"Jesteś kąskiem dla króla". Prorocze słowa matki Madame de Pompadour
Na balu maskowym płonęły świece, muzyka tłumiła szepty, a wśród brokatu i piór przemykało… kilka drzew cisowych. Jedno z nich zatrzymało się przy młodej kobiecie o oczach, które zapalały najzimniejsze sale Wersalu. Nie znała jeszcze swego nowego nazwiska, on od dawna znał jej cel. Od tamtej nocy wszystko potoczyło się lawiną: skandal, tytuł, szeptane pochwały i jadowite piosnki, które z jej nazwiska robiły broń. Występowała dla króla, wyciągała go z apatii, a kiedy zdrowie odmówiło posłuszeństwa, znalazła sposób, by pozostać w centrum – nawet jeśli oznaczało to wybieranie… innych. Gdy stal wbita w królewskie ciało zadrżała jeszcze ciepłem, tłum już ryczał: śmierć, a delfin zacierał ręce. Posłaniec przybył do jej komnat z rozkazem opuszczenia Wersalu. Zostawiła walizę otwartą, świeca dogasała, a za drzwiami słychać było modlitwy i kroki tych, którzy liczyli na jej upadek. A jednak jej wrogowie nie docenili, jak szybko potrafi zamknąć drzwi na klucz, odetchnąć i poczekać na znak. Wtedy wydarzyło się coś, co w jednej chwili odwróciło bieg tej historii – i zniknął nie ktoś, kogo się spodziewano…