Wałbrzych: Amstaff pogryzł 7-latkę. Schronisko przeprasza rodzinę: to był wypadek. Sprawę bada policja i apeluje do mieszkańców
O sprawie zawiadomiona została policja, która bada okoliczności zdarzenia, do którego doszło 10 września 2025 roku w okolicach Schroniska dla Bezdomnych zwierząt w Wałbrzychu przy ul. Łokietka.
- Ewentualne zarzuty w tej sprawie będą zależne od opinii biegłego, który oceni uszczerbek na zdrowiu dziewczynki - mówi Marcin Świeży z Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu. I dodaje, że policjanci badają okoliczności wypadku, do którego doszło w czasie spaceru z psem.
Świadek podniósł alarm. Spójrzcie na nagranie ze Śląska
Pokrzywdzona rodzina mieszka po sąsiedzku ze schroniskiem. Jak opisuje, nie raz spotykała wolontariuszy na spacerach z psami. Dziecko bawiło się na łące sąsiadującej z podwórkiem. Z łąki korzystają także wolontariusze, którzy spacerują tam z psami ze schroniska. To ceniona forma pomocy schronisku. Pomaga zwierzętom, najczęściej bardzo skrzywdzonym przez ludzi, w socjalizacji.
- To, co wydarzyło się jeszcze do tej pory mrozi mi krew w żyłach. Do mojego dziecka podbiegł rozwścieczony pies w typie amstaffa, który od 5 lat jest podopiecznym schroniska. Pies zaatakował moje dziecko szarpiąc je i tarmosząc jak jakąś zabawką. Moja córka została dotkliwie pogryziona w klatkę piersiową i ramię. Mogła przypłacić życiem, bo pies był prowadzony bez kagańca, który powinien był mieć założony na czas spaceru - zaznaczają rodzice w liście do redakcji.
Jak opisują, nie jest to pierwszy przypadek ataku ze strony tego zwierzęcia.
"Pies trafił do schroniska z interwencji policji, ponieważ pogryzł właściciela, który go maltretował. Behawiorysta, były już pracownik schroniska, pracował z tym psem odkąd zwierzak pojawił się w schronisku. Z czasem wypracowano, że pies mógł wychodzić na spacery, ale wyłącznie w kagańcu, ponieważ podczas spacerów bez kagańca negatywnie reagował na nieznajomych, a podczas powrotów ze spacerów zbyt emocjonował się i stawał się agresywny".
Rodzice dodają, że pies był też adoptowany przez jedną z wolontariuszek, która znała jego historię. Podczas pobytu w domu adopcyjnym początkowo było idealnie. Zwierzę nie wykazywało agresywnych zachowań, ale pół roku po opuszczeniu schroniska, pogryzło osobę, która je adoptowała.
Jak dodają rodzice: "feralnego dnia pies był pod opieką wolontariusza, który, jak twierdzą pracownicy schroniska, sam wziął psa na spacer bez kagańca, a podczas spaceru poślizgnął się i stracił panowanie nad psem. Wtedy doszło do wypadku".
Michał Niewiadomski, kierownik schroniska zaznacza, że jest mu bardzo przykro, że doszło do takiej sytuacji. I że ucierpiała dziewczynka.
- Mnie osobiście i całej załodze jest bardzo przykro, że doszło do tego nieszczęśliwego wypadku. Pies był na smyczy, zerwał się kiedy wolontariusz się potknął. Wdrożyliśmy w schronisku procedury, które mają zapobiec takim sytuacjom w przyszłości. Od początku proponowaliśmy rodzinie zadośćuczynienie chociażby za lekarstwa i koszty leczenia i za krzywdę dziecka i nadal je proponujemy. Przepraszamy za zaistniałą sytuację, jest nam ogromnie przykro - zaznacza Michał Niewiadomski.
Podkreśla, że w schronisku były i są procedury, jak obchodzić się z psami podczas spacerów, ale zostały wdrożone także nowe, a pracownicy przypominają wszystkim wolontariuszom, także długoletnim, jak zachowywać się w kontaktach z psami.
Wytypowało psy, które na spacer muszą wychodzić w kagańcu, bo bywają agresywne, wszystkie są wyprowadzane na smyczy. Każdy wolontariusz przed spacerem jest pouczany, jak ma się zachować na spacerze, np. o tym że ma przystanąć, jeśli tą samą drogą idzie inna osoba z psem, a także o tym aby unikać kontaktu z innymi ludźmi.
Spacery z psami to dla schroniskowych psów jedyna okazja, by opuścić klatkę... Zapewniają im ruch i kontakt ze światem zewnętrznym, a także dają im poczucie radości i choć przez chwilę normalności.