Konin: Na końcu taśmociągu, cz. II: po skończonej zmianie
To druga odsłona trzyodcinkowego cyklu zrealizowanego przy współudziale Adama Jarońskiego i górników z Fundacji Dolores.. Pierwszą, „Tutaj jeszcze kopią węgiel”, przeczytać możecie w tym miejscu. Na ostatnią zapraszamy w sobotę.
Ukryty wśród drzew budynek koło Lubstowa to obecnie główny punkt dowodzenia kopalnią. To właśnie tu zlokalizowana jest dyspozytornia, która zawiaduje pracą rekultywowanej odkrywki „Jóźwin IIB” i wciąż działającej odkrywki „Tomisławice”. To tu po skończonej zmianie przyjeżdżali i wciąż przyjeżdżają pracujący na odkrywce górnicy.
Uchwycił go monitoring. Nagranie z Rossmanna trafiło do sieci
Ubrania pod sufitem
– Górnik po takiej ośmiogodzinnej pracy wychodzi z osinobusu cały przemoczony, brudny, w błocie – opowiada nadsztygar Grzegorz Przebieracz.
Twoja przeglądarka nie obsługuje elementu audio.
Przed wejściem do łaźni
Robocze ubrania zostawiane są w szatni. Ogromna hala wypełniona jest stanowiskami poszczególnych pracowników. Każdy z nich przypisany miał swój numer, łańcuch i hak, na którym zawieszał swoje ubrania. Następnie podciągał je na górę, by wyschły do kolejnej zmiany. Dziś pod sufitem wisi ich już znacznie mniej, niż kiedyś, ale wciąż zachowały się jeszcze gdzieniegdzie naklejki z nazwiskami poszczególnych górników, którzy w taki sposób zaznaczali swoje miejsca.
Następnie, już bez ubrań, górnicy przechodzili do łaźni. Jak wyglądali po zmianie najlepiej świadczy fakt, że – jak opowiada Grzegorz Przebieracz – szorować musieli siebie nawzajem. – Pył węglowy wchodzi dosłownie wszędzie, więc trzeba się nieźle wyszorować i nawet nie wiadomo, ile człowiek by się wyszorował, to i tak zakładając białą koszulę w niedzielę, kołnierzyk na koniec dnia będzie czarny.
Po drugiej stronie szatni znajduje się analogiczna szatnia z łańcuchami, na których wiszą już ubrania prywatne, które górnicy ubierają po zmianie.
Czuwają nad pracą kopalni
Swoje pomieszczenia w budynku mają również kierownicy. Grzegorz Przebieracz – kierownik zmiany C – pokazuje nam swoje biuro, gdzie codziennie odbiera i przekazuje raporty od swojego poprzednika i następcy oraz poszczególnych sztygarów odpowiedzialnych za elektrykę, automatykę czy koleje górnicze. – Wszyscy się łączą, każdy mówi, co w danym dniu ma zaplanowane. Czasami jest tak, że elektrycy potrzebują postój, mechanicy, górnicy, żeby to jakoś scalić, umówić się na daną godzinę, że robimy na przykład dwie godziny postoju od tej i do tej – wyjaśnia nadsztygar.
Biuro nadsztygara Grzegorza Przebieracza
Nad wszystkim czuwa jeszcze dodatkowo dyspozytor. To osoba, która w momencie swojego dyżuru ma podgląd na działanie wszystkich systemów kopalnianych, przede wszystkim KTZ, czyli zespołów koparek, przenośników taśmowych i zwałowarek. W dyspozytorni (w której zdjęć robić nie wolno ze względów bezpieczeństwa) znajdują się ogromne monitory pokazujące obraz z kamer umiejscowionych na odkrywce, pogląd na różnego rodzaju czujniki oraz niemal bez przerwy dzwoniące telefony, przez które poszczególni pracownicy meldują o problemach i sytuacji na odkrywce. Dyspozytor zaś nadzoruje ruch poszczególnych KTZ i może zatrzymywać lub wznawiać ich prace.
Kiedyś KTZ-ów na konińskiej kopalni było znacznie więcej. Dziś już ostatnie świecą na zielono na ścianie dyspozytorni.