Jak polski biegacz, Jan Staniszewski cudem przeżył wojnę?
Był wrzesień, rok 1945. Sport polski powoli podnosił się po wojennej zawierusze. Na pustej chwilowo bieżni w Warszawie, pośród gwaru zebranych, leżał na ławce wysoki, szczupły mężczyzna. Twarz miał skupioną, oczy przymknięte, dłonie oparte na kolanach. Jan Staniszewski, dawny mistrz średnich dystansów, znów był tam, gdzie czuł się najlepiej, na stadionie. Wokół znajome odgłosy sportowej rywalizacji. Rozbrzmiewały oklaski i nawoływania trenerów, ale on pozostawał w swoim świecie, spokojny, skupiony. Minęło wiele lat, odkąd oklaskiwano go jako jednego z najlepszych biegaczy Europy. Czas zdążył pokryć kurzem tamtą sławę, a jednak jego obecność miała w sobie coś symbolicznego. Bo wojnę przeżył. Można by rzec, że w cudownych okolicznościach.