Zamek nad Jeziorem Smolary w Gołańczy. Straszy w nim duch kasztelanki
Nad Jeziorem Smolary w Gołańczy po dziś dzień góruje zamek z czerwonej cegły. Regularnie, jak wynika z legend i lokalnych doniesień, ma pojawiać się tu także duch. Jak opisuje w książce pt. "Klechdy domowe" Czesław Kędzierski, duch ma o północy wypływać z dna jeziora. Unosić się nad powierzchnią fali, zrywać róże wodne, pleść wianek. Towarzyszyć mu mają wodnice. Nad jeziorem ma unosić się także ich śpiew:
Od głębin, od topieli
Wypływa kasztelanka,
Wśród fal świetlanej bieli
Róż wodny sięga wianka
Raz w rok w czerwcową nockę,
Gdy roczek jeden minie -
Tęsknota ciągnie pannę
Z pałacu w wód głębinie.
Wypływa kasztelanka,
By ujrzeć ojców zamek
I ziemię swą ojczystą,
I świeżych róż wziąć wianek.
Nie chciała cudzoziemca,
Swój ocalić chciała lud,
W ofiarnej więc miłości
Do jeziornych zeszła wód.
O panno ty rycerska,
W fali świetlanej bieli płyń,
Dzielna i bohaterska
Słyń wśród ludu Polski, słyń.
Słowa, jakie mają śpiewać wodnice w książce spisał także Czesław Kędzierski.
Kasztelanka z Gołańczy nie chciała Szweda i wskoczyła do jeziora
Według legendy wspomniana kasztelanka miała być córką właściciela zamku. To w nim mieli schronić się mieszkańcy okolicy przed nadciągającymi wojskami szwedzkimi. Armia ostatecznie dotarła pod mury fortecy, która miała być z wszystkich stron otoczona wodą.
- W zamku wielu żołnierzy nie było, ale za to było mnóstwo starców, kobiet i dzieci. Oblężeni trzymali się dopóty, dopóki starczało im żywności. Kiedy jednak śmierć głodowa zajrzała im w oczy, kasztelan postanowił poddać się, by od śmierci głodowej uratować ludność - głoszą spisane słowa legendy.
Gdy otwarto bramy i kasztelan wraz ze swoją córką wyszli z zamku, jej widok miał oczarować dowódcę wojsk. Ten zapragnął ją poślubić.
- Przysięgnij mi, pułkowniku, że jeśli stąd odejdę, opuścisz również zamek ten wraz ze swym wojskiem i nie wyrządzisz żadnej krzywdy ani ojcu memu, ani starcom, ani kobietom ,nie dzieciom w tym zamku ukrytym - miała zaproponować dziewczyna.
Rzeź obrońców zamku w Gołańczy
Samo oblężenie zamku jak się okazuje rzeczywiście miało miejsce. Nie zakończyło się jednak puszczeniem obrońców wolno, lecz rzezią.
Według najstarszej relacji nowego proboszcza zginąć miało wówczas 3 księży oraz 425 osób z ludu, razem 428 ludzi. Jak zdali sprawę Szymon Picuła i Marcin Wołek poległo aż 500 osób, w tym trzech księży i dwóch synów pani Grudziński (czyli Ewy Alojzy ze Zbyszewskich Grudzińskiej, primo voto Smoguleckiej), zaś Same Panią postrzeleli. Samuel Pufendorf podał znów liczbę 200 chłopów z nieokreśloną ilością szlachty oraz dowodzącym nimi "kasztelanem", przy czym spośród ofiar odjąć trzeba osoby niebędące "przy broni", którym to darowano wedle tegoż życie - wskazywał w rozmowie z naszemiasto.pl profesor Artur Różański, który już w XXI wieku prowadził prace archeologiczne na terenie warowni.
Kim była kasztelanka z Gołańczy?
Czy sama kasztelanka także istniała? Pewne jest, że nie była kasztelanką. Osoba piastująca stanowisko kasztelana nigdy bowiem nie mieszkała w zamku w Gołańczy.
Są jednak przypuszczenia kim mogła być legendarna "kasztelanka". - Zamieszanie w tym temacie wprowadza wspomniany już wyżej tekst Samuela Pufendorfa, który wspomina jakiegoś kasztelana siedzącego w zamku. Najpewniej S. Pufendorf miał na myśli najstarszego spośród potomstwa Ewy Alojzy; Pawła Wawrzyńca, który w 1656 roku miał ukończone 20 lat, a o których milczą późniejsze źródła. Gdzie zatem owa „kasztelanka”? Wypada odnotować, iż „popotopowe” źródła nie wzmiankują już także urodzonej w 1642 roku Marciny Izabeli (córki Ewy Alojzy i siostry Pawła Wawrzyńca) mającej w chwili ataku na Gołańcz 14 wiosen. O jej śmierci nie informuje wprawdzie chłopska relacja z 1659 roku, niemniej zanurzona w tradycji legenda wspomina o ofierze odważnej młodej kobiety, określanej jako córka właściciela zamku. Pomijając niemożliwe do zweryfikowania wątki romantyczne i oczywiste błędy, sama obecność 14-latki w obleganych murach nie jest wykluczona, zważywszy na przebywanie tam jej matki oraz odnalezienie dziecięcych i młodzieńczych szkieletów we wspominanej mogile – przyznaje archeolog.
Bez wątpienia zamek w Gołańczy i legendy z nim związane mogą stać się niezwykle ciekawym wyróżnikiem, które do miasta mogą przyciągnąć w przyszłości turystów zainteresowanych dawnymi dziejami.