Sopot: Chciał, by ludzie rozmawiali. Ruszył proces za zamach na infrastrukturę krytyczną

"Czy jest możliwość w ogóle, jak skończy się sprawa, żeby nie iść do więzienia, tylko jakoś to odpracować?" - pytał na zakończenie rozprawy 36-latek z Ukrainy. Ihor H. jest oskarżony m.in. o zamach na urządzenia infrastruktury krytycznej. Wycenione na ponad 80 tys. zł uszkodzenia, jakich miał dokonać w instalacjach elektrycznych i studniach zaopatrujących w wodę część Trójmiasta, pod kątem podejrzeń sabotażu, badało ABW. Z kolei sąd oceni wyjaśnienia mężczyzny na temat problemów osobistych i tego, że chciał wyłączyć światło, by ludzie nie siedzieli w telefonach.
Rozpoczął się proces Ihora H. oskarżonego o zamach na infrastrukturę krytyczną.Rozpoczął się proces Ihora H. oskarżonego o zamach na infrastrukturę krytyczną.
Źródło zdjęć: © Polska Press Grupa | Jacek Wierciński
Jacek Wierciński
  • Rozpoczął się proces Ihora H. oskarżonego o zamach na infrastrukturę krytyczną.36-latek w ponaddwugodzinnych wyjaśnieniach, mimo założonych również podczas rozprawy, mocno krępujących ruchy, kajdanek zawiasowych, zamaszyście gestykulując, mówił, że "prawie" przyznaje się do zarzucanych przestępstw.
  • - To nie było zaplanowane, to nie był żaden zamach, tylko tak przyszło do pijanej głowy. Czy ja wyglądam na zamachowca, proszę pana? - pytał sędziego Ihor H.
  • Sąd, przed którym H. odpowiada bez adwokata i tłumacza, oceni tłumaczenia na temat problemów osobistych i tego, że chciał wyłączyć światło, by ludzie nie siedzieli w telefonach.
[1/3] Rozpoczął się proces Ihora H. oskarżonego o zamach na infrastrukturę krytyczną.36-latek w ponaddwugodzinnych wyjaśnieniach, mimo założonych również podczas rozprawy, mocno krępujących ruchy, kajdanek zawiasowych, zamaszyście gestykulując, mówił, że "prawie" przyznaje się do zarzucanych przestępstw. Źródło zdjęć: Polska Press Grupa | Jacek Wierciński

"To skandal". Nagrała to co działo się przed paczkomatem. Mamy komentarz Inpostu

Zamach na urządzenia infrastruktury krytycznej i inne zarzuty

- W Prokuraturze Rejonowej w Sopocie nadzorowano śledztwo, prowadzone przez Komendę Miejską Policji w Sopocie, w sprawie sprowadzenia w dniu 15 lipca 2025 roku w Sopocie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób albo dla mienia wielkich rozmiarach w postaci uszkodzenia lub unieruchomienia urządzenia użyteczności publicznej dostarczającego wodę - poinformował prokurator Mariusz Duszyński z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Akt oskarżenia, kończący niespełna trzymiesięczne postępowanie, dla 36-letniego obywatela Ukrainy oznacza cztery zarzuty zagrożone karami do 2,5 lub nawet 8 lat więzienia, a szkody jakie wyrządził, wycenione zostały łącznie na około 82 tysiące złotych.

Według śledczych, w lipcu 2025 roku mężczyzna dokonał uszkodzeń "elementów wchodzących w skład sieci wodociągowej w postaci aparatury energetycznej i sterującej - w tym rozdzielnicy - przyłącza do sieci wodociągowej oraz studni głębinowych" zaopatrujących w wodę część mieszkańców Sopotu i Gdańska, uszkodzenia instalacji "zapewniających dystrybucję energii elektrycznej na całym obszarze Rodzinnych Ogródków Działkowych im. Józefa Wybickiego w Sopocie" oraz przywłaszczenia dowodu osobistego. Choć - wbrew obawom - okazało się, że nie dokonał skażenia wody, to jego działania w kontekście podejrzenia sabotażu, inspirowanego przez rosyjskie służby badała Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

"Czy ja wyglądam na zamachowca, proszę pana?"

- Ja chciałem powiedzieć, jaki jest teraz problem społeczny: Ludzie siedzą w restauracjach i barach i ciągle patrzą w telefony. Nawet ze sobą nie rozmawiają. To nie jest zdrowe. Kiedyś tak nie było. Jak jest się bezdomnym i prosi się kogoś o pięć złotych, to ludzie odmawiają. Nikt ze mną nie chce rozmawiać. To jest problem. Ja chciałem wszędzie wyłączyć światło, żeby ludzie zaczęli rozmawiać ze sobą - mówił do protokołu, jeszcze podczas trwania śledztwa Ihor H., tłumacząc, że to ten powód doprowadził go do spowodowania "zniszczeń urządzeń na działkach i przy studniach".

- Myślę, że nie będę składał żadnych apelacji. Ja chciałbym, żeby to wszystko skończyło się tu i teraz. Nie znam się na prawie - zastrzegł z kolei na wstępie rozpoczętego w czwartek procesu.

36-latek w ponaddwugodzinnych wyjaśnieniach, mimo założonych również podczas rozprawy, mocno krępujących ruchy, kajdanek zawiasowych, zamaszyście gestykulując, mówił, że "prawie" przyznaje się do zarzucanych przestępstw. - Coś mi do głowy przyszło. Chciałem, żeby ludzie posiedzieli bez światła - mówił.

Zapewnił przy tym, że rozumie powagę zarzutów, ale nie zgadza się z kwotami na jakie zostały wycenione szkody, bowiem koszt naprawy zniszczeń ogrodzeń i obudów instalacji zostały w jego ocenie znacznie zawyżone.

- To nie było zaplanowane, to nie był żaden zamach, tylko tak przyszło do pijanej głowy. Czy ja wyglądam na zamachowca, proszę pana? - pytał sędziego Jacka Sadowskiego z Sądu Rejonowego w Sopocie i przekonywał, że nie zdawał sobie sprawy, że zamachnął się na ujęcia wody i myślał, że chuligańsko dewastuje kolejne instalacje elektryczne lub zapewniające dostęp do internetu.

"Ja dużo bólu przeżyłem"

- W ostatnim czasie nie mogę sobie znaleźć miejsca. To wszystko jest po prostu mój osobisty stan psychiczny, połączony z piciem. Niedobre rzeczy zrobiłem, ale przyznawałem się do tego - deklarował w innym momencie. - To jest problem osobiście mój. W środku. Ja mam problem przez ostatnie dwa lata. Ja przeżyłem kryzys połączony z piciem. Ja tego nie chcę . Kiedyś na pewno mnie zwolnią. Już nie będę pił, tylko wezmę się za siebie - zapewnił, podkreślając, że nie chce wylądować w więzieniu ani "psychiatryku". - Ja nie potrzebuję leczenia psychiatrycznego. Ja chcę po prostu zobaczyć swoją córkę. Ja dużo bólu przeżyłem - zaznaczył, opowiadając o konflikcie rodzinnym, który oznaczać dla niego miał ("niesłuszny") wyrok ograniczenia wolności.

Zanim został zatrzymany, Ihor, który określa się jako bezdomny ("spałem w lesie, spałem na plaży, spałem w parku"), pomieszkiwał w domku na jednym z sopockich ogródków działkowych - jak mówi - choć wbrew woli części sąsiadów: działkowców, za zgodą jego właściciela.

Misja w lesie

Marek G., choć jego nazwisko znalazło się wśród 10 świadków wezwanych na czwartkową rozprawę, w sądzie się nie pojawił. Wspólnie z oskarżony miał nadużywać alkoholu, przy czym 36-latek - jak przyznał przed sądem - sięgał też po środki przeciwbólowe i narkotyki, w tym amfetaminę (a właściwie "to, na co mówią amfetamina").

- Czym poczęstowali to zażywałem - nie ukrywał Ihor H. - Ja widzę, że w Polsce z dostępem do narkotyków nie ma żadnych problemów. Czarny rynek jest przepełniony - dodał.

To właśnie alkohol, substancje odurzające oraz stan psychiczny wedle Ihora H., pchały go do kolejnych chuligańskich czynów. Tym twierdzeniom przeczyć mogą zeznania Marka G ze śledztwa., przywołane na sali rozpraw przez przedstawiciela oskarżenia.

- Czy mówił mu pan, że ma do wykonania w lasach jakąś misję czy zadanie? - spytał H. asesor prokuratorski Andrzej Sutkowski z Prokuratury Rejonowej w Sopocie.

- No, ja czytałem [w aktach sprawy]. Nie chcę skłamać, ale jak piliśmy razem to mówiłem mu różne rzeczy. Nagadałem jakichś głupot. Tak samo mu powiedziałem, że jestem Jezus. Ja mu nagadałem dużo głupot i mogłem powiedzieć, że mam misję. Ale jaka misja? Od kogo? - pytał w odpowiedzi oskarżony i zastanawiał się nad tym, czy właściwie, to nie właśnie Marek wymyślił podczas libacji temat jego rzekomego zadania.

Za brak stawiennictwa w sądzie Marek G. został ukarany mandatem w kwocie 500 złotych.

Dowód osobisty

- Znalazłem na plaży czy w krzakach obok dowód osobisty. Szkoda mi było wyrzucać. Włożyłem do portfela, portfel do plecaka i zapomniałem o tym - do tego w zasadzie sprowadzały się wyjaśnienia 36-latka w sprawie, zabezpieczonego u niego w momencie zatrzymania, dokumentu obcego mężczyzny, co jest elementem oskarżenia (za "posługiwanie się dokumentem stwierdzającym tożsamość innej osoby" grożą mu 2 lata więzienia). - W papierach jest napisane, że korzystałem z dowodu osobistego, czy chciałem skorzystać, ale ja nie wiem jak korzystać. Wiadomo, że w dzisiejszych czasach robią różne machinacje, ale ja nie umiem - twierdził przed sądem i przekonywał, że zamierzał znaleziony dokument wrzucić do skrzynki na listy, lecz gdy natrafiał na niego w portfelu, obiecywał sobie zrobić to nazajutrz i zapominał.

A może to było fachowe działanie?

Zeznający jako świadkowie pracownicy, odpowiadającego m.in. za uszkodzone studnie głębinowe, a więc pokrzywdzonego, przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjnego Aqua - Sopot. Sp. z o.o., wskazywali z kolei, że największym problemem było nie samo wyłącznie zasilania, ale włamanie do wnętrza ujęcia wody, która doprowadzana jest bezpośrednio do gdańskich i sopockich kranów. Tłumaczyli, że musieli ją odciąć obawiając się, że ktoś doprowadził do skażenia, a ujęcie zostało wyłączone i zbadane przez sanepid (skażenia nie wykazano).

Podkreślali, że w następstwie działań Ihora H. konieczna będzie wymiana całej kosztownej rozdzielnicy, a dopytywani przez oskarżyciela o kompetencje włamywacza mówili, że choć samo pokonanie zabezpieczeń nie wymagało specjalistycznej wiedzy, to pełny skutek działań - owszem.

- Sterownik i moduł elektroenergetyczny [zostały zmanipulowane]. Musiał wiedzieć, co zrobić - ocenił jeden z wyspecjalizowanych pracowników technicznych spółki. - Samo urządzenie to tylko światełka migają, nic więcej - uznał, odnosząc się do obrazu aparatury w oczach laika.

Potwierdził przy tym, że rozdzielnia przy studni była naruszona z zewnątrz, jednak procedury wymagają w podobnych przypadkach wymiany całej "szafy" ze względów BHP i szerzej - bezpieczeństwa ("musimy mieć pewność, że coś co ma działać 24godzny na dobę będzie działać", "płynie tam prąd - wysokie napięcie").

- Dla mnie, moim okiem, tak - powiedział specjalista, pytany przez oskarżyciela, czy ocenia sposób ingerencję intruza jako "fachowy". Zwrócił uwagę, że instalacja została wyłączona we właściwej kolejności, a kable były wyciągnięte, a nie wyrwane. Stwierdził też, że urządzenie "było przysmolone", choć nie potrafił ocenić czy doszło do zwarcia (Ihor twierdzi, że nie).

Pracownicy Aqua - Sopot tłumaczyli, że cały teren oznaczony jest jedną tablicą z zakazem wstępu i informacją o tym, że znajdują się tam ujęcia wody. Przyznali zarazem, że w systemie teleinformatycznym nie było żadnych śladów ingerencji, a przed włamaniami do spółki nie trafiły żadne groźby.

- Nie wiem, nie mam wiedzy, jaki mógł być cel sprawcy - przyznał, pytany o to przez sąd, prezes spółki.

Co dalej?

- Ja chciałem zapytać, czy jest możliwość w ogóle, jak skończy się sprawa, żeby nie iść do więzienia, tylko jakoś to odpracować? Nie pozbawienie wolności, tylko może jakaś grzywna czy coś i żeby możliwości naprawy jakiejś były? - pytał na zakończenie pierwszego terminu rozprawy Ihor H.

W odpowiedzi usłyszał jednak, że najpoważniejsze z przestępstw, o które jest oskarżony, zagrożone jest karą od 3 miesięcy do 8 lat więzienia, więc - choć teoretycznie istnieje taka możliwość - jest to wyłącznie w gestii sądu.

Odprowadzony do aresztu pod policyjną eskortą 36-latek nie ma adwokata. Jak wyjaśnił "Dziennikowi Bałtyckiemu" po wyjściu z sali rozpraw przedstawiciel oskarżenia, mężczyzny nie reprezentuje żaden prawnik:

  • Ponieważ nie chodzi tu o przestępstwo kwalifikowane jako zbrodnia, gdzie obrońca z urzędu przysługuje "z automatu".
  • Dlatego, że nie złożył wniosku o przyznanie adwokata,
  • Na wynajęcie komercyjnych usług mecenasa najprawdopodobniej zwyczajnie go nie stać.

"Meganaćpany i napity" bez tłumacza

W czwartek 6 listopada 2025 roku obywatel Ukrainy przyznał, że w dniu schwytania przez policję - 21 lipca był "meganaćpany i napity", a samego zatrzymania nie pamięta oraz wyjaśniał przed sądem m.in. - Żadnej zaślepki, która zasłania dostęp do lustra wody[w studni], nie zabierałem. W papierach jest napisane, że zamek jest elektryczny - to bzdura. Tam była zwykła kłódka i była otwarta, dlatego wszedłem. Ja tam otworzyłem tylko taki mały zaworek i woda poleciała (małym strumyczkiem), i poszedłem do skrzynki, i wyłączyłem prąd w skrzynce. Wwyłamałem drzwiczki, wyłączyłem wszystkie przełączniki, odkręciłem antenkę i taki jeden duży kabel, ale instalacja była cała.

36-latek w areszcie przebywa od niemal pół roku. Jako osoba w kryzysie bezdomności, bez stałego miejsca zamieszkania, zagrożona wysokim wymiarem kary itp. zapewne nie mógłby liczyć na uchylenie tymczasowego aresztowania. Jednak w jego imieniu na rozprawie nikt nawet o to nie wniósł. Kolejny termin wyznaczony został na drugą połowę grudnia 2025 roku.

Ihor H. dość biegle mówi po polsku. Przed sądem nie towarzyszy mu również tłumacz.

"Dziennik Bałtycki" jest na Google News. Dołącz do nas i śledź "Dziennik Bałtycki" codziennie. Obserwuj dziennikbaltycki.pl w Internecie.

Wybrane dla Ciebie
Kraków: Ruszył świąteczny jarmark przy Galerii Kazimierz
Kraków: Ruszył świąteczny jarmark przy Galerii Kazimierz
Ciechanowiec: Wielkie ligawki. Trwa międzynarodowy konkurs gry na instrumentach pasterskich
Ciechanowiec: Wielkie ligawki. Trwa międzynarodowy konkurs gry na instrumentach pasterskich
Szlak Orlich Gniazd w najnowszym dokumencie BBC. Obok najpiękniejszych tras pieszych we Francji i Austrii
Szlak Orlich Gniazd w najnowszym dokumencie BBC. Obok najpiękniejszych tras pieszych we Francji i Austrii
Kielce: Wyjątkowe mikołajki dla osób z niepełnosprawnościami
Kielce: Wyjątkowe mikołajki dla osób z niepełnosprawnościami
Słupsk: Złote Gody w Ratuszu. 50 lat razem!
Słupsk: Złote Gody w Ratuszu. 50 lat razem!
Poznań: Barberzy, badania i dużo mężczyzn. Wyjątkowe "Męskie Sprawy" na MTP. Zobacz zdjęcia
Poznań: Barberzy, badania i dużo mężczyzn. Wyjątkowe "Męskie Sprawy" na MTP. Zobacz zdjęcia
Mielone inaczej – przepis, który zadowoli całą rodzinę
Mielone inaczej – przepis, który zadowoli całą rodzinę
Kujawsko‑Pomorskie: Silny wiatr łamie drzewa. Szkody we Włocławku
Kujawsko‑Pomorskie: Silny wiatr łamie drzewa. Szkody we Włocławku
Tarnów: Niemal 25,5 mln zł z Unii dla szpitala Szczeklika. Lecznica zainwestuje w rozwój opieki kardiologicznej i cyfryzację usług medycznych
Tarnów: Niemal 25,5 mln zł z Unii dla szpitala Szczeklika. Lecznica zainwestuje w rozwój opieki kardiologicznej i cyfryzację usług medycznych
Utrata na wadze w średnim wieku może negatywnie wpływać na mózg
Utrata na wadze w średnim wieku może negatywnie wpływać na mózg
Łomża: Policjanci na rękach wynieśli kobietę z zadymionego domu
Łomża: Policjanci na rękach wynieśli kobietę z zadymionego domu
Przemyśl: Sprawdzamy, jak wyglądają zajęcia przygotowujące mieszkańców do działania w sytuacjach kryzysowych
Przemyśl: Sprawdzamy, jak wyglądają zajęcia przygotowujące mieszkańców do działania w sytuacjach kryzysowych
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ 👀