Bać się czy nie bać używanych samochodów?
Jest taka anegdota dotycząca zakupu używanego auta, w której potencjalny nabywca pyta, czy na wybrany przez siebie samochód dostanie gwarancję. Sprzedający odpowiada, że tak, może dać gwarancję, ale tylko do stu dni. A studnia jest koło bramy...
Obrazuje doskonale, jak wygląda w Polsce rynek używanych samochodów, gdzie ryzyko nieudanego zakupu jest na tyle duże, że takie przedsięwzięcie bez udziału specjalisty, wizyty w centrum diagnostycznym albo przynajmniej w dobrym warsztacie nie ma większego sensu.
Uchwycił go monitoring. Nagranie z Rossmanna trafiło do sieci
Wszakże z drugiej strony, jeżeli najtańsze nowe samochody kosztują prawie 70 tys. zł, to za tę sumę, a nawet mniejszą, można z powodzeniem kupić większy i bezpieczniejszy używany samochód, trzeba tylko taką alternatywę rozważyć i podjąć decyzję.
Najracjonalniejszy jest zakup używanego samochodu w wieku do 3 lat. Wtedy największa jest utrata wartości, a więc całkiem młody pojazd można nabyć za dużo niższą cenę. Nie dość że samochód będzie tańszy, to jeszcze sprawdzony. Co się miało w nim popsuć, to się popsuło, ale z naprawami na gwarancji męczył się poprzedni właściciel. Wszak jest jeden problem. Samochodów w wieku do 3 lat na rynku jest niewiele.
Prawdziwy wybór zaczyna się dopiero w 5-latkach i starszych. Ale i tu jest problem. Ponad połowa samochodów używanych sprzedawanych w Polsce pochodzi z Niemiec. Choć niemieckie pojazdy cieszą się u nas dobrą opinią, wiele z nich może mieć cofnięty licznik i ukryte uszkodzenia. Statystycznie 9 na 10 samochodów sprowadzanych z Niemiec ma w historii odnotowane jakieś uszkodzenie. Niektóre z tych aut były uczciwie naprawiane przez niemieckich użytkowników w ramach likwidacji szkód z ubezpieczenia. Duża część jest jednak sprowadzanych w fatalnym stanie i naprawianych budżetowo tuż przed sprzedażą w Polsce.
Rozwiązaniem mogą być samochody poflotowe i poleasingowe. Podobnie jak z samochodami od osób prywatnych, tak i w poflotowych najważniejsza jest historia. Odrębną grupą samochodów są te, którymi jeżdżą przedstawiciele handlowi lub dostawcy. Tu nie ma dla aut litości i bardzo często są one mocno wyeksploatowane, nawet jeśli mają nie więcej niż dwa lata. Samochody takie traktuje się jak narzędzie do pracy i jeździ się nimi najszybciej i najostrzej, jak tylko się da. Oczywiście są od tego wyjątki, ale zwykle to tylko wyjątki potwierdzające regułę.
Zupełnie inaczej można patrzeć na samochody poleasingowe, które były w rękach właściciela jednoosobowej działalności gospodarczej. Takie samochody można niekiedy traktować nawet jako auta użytkowane prywatnie. Dobrze jest natomiast przynajmniej spróbować sprawdzić firmę, w której auto było wykorzystywane oraz profil jej działalności. Często same przepisy podatkowe są powodem kupowania samochodów (podniesienie kosztów w firmie) i dlatego nie muszą być one mocno wyeksploatowane. Mogą mieć nawet niewielki przebieg i być w znakomitym stanie.
Według mechaników największym ryzykiem jest zwykle zakup poflotowego diesla. Często modele te są sprzedawane z przebiegami bliskimi poważnym naprawom, jak konieczność wymiany turbosprężarki, koła dwumasowego czy wtryskiwaczy. To może generować duże koszty niedługo po zakupie. W samochodach poleasingowych często do wymiany są także opony oraz części układu jezdnego, takie jak amortyzatory, łożyska kół czy przekładnia kierownicza. Są to podzespoły, których nie wymienia się po dwóch, trzech latach w samochodzie prywatnym, ale poleasingowym już tak.
Na rynku używanych samochodów Jest kilka przesłanek, na które trzeba zwrócić szczególną uwagę. Cena mocno odbiegająca w dół od notowań rynkowych to wskazówka, aby wzmóc czujność. Wyjątkowe okazje powinny być od razu odrzucane. Każdy samochód powinien mieć dwa komplety oryginalnych kluczyków, przy czym jeden z nich wygląda zazwyczaj jak nowy, a drugi nosi ślady użytkowania (często widać po nim, jak mocno wyeksploatowany jest samochód). Gdy brakuje oryginalnych kluczyków, sprawa jest podejrzana. Czasem sprzedający daje dwa komplety kluczyków, ale okazuje się, że są nieoryginalne. To też raczej kiepska wiadomość dla kupującego.
Trzeba uważać na książki serwisowe. Zupełnie czystą można kupić w Internecie. I to nie tylko polską, ale również zagraniczną. Bez trudu dorabiane są też pieczątki i dokonywane odpowiednie wpisy. Jedna z typowych sztuczek nieuczciwych sprzedawców to podkreślenie niewielkiego zużycia sprzedawanego pojazdu i usprawiedliwienie małego przebiegu (po cofnięciu licznika). Niezależnie od deklaracji trzeba sprawdzić samochód. Kręcenie" liczników to proceder nagminny, stosowany głównie w przypadku samochodów stosunkowo młodych, ale mocno "przechodzonych". Takie auta najczęściej pracowały w firmach, czy to za granicą, czy to w Polsce, i były intensywnie eksploatowane. 300-350 tys. km po interwencji specjalisty zamienia się w 120-150 tys. km. Jeśli kupujący przy pomocy eksperta czy wizyty w ASO, nie dojdzie do prawdy, narażony jest na poważne konsekwencje.
Powszechnie wiadomo, że samochody sprowadzane z zagranicy są najczęściej powypadkowe. O tym jednak, że są to pojazdy po bardzo poważnych kolizjach, nie mówi się szerzej. W powszechnym mniemaniu auta przyjeżdżające z Niemiec, Francji czy krajów Beneluksu przeszły jedynie większe lub mniejsze stłuczki. Tymczasem prawda jest taka, że ogromna większość sprowadzanych aut to niemal wraki, reanimowane w sposób urągający zasadom fachowości i bezpieczeństwa.
Stan dokumentów nie może budzić żadnych wątpliwości. Niedopuszczalne są w nich zabrudzenia utrudniające odczytanie danych, skreślenia niepotwierdzone wpisem i pieczątką odpowiedniego urzędu, ślady przerabiania liter i cyfr. Trzeba uważać na wtórniki, w których może brakować wpisów o zastawie czy kredycie. Czujnym trzeba być też w sytuacjach, gdy w dowodzie rejestracyjnym wpisani są dwaj właściciele, a auto próbuje sprzedać tylko jedna osoba.
Rynek używanych samochodów w Polsce, internetowy, komisowy, a nawet salonowy, cały czas nie daje potencjalnym klientom komfortu w pełni bezpiecznego zakupu. W istocie dość łatwo zostać oszukanym, a w każdym razie prawdopodobieństwo nieudanego zakupu wcale nie jest małe, przy czym jest ono tym większe im mniej mamy doświadczenia i szczęścia.
Niektórzy nabywcy, którym zakup auta się nie udał, przestrzegają innych. Najwięcej informacji na ten temat można znaleźć w Internecie. Wiele stron poświęconych jest opiniom użytkowników samochodów na temat samego pojazdu, ale też serwisu, komisów, dilerów. Kto jak kto, ale najwięcej o swoich samochodach wiedzą ich właściciele. Czy i co się psuje, ile kosztują części zamienne i serwis.
Jeszcze inni stosują wyjątkowo niekonwencjonalne metody. Po drogach Mazowsza poruszał się swego czasu samochód kupiony jako nowy w salonie, który na tylnej szybie miał napis: "Uwaga! Nie kupuj tego! Bardzo się psuje, nic nie wart. Ucz się na cudzych błędach." Na giełdach w połowie lat 90. ubiegłego wieku ludzie masowo robili sobie zdjęcia ze sprzedającymi, wychodząc z założenia, że jeśli samochód miałby być kradziony, to złodziej nie będzie się chciał uwiecznić na fotografii.
Ryzyko nieudanego zakupu można zminimalizować. Nikt nie musi kupować kota w worku. Profesjonalna ekspertyza rzeczoznawców kosztuje kilkaset złotych. Także sprawdzenie w serwisie. W przypadku zakupu używanego samochodu, tak jak w życiu, najważniejsze jest wiedzieć, czego się nie wie, a potem próbować się tego dowiedzieć.