W 30-osobowej klasie indywidualizacja nie istnieje. Korepetycje są konieczne
W tym artykule:
Korepetycje jako nowy symbol "dobrego rodzicielstwa"
Jeszcze kilka lat temu korepetycje kojarzono z koniecznością - z nadrobieniem braków, trudnością w konkretnym przedmiocie czy przygotowaniem do egzaminów. Obecnie coraz częściej stają się one wyznacznikiem troski o przyszłość dziecka.
Świadek podniósł alarm. Spójrzcie na nagranie ze Śląska
Rodzice kierują się logiką: "jeśli inni posyłają, ja również muszę, by nie zrobić dziecku krzywdy". W polskiej kulturze rodzicielskiej rośnie przekonanie, że dobry rodzic to ten, który zapewnia dziecku maksymalną ilość edukacyjnych bodźców - nawet kosztem przeciążenia.
- Rzeczywiście, część dodatkowych zajęć ma uzasadnienie: kursy językowe, zajęcia przygotowawcze do egzaminów czy specjalistyczne rozwijanie pasji - mówi Dorota Żuchowicz. - Ale szacuję, że nawet połowa korepetycji nie jest realnie potrzebna. To efekt spirali społecznych oczekiwań. Wielu rodziców zleca dodatkowe lekcje, by mieć poczucie, że "robią wszystko, co trzeba".
Zjawisko jest szczególnie widoczne w dużych miastach, gdzie następuje intensywne porównywanie się między rodzinami, a tempo edukacyjne bywa narzucone przez szkoły, środowiska rówieśnicze i media społecznościowe.
Przeczytaj też: Kontrowersyjny pomysł upadł. Teraz pytanie brzmi: kto będzie pracował w przedszkolach? | Strefa Edukacji
Korepetytor zastępuje rodzica - nie z braku wiedzy, lecz z braku czasu i cierpliwości
Coraz częściej korepetycje pełnią funkcję, której kiedyś naturalnie podejmowali się rodzice: wspólnego odrabiania lekcji, tłumaczenia trudniejszych zagadnień, budowania systematyczności. Dotyczy to przede wszystkim szkół podstawowych, dla których rynek korepetycji był niegdyś zdecydowanie ograniczony pod względem potrzeb.
Dzisiejsi rodzice - aktywni zawodowo, często przeciążeni pracą - deklarują, że mogliby pomóc, ale nie mają na to przestrzeni. Brakuje im również narzędzi pedagogicznych, aby wytłumaczyć dziecku materiał "krok po kroku", bez frustracji.
W efekcie odpowiedzialność za regularny kontakt z materiałem przenoszona jest na zewnętrznych specjalistów. Korepetytor staje się nie tylko nauczycielem, ale wręcz przedłużeniem systemu opieki i edukacji, który zaczyna funkcjonować równolegle do szkoły.
Polska szkoła nie uczy, jak się uczyć
To jedna z najważniejszych przyczyn rosnącej zależności od korepetycji. Mimo, że współczesne badania edukacyjne podkreślają znaczenie metod uczenia się, planowania pracy, analizowania informacji czy rozumienia tekstu, to szkoła nadal opiera się na pamięciowym opanowaniu materiału.
- Wielu uczniów korzysta z coraz większej liczby dodatkowych zajęć nie dlatego, że nie radzi sobie z materiałem, ale dlatego, że nie potrafią korzystać z lekcji, notować, planować nauki - podkreśla Dorota Żuchowicz. - W takich przypadkach znacznie efektywniejsze byłyby warsztaty technik uczenia się, a nie kolejne godziny korepetycji z nowego przedmiotu.
Przeładowany program: wiedza zamiast kompetencji
Polski program nauczania wciąż opiera się na rozbudowanej podstawie programowej i egzaminach - to najprostszy sposób sprawdzania wiedzy, ale nie procesu myślenia. Na lekcjach często brakuje przestrzeni na dogłębne zrozumienie, dyskusję, myślenie krytyczne i indywidualne tempo pracy.
- W 30-osobowych klasach nawet świetny pedagog nie ma szans na indywidualizację - zauważa Dorota Żuchowicz. - Nadchodzący niż demograficzny może stopniowo odmienić tę sytuację, ale to nie wydarzy się z dnia na dzień.
Przeciążenie programowe powoduje, że uczniowie szukają wsparcia poza szkołą, a nauczyciele sami często sugerują zajęcia dodatkowe, by przygotować młodzież do egzaminów zewnętrznych.
Od korepetycji do edukacji równoległej - dokąd zmierzamy?
Rynek korepetycji w Polsce już dziś jest wart miliardy złotych rocznie. W 2025 r. szacunkowa skala przekroczyła 1 mld zł rocznie, ze wzrostem rzędu 10-15% w ciągu roku. Korepetycje powoli przestają być dodatkiem - stają się drugim systemem edukacji, finansowanym przez rodziców. W tej perspektywie warto zastanowić się, dlaczego tylu uczniów nie radzi sobie bez pomocy poza szkołą i czy obecny model nauczania rzeczywiście odpowiada na ich potrzeby.
- Jeśli chcemy ograniczyć "naukę po godzinach", musimy wzmocnić w szkołach to, czego dziś najbardziej brakuje: umiejętność uczenia się, samodzielność i myślenie krytyczne. Widać to choćby w rosnącej popularności szkół niepublicznych, gdzie mniejsze klasy i większa uważność nauczycieli sprzyjają indywidualnej pracy z uczniem. Dlatego rodzice, myśląc o rozwoju dziecka, powinni rozważyć, czy zamiast kolejnych korepetycji nie lepiej zainwestować w szkołę, która realnie wspiera te kompetencje - podsumowuje doradczyni edukacyjna, współzałożycielka Forum Wiedzy i Edukacji.