Konin: Na końcu taśmociągu, cz. I: tutaj jeszcze kopią węgiel
To pierwsza odsłona trzyodcinkowego cyklu zrealizowanego przy współudziale Adama Jarońskiego i górników z Fundacji Dolores. Na kolejne części zapraszamy w piątek i sobotę.
Silnik kopalnianego land rovera warczy, gdy nadsztygar Grzegorz Przebieracz wyciska z niego pełnię mocy. Mimo padającego deszczu nie oszczędza terenowego auta.
"To skandal". Nagrała to co działo się przed paczkomatem. Mamy komentarz Inpostu
– Na odkrywce, kiedy jest jesień, zima, wiosna, roztopy, to rzeczywiście mamy bardzo złe warunki i te samochody są eksploatowane w ten sposób, że czasami jest gdzieś przetopienie – opowiada podczas pokonywania kilkunastokilometrowej drogi wewnętrznej pomiędzy ostatnią działającą odkrywką „Tomisławice” a załadownią „Lubstów”. – Pamiętam taką sytuację, gdy jechaliśmy takim dużym samochodem. Myśleliśmy, że uda nam się przejechać przez wielką kałużę. No niestety, nie udało się. Samochód, duży jelcz, przetopił się. Po otworzeniu drzwi po prostu wlała nam się woda do środka. Czekaliśmy za spycharką, aż nas wyciągnie z tej kałuży.
Twoja przeglądarka nie obsługuje elementu audio.
Grzegorz Przebieracz opowiada o warunkach pracy na odkrywce
Tak właśnie zaczyna się nasza podróż po kopalni.
Wciąż jeszcze kopią węgiel
Odkrywkę „Tomisławice” – ostatnią działającą odkrywkę kopalni „Konin” – oglądamy z tarasu widokowego położonego na przeciętej przez kopalni drodze koło trasy wojewódzkiej nr 266. To akurat punkt ogólnodostępny, ale tylko my mamy za przewodnika człowieka, który w kopalni pracuje od kilkudziesięciu lat.
Z punktu widokowego doskonale widać trzy tarasy odkrywki i pozostałe na niej jeszcze maszyny. Zdejmowanie nadkładu, czyli ziemi przykrywającej węgiel, na pierwszym tarasie zakończyło się już pod koniec lipca. Pracująca tam koparka KWK 1500s niedługo będzie rozbierana. Taki sam los czeka również kolejne maszyny, które jeszcze na odkrywce pracują. Węgiel – choć to już jego końcówka w tym miejscu – wciąż bowiem z „Tomisławic” jest jeszcze wydobywany.
Deszczowy i wietrzny październikowy dzień, niczym z wcześniejszej opowieści Grzegorza Przebieracza, doskonale uzmysławia nam, jak ciężka jest praca górników na odkrywce. Warunki są tak niekorzystne, że elektryczne systemy zatrzymały pracę maszyn. Pracownicy kopalni walczą, by przywrócić ich działanie.
Wydobyli 24 mln ton węgla
Z takimi problemami górnicy będą zmagać się jeszcze przez około pięć miesięcy zimowej pracy. W okolicach marca i kwietnia wydobycie węgla z „Tomisławic” zakończy się. Do tego czasu jednak surowiec będzie jeszcze transportowany do załadowni „Lubstów”, ładowany do wagonów i wożony do elektrowni. Na każdy taki transport przypada 500 ton węgla.
Koparka Rs 560 na odkrywce „Tomisławice"
Zakończenie pracy na „Tomisławicach” zakończy również historię wydobycia węgla w regionie konińskim. Uruchomione w 2010 r. są ostatnią działającą odkrywką PAK KWB „Konin”. W czasie działalności „Tomisławic” wydobyto z nich ok. 24 mln ton węgla.
– W przyszłym roku maszyny zostaną pocięte, przenośniki rozebrane, zostanie jedna wielka dziura i ona będzie zapełniać się wodą. Gdy powstanie tu jezioro i przyjedziecie tu za parę lat to ciężko będzie sobie wyobrazić, jak to wyglądało – mówi Grzegorz Przebieracz.