by nie wiedziała, bo nie było widocznych śladów" - czytamy w niepodpisanej notatce.
To nie był pierwszy raz
Maria jednak nie jest jedyną matką, która zgłaszała problemy z panią Patrycją. Po tym, jak rodzice napisali pismo do kuratorium (bo, jak twierdzą rodzice, przedszkole tego nie zrobiło), nauczycielka poszła na L4, wróciła do pracy dopiero we wrześniu tego roku.
- Przez dłuższy czas nie radziliśmy sobie z atakami furii Adasia po przedszkolu. Nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Jedna z nauczycielek zaproponowała, żebyśmy chodzili na integrację sensoryczną. I tak zrobiliśmy. Jego zachowania uspokoiły się jednak dopiero po tym, jak pani Patrycja zniknęła z przedszkola.
- Byłam naocznym świadkiem tego zachowania. Na początku stycznia zorganizowaliśmy w przedszkolu robienie prezentów na Dzień Babci i Dzień Dziadka. Pani Patrycja cały czas "upominała" jednego chłopca, dosadnie go z pełną siłą sadzała, krzyczała na niego. Była to przemoc i psychiczna i fizyczna - mówi Patrycja, jej dziecko chodziło do przedszkola nr 42. Dziewczynka została przeniesiona, sprawa z panią Patrycją była jednym z impulsów.
Róża twierdzi, że pani Ł. krzyczała na dzieci przy otwartym oknie. Słyszała krzyki, gdy odbierała dziecko z placówki. Dzieci kobiety (oboje chodzą do przedszkola) potwierdzają niewłaściwe zachowanie nauczycielki. Inna matka opowiada w rozmowie z nami, że jej dziecko przez długi czas nie odzywało się w przedszkolu wcale, nie komunikowało się z nikim - ani z nauczycielami ani rówieśnikami, przekazały jej to nauczycielki.
- Było to dla nas zaskoczeniem, bo dziecko komunikuje się adekwatnie do swojego wieku. Poszło jednak na zajęcia logopedyczne, pani logopeda od razu załapała z nim kontakt. Później spytała mnie po spotkaniu, czy jestem pewna, że nie dzieje się mu w przedszkolu żadna krzywda - mówi matka poszkodowanego dziecka.
Po tym jak pani Patrycja poszła na zwolnienie, dziecko zaczęło normalnie komunikować się z rówieśnikami i kardą w przedszkolu.
Kuratorium zorganizowało spotkanie z rodzicami
W kwietniu odbyło się spotkanie rodziców z Wydziałem Nadzoru Pedagogicznego Wielkopolskiego Kuratorium Oświaty. Jak informuje Karolina Adamska z kuratorium, byli obecni na nim wizytatorzy, dyrekcja przedszkola i rodzice jednego z oddziałów przedszkolnych. Zapytaliśmy, jakie jeszcze kroki podjęło kuratorium w związku z oskarżeniami rodziców, uzyskaliśmy odpowiedź, że były to między innymi: "odpowiedzi na pisma rodziców oddziału przedszkolnego (nazwa oddziału przedszkolnego) ww. przedszkola".
- Napisaliśmy dwa osobne pisma do kuratorium - w piątkę jako rodzice pokrzywdzonych dzieci i jako grupa przedszkolna o podjęcie działań. Do pisma piątki rodziców nikt się nie ustosunkował, rzecznik dyscyplinarny do dziś nam nie odpowiedział, jakie kroki poczynił i co zrobił - mówi Maria.
Inne działania KO to: doraźna kontrola, która odbyła się 2 czerwca (nie stwierdzono nieprawidłowości i nie wydano zaleceń), odpowiedź do MEN w związku z zapytaniem rodziców do ministerstwa i "monitorowanie działań dyrektora przedszkola w ramach sprawowanego nadzoru pedagogicznego".
Według późniejszych ustaleń Marii pani Patrycja i pani wicedyrektor są w związku lub się przyjaźnią. Kobieta znalazła ich wspólne zdjęcia na platformie społecznościowej.
- Pani Gryka chciała to zamieść pod dywan, żeby to dalej nie wyszło - kwituje Maria.
Pani Patrycja wróciła we wrześniu do pracy. Okazało się, że w tym roku ukończyła studia podyplomowe i została specjalistą - logopedą. I to na tym stanowisku teraz pracuje.
- Pewnego dnia mój syn przyszedł do domu roztrzęsiony. Wróciły napady szału, które miał wcześniej. Kolejnego dnia powiedział mi, że widział panią Patrycję na dworze. A już wcześniej pisemnie zaznaczyłam, że zakazuję jakiegokolwiek kontaktu nauczycielki z moim dzieckiem - opowiada Maria.
W sprawie wskazanej nauczycielki z Przedszkola nr 42 w Poznaniu toczyło się postępowanie wyjaśniające prowadzone przez Rzecznika Dyscyplinarnego dla Nauczycieli przy Wojewodzie Wielkopolskim. Zostało umorzone.
Pani Patrycja nie przyznała się do stosowania przemocy. Przedszkole, mimo wielokrotnych prób kontaktu, nie odpowiedziało na nasze pytania.
Jesteś świadkiem ciekawego wydarzenia? Skontaktuj się z nami! Wyślij informację, zdjęcia lub film na adres: wydawca@glos.com. Dołącz do naszego kanału na Facebooku!