Zamość: Wraca temat amfiteatru. Czy odciąży Rynek Wielki?
- Nie mówimy o zamykaniu się na wszystkie imprezy, ale o to, żeby je bardziej selekcjonować - mówiła podczas poniedziałkowej sesji Rady Miejskiej radna Jolanta Fugiel. - Nie zależy nam przecież, żeby Rynek Wielki przestał żyć. Chodzi o rozszerzenie tych imprez w okolicach. Gdzie? Myślę, że amfiteatr to cel, który powinniśmy jakoś tam osiągnąć, żeby on zaczął żyć: sukcesywnie, powoli. Można tam postawić scenę z zapleczem, żeby można było światła podłączyć. Ławki zrobić. I wtedy nawet nasi lokalni artyści mogliby tam grać, robić jakieś wieczorki.
O "sytuacji" zamojskich zabytków mówiła także podczas obrad m.in. radny Tadeusz Lizut (użył określenia, że "kamienice cierpią").
Wstydliwy zakątek w polskim mieście. Zdjęli szpecące ogrodzenie, a tam niespodzianka
Dla jednych zabawa, dla innych "wiercenie dziur w głowach"
Sprawa nie jest nowa, a dyskusja na ten temat toczy się od dawna. Były też obietnice. Na przykład przed wyborami prezydent Zamościa rozdawał ulotkę w której zamieszczono "Kontrakt z mieszkańcami Zamościa, czyli... 10 powodów, aby głosować na Rafała Zwolaka". W punkcie drugim - czyli niemal zaraz na początku listy - znalazł się podpunkt "Przywróćmy do życia amfiteatr, by stał się miejscem imprez terenowych, a tym samym odciążył Rynek Wielki".
Na razie nic z tego planu jakoś nie wynikło. W odczuciu wielu osób jest nawet wręcz przeciwnie. Przykłady? W ostatnim sezonie turystycznym natężenie hałasu podczas niektórych imprez było wręcz niewiarygodne (o czym pisaliśmy na naszych łamach).
Chodziło nie tylko np. o potężny ryk motorów i samochodów podczas imprez motoryzacyjnych, nagłośnione (w opinii wielu osób do przesady) niektóre koncerty, ale także ów słynny, latający... tuż nad dachami zabytkowej Starówki... śmigłowiec, który pewnego dnia - przez wiele godzin tam nieustannie krążył.
Wiele się wtedy od ludzi nasłuchaliśmy (chodziło o prośby o interwencje). Niektórzy mieszkańcy skarżyli się nawet, że "szklanki im dzwoniły od tego łomotu w kredensach", że czuli się "jakby im ktoś tym hałasem wiercił dziury w głowach". Także lokatorzy części bloków na zamojskich Plantach - gdzie urządzono lądowisko owego śmigłowca - byli mocno tym zaniepokojeni i zniesmaczeni (tam również huk był ogromny).
Od lat kłopotem jest też wielka scena, która w sezonie turystycznym jest ustawiana przed pięknymi kamienicami ormiańskimi i - od strony Rynku Wielkiego - skutecznie je zasłania. To nie są jedyne kłopoty. Pisaliśmy też m.in. o staromiejskich zaułkach i klatkach schodowych, które podczas wielkich imprez zamieniają się w "dzikie ubikacje".
Czy coś się w tych sprawach jednak zmieni?
W poszukiwaniu złotego środka
- To nie jest łatwy temat, tak samo jak ten z lodowiskiem (które zostanie w tym roku przeniesione na teren OSiR - przyp. red.) - mówił podczas poniedziałkowej sesji Łukasz Gajdecki, dyrektor Wydziału Kultury i Sportu UM w Zamościu. - Znów mamy ważenie plusów i minusów. Ja prywatnie chciałbym, żeby chociaż część wydarzeń odbywała się poza płytą Rynku Wielkiego. Musimy mieć kompleksowy pomysł na Starówkę, bo to jest nasz skarb. Przestrzegałbym jednak przed czarno-białym spoglądaniem na ten temat.
Dlaczego? Dyrektor Łukasz Gajdecki obawia się, że zamojskie Stare Miasto może stać się w sezonie turystycznym - bez popularnych imprez - pustynią. Tak według niego stało się np. na starówce w Sieradzu.
- Wyprowadzili się stamtąd sklepikarze, usługi. A dzisiaj turyści przychodzą i spędzają tam maksymalnie 15 minut - mówił radnym. - Architektura jest z pewnością naszym walorem, niezaprzeczalnym, wszędzie rozpoznawalnym. Musimy z nią postępować delikatnie. Zmienia się jednak model turystyki. Jest ona w tej chwili coraz bardziej kontekstowa, potrzebuje czegoś ekstra. To wszystko jest jednak do dyskusji i analizy. Choćby ten ruch kołowy na Starówce. Ja także odczułem, że to było za dużo. Musimy jednak działać delikatnie, żeby nie wylać dziecka z kąpielą.
Chodzi głównie o tych mieszkańców Zamościa, którzy np. żyją z turystycznych usług, mają na Starówce sklepy, restauracje itd. Dlatego według dyrektora: miasto musi wypracować w tych sprawach "złoty środek".
Czy to się uda? Do tematu wrócimy.