Uciekł z Auschwitz. Polak, który oszukał SS
Mało kto przeżył Auschwitz, jeszcze mniej ludzi zdołało uciec. Kazimierz Piechowski (1919-2017) należał do tej drugiej grupy – w czerwcu 1942 roku wraz z trzema towarzyszami wykradł samochód komendanta i przejechał przez bramę obozu w mundurze SS. Po wojnie nie czekała go wolność, ale więzienie.
Ślusarz z Tczewa
Piechowski wychował się w Tczewie w rodzinie kaszubskiej szlachty herbu Leliwa, choć tytuł nic już wtedy nie znaczył. Pracował jako ślusarz, należał do harcerstwa. We wrześniu 1939 próbował z kolegą Alfonsem Kiprowskim przebić się przez Bieszczady do Francji, gdzie formowało się polskie wojsko.
"To skandal". Nagrała to co działo się przed paczkomatem. Mamy komentarz Inpostu
Niemcy złapali ich pod Cisną. Najpierw tortury w lokalnych więzieniach – Baligród, Sanok, potem Montelupich w Krakowie. 20 czerwca 1940 drugi transport dotarł do świeżo otwartego obozu w Oświęcimiu. Piechowski dostał numer 918.
Przez dwa lata budował to miejsce własnymi rękami. Wyrównywał plac apelowy, ciągnął druty, stawiał krematoria. Za ukradzioną zupę kapo Johann Siegruth powiesił go za nadgarstki – ręce nigdy nie wróciły do pełnej sprawności. W 1942 trafił do magazynu zaopatrzenia, co dało mu szansę przetrwania.
Planowanie ucieczki
Eugeniusz Bendera naprawiał samochody SS w obozowym garażu. Kiedy dowiedział się, że ma zostać zabity, zaproponował Piechowskiemu wspólną ucieczkę. Wiedział, gdzie stoi Steyr 220 – kabriolet Rudolfa Hössa, komendanta całego kompleksu.
Plan wymagał czterech ludzi. Jeśli cała grupa zbiegnie, obozowe przepisy nie przewidywały represji wobec pozostałych więźniów. Dołączyli porucznik AK Stanisław Jaster i ksiądz Józef Lempart. Piechowski znał niemiecki z domu – miał udawać oficera wydającego rozkazy wartownikom.
Magazyn na drugim piętrze zawierał mundury, broń i amunicję. Bendera sfabrykował klucz do samochodu, załatwił kanistry z benzyną. Ktoś wyłamał zamek w magazynie. Wszystko musiało zadziałać jednocześnie, bez próby generalnej.
Mundury SS i przejazd przez bramę
20 czerwca 1942, dokładnie dwa lata po przybyciu Piechowskiego, czterech więźniów weszło do magazynu po zmianie niemieckiej straży. Ubrali się w czarne mundury, zabrali pistolety. W garażu czekał kabriolet z bakiem pełnym paliwa.
Wyjechali pod bramę z napisem "Arbeit Macht Frei". Mijający ich niemieccy żołnierze salutowali "Heil Hitler". Wartownik przy szlabanie zawahał się. Piechowski krzyknął po niemiecku: "Czy wy śpicie? Podnieść szlaban!". Szlaban poszedł w górę.
Steyr przejechał przez duży łańcuch straży – zewnętrzny pierścień ochrony obozu. Czterech mężczyzn w kradzionej broni i cudzych mundurach wyprzedziło system, który zamierzał ich zgładzić.
Siedem lat komunistycznego więzienia
Samochód się zepsuł, Lempart zachorował – grupa się rozdzieliła. Piechowski dotarł pod Kielce i wstąpił do Armii Krajowej. Walczył do maja 1945. Potem przyszły nowe władze i nowe aresztowanie – za przynależność do AK dostał dziesięć lat.
Odsiedział siedem. UB stosowało metody niewiele lepsze niż Gestapo. Wyszedł w 1955, skończył Politechnikę Gdańską, pracował w stoczni. Przez czterdzieści lat nie mógł głośno mówić o ucieczce z Auschwitz.
W 1989 zaczął opowiadać. Napisał dwie książki, otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski i honorowe obywatelstwo Tczewa. Marek Pawłowski nakręcił o nim film "Uciekinier". Zmarł w grudniu 2017 w Gdańsku, pochowano go w Tczewie pięć dni przed Bożym Narodzeniem.