Prokuratura przedłuża śledztwo w sprawie zaginięcia Beaty Klimek

O pół roku Prokuratura Regionalna w Szczecinie przedłużyła śledztwo w sprawie zaginięcia Beaty Klimek. Nikt nie usłyszał zarzutów. - Wciąż trwa gromadzenie materiału dowodowego - mówi prokurator Małgorzata Wojciechowicz.
Wirtualna Polska
Źródło zdjęć: © Polska Press Grupa | archiwum Polska Press
Mariusz Parkitny

O tej sprawie słyszała cała Polska. Na powrót mamy czeka trójka jej małych dzieci, siostra, która się nimi teraz opiekuje i siostrzenica, która od dnia zaginięcia nie ustaje w staraniach, aby wyjaśnić, co się stało z ukochaną ciocią.

A tragedia rozegrała się praktycznie na przestrzeni kilkuset metrów w małej miejscowości pod Łobzem.

PiS i Konfederacja w koalicji? Zaskakujące słowa w Sejmie

Pani Beata wyszła rano z domu, aby odprowadzić dzieci na autobus do szkoły. Odległość między przystankiem a posesją to kilkaset metrów. W drodze do domu kobieta odwiedziła jeszcze sąsiadkę, która chciała się z nią podzielić świeżym mięsem, które akurat dostała. Do domu zostało jej ok. 200 metrów. Wyszła od sąsiadki i ruszyła do domu po dokumenty dobrze sobie znaną ulicą. Za chwilę miała jechać do pracy w Łobzie. Ale do domu już nie dotarła.

Jak to w takich sprawach bywa, podejrzenia padły na jej męża. Ale prokuratura nie znalazła żadnych dowodów jego winy. Mężczyzna, kiedy jeszcze rozmawiał z mediami, stanowczo zaprzeczał, że skrzywdził żonę. W tamtym czasie para planowała rozwód po 26 latach małżeństwa, a mężczyzna był już związany z inną kobietą (potem z nią zerwał).

- Przedłużyliśmy śledztwo o pół roku. Wciąż trwa gromadzenie materiału dowodowego. Do tej pory przesłuchaliśmy wiele świadków, zleciliśmy wiele specjalistycznych opinii, których wyników dla dobra śledztwa w tej chwili nie ujawniamy, badaliśmy teren, w którym doszło do zaginięcia. Nikt nie usłyszał zarzutów. Postępowanie prowadzone jest pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci, ale to standardowa kwalifikacja w takich przypadkach - mówi prokurator Małgorzata Wojciechowicz z Prokuratury Regionalnej w Szczecinie.

Po kilku miesiącach od zaginięcia pani Beaty, jej mąż usłyszał zarzuty znęcania nad dziećmi.

- Śledztwo to zostało zainicjowane złożeniem zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez szkołę podstawową, do której uczęszczały małoletni pokrzywdzeni. W toku postępowania gromadzono niezbędny materiał dowodowy, w tym przesłuchiwano w charakterze świadków osoby posiadające wiedzę o sytuacji rodzinnej małoletnich. W ocenie prokuratora zgromadzony na obecnym etapie materiał dowodowy dawał dostateczne podstawy dla wydania względem Jana K. postanowienia o przedstawieniu zarzutu znęcania - mówił prokurator Łukasz Błogowski z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.

Jan K. nie przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia. Po przesłuchaniu wyszedł na wolność za 20 tys. poręczeniem majątkowym. Ma zakaz kontaktowania się w jakiejkolwiek formie z małoletnimi pokrzywdzonymi oraz zbliżania się do nich. Grozi mu do 8 lat więzienia.

Jakiś czas temu nagrał audycję, która wyemitował w internecie. Przekonywał opinię publiczną, że był dobrym mężem i ojcem i będzie walczył o dzieci. Przyznał też, że nie jest już z dotychczasową partnerką. O zaginięciu żony jednak nie wspomniał.

Bardzo bałem się samotności emocjonalnej. Miałem rodzinę, a czułem się samotnie. Czułem, że jestem tylko do zarabiania pieniędzy. Brakowało mi zwykłego ciepła, zauważenia, małego gestu czy czułości. Popełniłem błąd, szukając tego poza domem. Pokochałem inną kobietę i wyprowadziłem się z domu. Mniej czasu poświęcałem dzieciom - broni się.

Nie poruszył tematu zaginięcia żony.

- Po ślubie z Beatą, jak każde młode małżeństwo, chcieliśmy stworzyć pełną rodzinę. Chcieliśmy, aby nasz dom był wypełniony śmiechem, zabawą. Mimo wielu starań, nie dane nam było zostać rodzicami, podjęliśmy więc próby in vitro, które również były nieskuteczne. Nasza rodzina była niepełna. Brakowało do pełni szczęścia tupotu małych nóżek. Wspólnie z żoną Beatą podjęliśmy decyzję o pozostaniu rodzicami adopcyjnymi. Zgłosiliśmy się do ośrodka szkoleniowego dla rodziców adopcyjnych i przeszliśmy testy, a następnie dwuletnie szkolenie. Przez cały ten czas wspieraliśmy się wzajemnie w dążeniu do powiększenia rodziny. Po zakończonym okresie szkolenia wyraziliśmy chęć adopcji dwójki dzieci. Doczekaliśmy się dnia, kiedy zaproponowano nam adopcję trójki dzieci, rodzeństwa. Oboje, bez wahania, od razu zgodziliśmy się - wyjaśniał.

Wybrane dla Ciebie
Kraków: Górale i Piotr Cyrwus zaczarowali Podgórze tatrzańskimi nutami
Kraków: Górale i Piotr Cyrwus zaczarowali Podgórze tatrzańskimi nutami
Małopolskie: Mikołaj przyjechał do Biecza na elektrycznej hulajnodze
Małopolskie: Mikołaj przyjechał do Biecza na elektrycznej hulajnodze
Dąbrowa Górnicza: Tłumy na kiermaszu. Magia Świąt już jest
Dąbrowa Górnicza: Tłumy na kiermaszu. Magia Świąt już jest
Zielona Góra: Wyjątkowa szkoła świętuje 50‑lecie. Zaprasza na wystawy
Zielona Góra: Wyjątkowa szkoła świętuje 50‑lecie. Zaprasza na wystawy
Częstochowa: Jarmark Bożonarodzeniowy rozświetlił Plac Biegańskiego
Częstochowa: Jarmark Bożonarodzeniowy rozświetlił Plac Biegańskiego
Wielkopolskie: Damasławskie Mikołajki 2025 nie tylko dla dzieci
Wielkopolskie: Damasławskie Mikołajki 2025 nie tylko dla dzieci
Bydgoszcz: Koncert "Świąteczny Miś" w Collegium Medicum
Bydgoszcz: Koncert "Świąteczny Miś" w Collegium Medicum
GTA 5: Kultowa postać powraca po 12 latach w zupełnie nowej odsłonie
GTA 5: Kultowa postać powraca po 12 latach w zupełnie nowej odsłonie
Kraków: Spór w schronisku. Ruszyły mediacje w sprawie płac i warunków
Kraków: Spór w schronisku. Ruszyły mediacje w sprawie płac i warunków
Trzy grudniowe niedziele handlowe. Pierwsza już w ten weekend
Trzy grudniowe niedziele handlowe. Pierwsza już w ten weekend
Nikiszowiec: Ruszył magiczny Jarmark Bożonarodzeniowy
Nikiszowiec: Ruszył magiczny Jarmark Bożonarodzeniowy
Lublin: Śledczy wyjaśniają dwa śmiertelne postrzelenia. Będzie protest
Lublin: Śledczy wyjaśniają dwa śmiertelne postrzelenia. Będzie protest
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI! 👇