Kibice przetestują sędziów? Zapowiadają transparenty na stadionach
Miał rację przerywając mecz czy nie miał? A jeśli miał, to dlaczego w podobnych przypadkach, gdy obrażani są nie sędziowie, a prezydenci/prezesi/piłkarze/trenerzy/dyrektorzy sportowi podobne reakcję nie mają miejsca? To kwestia, która zdecydowanie najmocniej rozpaliła kibicowskie środowisko w minionym tygodniu. I tak się składa, że stanowi niespodziewaną kontynuację tekstu, jaki zamieściłem w tej rubryce siedem dni temu.
Sprawa dotyczy oczywiście decyzji Pawła Raczkowskiego, który "zawiesił" mecz Jagiellonii z Rakowem do czasu, aż z ogrodzenia nie zniknął transparent dedykowany Bartoszowi Frankowskiemu. Przypomnij-my, choć pewnie i tak wszyscy pamiętają: toruński arbiter nie wyrzucił z boiska Josemy i Lukasa Podolskiego w rozegranym w Zabrzu we wcześniejszej kolejce spotkaniu białostoczan z Górnikiem. Po tym zdarzeniu zobaczyliśmy błyskawiczną reakcję szefa Kolegium Sędziów i zesłanie winowajcy na przymusowy odpoczynek.
Ale do rzeczy. Transparent, który doprowadził do dwunastominutowej przerwy w grze, niewątpliwie był wulgarny, obraźliwy i dodatkowo sugerujący, że błąd został spowodowany celowo, z kontekstem zakładów bukmacherskich. To, że został umieszczony w miejscu preferowanym przez kamery telewizyjne, też pewnie jakieś tam znaczenie miało, chociaż nie powinno. Generalnie reakcja Raczkowskiego była więc słuszna, ale - podobnie jak przy zorganizowanym przez Marcina Szulca sądzie doraźnym nad Frankowskim - niosąca ze sobą poważne konsekwencje. Ze środowisk kibicowskich słychać bowiem głosy, że podczas nadchodzącej kolejki podobne transparenty pojawić się mają na wielu stadionach. Szykuje się więc poważny test sprawdzający, czy decyzja Raczkowskiego była jednostkowa, czy systemowa. Z pewnością zobaczymy też, czy Raczkowski i jego koledzy zareagują na płachty dedykowane ludziom nie będących ich kolegami po fachu. Do tej pory z takiej możliwości delegaci i sędziowie przecież nie korzystali, a odebrane na kursach książeczki z zakazanymi symbolami, stały zakurzone na półkach.
Znając kreatywność kibiców najbliższe tygodnie zapowiadają się więc wyjątkowo interesująco nie tylko pod względem wyników, ale także otoczki meczów. Czy kolejne spotkania będą przerywane aż do czasu ściągnięcia transparentów? Czy duże błędy będą karane zawieszeniem arbitra głównego i VAR-wców? Na razie Frankowski pozostaje przecież jedynym "zamrożonym" arbitrem, co może potwierdzać wrażenie, że było to zagranie Marcina Szulca pod jednoosobową publiczkę w postaci prezesa Cezarego Kuleszy, w którego sercu Jagiellonia zajmuje miejsce szczególne.