Łódź: Tajemnicza śmierć mężczyzny w garażu przy ul. Łęczyckiej. Jest nowa hipoteza przyczyny śmierci i ciężkiego stanu jego znajomej
Nie żyje 34-letni mężczyzna, jego o 4 lata starsza znajoma w stanie ciężkim trafiła do szpitala. Oboje przebywali w garażu przy ul. Łęczyckiej, gdzie zmarły mężczyzna naprawiał samochód. Co się wydarzyło w niedzielę (12 października), przed tym, jak po godz. 18 znaleziono ich nieprzytomnych? Śledczy mają nową hipotezę.
Źródło zdjęć: © Polska Press Grupa | Lila Sayed
Lila Sayed
- Wiele wskazuje na to, że doszło do zatrucia i śmiertelnego zatrucia spalinami wydobywającymi się z agregatu prądotwórczego, który znajdował się w garażu (urządzenie pomagało przy naprawie auta - przyp. red.) - informuje Paweł Jasiak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi. - Tę hipotezę potwierdzi lub jej zaprzeczy zlecona sekcja zwłok zmarłego mężczyzny.
"To skandal". Nagrała to co działo się przed paczkomatem. Mamy komentarz Inpostu
Śledczy czekają też na wyniki badań laboratoryjnych znalezionej w garażu fiolki z białym proszkiem. Wykluczono natomiast prawdopodobieństwo zatrucia tlenkiem węgla, bo w garażu nie stwierdzono jego stężenia.
Przypominamy, że do makabrycznego odkrycia doszło w niedzielę po godz. 18. Nieprzytomną parę odnalazł chłopak hospitalizowanej kobiety. Służby podjęły próbę reanimacji 34-latka, ale bezskutecznie. Lekarz stwierdził zgon.
Garaż, w którym odnaleziono 34-latka i jego znajomą, był wynajmowany.