Kiedy milczenie staje się językiem. "Opowieść o starym dziecku", Jenny Erpenbeck [RECENZJA]
Pojawia się znikąd. Mogłaby nazywać się "Bez". Jest bowiem bezimienna, bezbarwna, bezkształtna, bezosobowa i bezradna. Gdy odnajduje ją policja, jedyne, co posiada, to pusty kubeł, którego kurczowo się trzyma. Niema i zagubiona, zapytana o pochodzenie oraz tożsamość, z trudem wydusza z siebie jedną informację: ma czternaście lat. Jak gdyby nigdy nic, zostaje więc odstawiona do sierocińca. I właśnie wtedy słowo "bez" powraca ze zdwojoną siłą. Zakład, do którego trafia bohaterka "Opowieści o starym dziecku" Jenny Erpenbeck, okazuje się miejscem bezdusznym, bezkompromisowym i bezlitosnym. Nic więc dziwnego, że jedynym pragnieniem dziewczynki stają się niewidzialność i sen.