"Ustawa Kamilka" działa. Zgłoszeń przemocy wobec dzieci jest więcej
- "Ustawa Kamilka" działa. Zgłoszeń dotyczących przemocy wobec dzieci czy wręcz znęcania jest zdecydowanie więcej. Wzrosła społeczna wrażliwość i profesjonalizm służb, instytucji. Tylko w naszej prokuraturze i tylko w bieżącym roku prowadziliśmy lub prowadzimy nadal 140 spraw dotyczących znęcania się w rodzinie. Większość dotyczy dzieci, a podejrzanymi często są młodzi rodzice. I nawet jeśli część tych spraw umarzamy, to efektem zawsze jest i tak przynajmniej wgląd w sytuację rodziny - podkreśla prokurator Joanna Becińska, kierująca Prokuraturą Rejonową Toruń Wschód.
"To skandal". Nagrała to co działo się przed paczkomatem. Mamy komentarz Inpostu
To właśnie ta prokuratura w październiku postawiła Agnieszce W. zarzuty znęcania się nad dwuletnią córeczką. Ta 24-letnia matka tak pobiła dziecko, że trafiło do szpitala. Kobieta jest w areszcie.
Agnieszka i Wiktoria. Biła, bo dziecko spać nie chciał
Blok na Jakubskim Przedmieściu w Toruniu. Porządne osiedle. To tutaj rozgrywał się dramat dwuletniej Wiktorii - dziewczynki wychowywanej przez 24-letnią toruniankę.
Jak nietrudno policzyć, Agnieszka W. została matką mając lat 22. Z ojcem dziecka jej się nie ułożyło. Ale, jak przekazuje prokuratura, uznał córkę, nosi jego nazwisko. Dobrowolnie płacił też alimenty. Agnieszka natomiast pracowała - wtedy do dziecka przychodziła opiekunka. To ona 19 października br. stanęła na wysokości zadania.
- Widząc obrażenia u dziecka opiekunka wymusiła na matce udanie się z nim do szpitala na Skarpie, szantażując wręcz, że jeśli tego nie uczyni, to wezwie policję. Dzięki temu dziewczynka otrzymała pomoc medyczną. Potem lecznica zawiadomiła o podejrzeniu pobicia i znęcania się nad dziewczynką organy ścigania- mówi prokurator rejonowa Joanna Becińska.
Od 19 października br. dziewczynka była hospitalizowana w szpitalu dziecięcym na Skarpie. Zajmowały się nią tutaj "oddziałowe ciocie", czyli pielęgniarki. Wiktoria najbardziej fizycznie ucierpiała 18 października br. Wtedy jej matka świętowała swoje urodziny. Była to domowa impreza ze znajomymi, alkoholem i marihuaną. Dziecko w niej wybitnie przeszkadzało, bo nie chciało spać...
-Poirytowana sytuacją matka kilkukrotnie udawała się do pokoju, gdzie dziecko spało chcąc je "uciszyć". Agnieszka W. uderzała dziecko w pośladki, po twarzy, głowie, uciskała rączki, zasłaniała twarz - wylicza prokurator Izabela Oliver, rzeczniczka toruńskiej prokuratury.
Impreza trwała do późnych godzin nocnych. Następnego dnia interwencję podjęła wspomniana opiekunka. Sama Agnieszka W. natomiast w prokuraturze usłyszała zarzuty znęcania się nad własnym dzieckiem i została tymczasowo aresztowana na trzy miesiące.
- Matka przyznała się do popełnienia zarzucanego jej czynu, ale jak wyjaśniała "nie spodziewała się, że te uderzenia mogły być tak mocne i spowodować tak rozległe obrażenia". Grozi jej kara do 8 lat pozbawienia wolności - zaznacza rzeczniczka.
Jak długo trwała krzywdy Wiktorii? Śledczy już przekazują, że jeśli nie bita, to przynajmniej poważnie zaniedbywana mogła być także przed krytycznym 18 października. Tak zeznają świadkowie. Teraz dziewczynka decyzją sądu rodzinnego trafić ma rodziny zastępczej.
Julia i Brajanek. Biła, bo płakał i ją denerwował
Jak w sądach kończą się sprawy takich matek? Różnie. W tym roku wyrok usłyszała 19-letnia Julia W. z Radzynia Chełmińskiego. Sprawa była głośna nie tylko w Kujawsko-Pomorskiem, bo cierpienia Brajanka trwały praktycznie od jego narodzin...
Rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat próby (to okres maksymalny), dozór kuratora przez ten czas, zobowiązanie do podjęcia pracy zarobkowej oraz zakaz jakiegokolwiek kontaktowania się i zbliżania do syna Brajana na okres 5 lat - to kara dla Julii W. za znęcanie się nad synkiem. Zaniedbywała go i biła praktycznie od urodzenia.
Wyrok zapadł w Sądzie Rejonowym w Wąbrzeźnie. Młoda matka przyznała się do znęcania i dobrowolnie poddała się karze - uzgodnionej z prokuraturą. Chłopczyk natomiast już na etapie wszczęcia śledztwa przez prokuraturę trafił do pieczy zastępczej. Jest bezpieczny i zaopiekowano. Również dla prokuratury to jedna z najważniejszych rzeczy w całej sprawie.
-Jeśli Julia W. złamie warunki obowiązujące ją podczas 5-letniego okresu próby, np. te dotyczące zbliżania się do dziecka na odległość mniejszą niż sto metrów, to zarządzone może zostać wykonanie zawieszonej kary więzienia - podkreśla prokurator Agnieszka Żuchowska, zastępca szefa Prokuratury Rejonowej w Wąbrzeźnie.
W ocenie prokuratury, która przed wyrokiem wyraziła zgodę na taką właśnie karę, maksymalny okres próby i dozór kuratora w tym czasie lepiej spełni swoją rolę wobec Julii W. niż na przykład rok bezwzględnego więzienia, po którym młoda kobieta wyjdzie na wolność i nie zmieni postawy życiowej.
Dramat małego Brajanka rozgrywał się w Radzyniu Chełmińskim niedaleko Wąbrzeźna. Chłopczyk był zaniedbywany, często głodny, szarpany, a także bity przez własna matkę. Według ustaleń Prokuratury Rejonowej w Wąbrzeźnie, mógł trwać praktycznie od urodzenia (rok 2023), a przerwany został dopiero w krytycznym dniu 26 lutego 2024 roku. Wtedy nieprzytomny chłopczyk trafił do ośrodka zdrowia, a z niego - do szpitala w Grudziądzu.
Wcześniej, jak ustaliła prokuratura, 19-letnia matka swojego synka nie tylko zaniedbywała (nie karmiła, nie przewijała), ale także szarpała go, biła, krzyczała. - Tłumaczyła, że denerwował ją płacz dziecka i w ten sposób je "uspokajała". Ojciec dziecka natomiast zeznał w śledztwie, że niczego niepokojącego nie zauważył i że oboje opiekowali się synem dobrze - mówił nam prokurator rejonowy Janusz Biewald.
To, że Brajan musiał być bity i to poważnie, po całym ciele, wyszło na jaw za sprawą lekarzy. Odkryli ślady starszych obrażeń, ale i te, które powstały w okolicach 26 lutego ubr. Prokuratura w akcie oskarżenia doprecyzowała, że chłopczyk bity był przez matkę po całym ciele - głowie, brzuchu, pośladkach.
Radzynianka swoje pierwsze dziecko urodziła mając 17 lat. Pierworodny syn Alan został jej i ojcu odebrany, bo byli niewydolni rodzicielsko. Trafił do pieczy zastępczej. W roku 2023 młoda kobieta została matką kolejny raz - urodziła Brajana. Czy rodzić będzie dalej? Niewykluczone. Przecież żaden wyrok sądu tego nie zakazuje...
Skala przemocy poraża. A najmniejsze dzieci "poza systemem"
Przypadków znęcania się nad dziećmi przez rodziców, w tym przez młode matki, przybywa. W kraju doniesienia o podobnych dramatach pojawiają się regularnie. W grudniu minionego roku PAP donosił: "11-miesięczna dziewczynka została przyjęta do Dolnośląskiego Szpitala Specjalistycznego im. T. Marciniaka we Wrocławiu w sobotę. Przywiozła ją jej 20-letnia matka, mieszkanka powiatu dzierżoniowskiego. Lekarzy zaniepokoiły obrażenia na ciele dziecka i powiadomili policję. Kobieta i jej 27-letni konkubent, który nie jest ojcem dziecka, zostali zatrzymani".
Na początku stycznia br. natomiast media w całym kraju odnotowały, że: "2 stycznia Prokuratura Okręgowa w Ostrowie Wielkopolskim postawiła zarzuty 19-latce i 30-latkowi, którzy od 27 października do 30 grudnia ubiegłego roku 'działając wspólnie i w porozumieniu', znęcali się psychicznie i fizycznie nad swoją dwumiesięczną córeczką. (...) Rodzice z Kępna (woj. wielkopolskie), swoje zachowanie usprawiedliwiają płaczem dziecka. Za popełnione przestępstwa grozi im nawet do 20 lat więzienia".
To tylko przykłady, promil zjawiska. Z policyjnych statystyk wynika, że w Polsce wręcz lawinowo rośnie liczba małoletnich, co do których występuje prawdopodobieństwo, że są ofiarami przemocy domowej. W 2022 roku było ich 10 tys. 982, rok później -17 tys. 039, a w 2024 roku aż 25 tys. 723. Tu przypomnijmy, że to właśnie w tym roku weszła w życie "Ustawa Kamilka (luty 2024).
Taki wzrost liczby zgłoszeń niepokoi, ale - paradoksalnie - świadczy też o lepszym funkcjonowaniu systemu ochrony dzieci, choć nadal istnieje tzw. "ciemna liczba". Otoczenie jest coraz bardziej wrażliwe na płacz dziecka za ścianą, klapsy wymierzane na ulicy, siniaki. Częściej reagują też szkoły, służba zdrowia, pracownicy socjalni.
W pewien sposób "poza systemem" pozostają jednak najbardziej bezbronne dzieci - niemowlęta i te do trzeciego roku życia. Dlaczego? Nie chodzą do żłobka czy przedszkola, zdane są na rodziców. A ci, szczególnie młodzi, nierzadko są do rodzicielstwa kompletnie nieprzygotowani.
WAŻNE. "Ustawa Kamilka" i większa mobilizacja służb oraz instytucji
Ustawa Kamilka została wprowadzona po śmierci dziecka z Częstochowy jako kompleksowa regulacja prawna mająca na celu lepszą ochronę dzieci przed przemocą oraz zapewnienie skutecznej pomocy w przypadkach krzywdzenia małoletnich. Celem ustawy jest stworzenie systemu prewencji oraz interwencji, który zwiększa bezpieczeństwo dzieci i wspiera instytucje, rodziców oraz opiekunów w odpowiednim reagowaniu na zagrożenia wobec dzieci.
Ustawa weszła w życie w 2024 roku, a w br. była już nowelizowana. Niektóre rozwiązania w praktyce okazały się nietrafione, wymagały korekty. Jak podkreślają jednak prokuratorzy, nowe prawo na pewno już skutkuje większym profesjonalizmem służb i instytucji, a także wyczuleniem na sytuacje krzywdzenia dzieci. Rośnie też wrażliwość i świadomość konieczności reagowania na przemoc wśród zwykłych ludzi.