Poznań: Areszt dla Łukasza W., rusznikarza spod Gostynia
Strzelanina w Smogorzewie pod Gostyniem wciąż wyjaśniana
Śledczy i prokuratorzy wciąż wyjaśniają wszytki okoliczności strzelaniny, jaka miała miejsce w niedzielny wieczór 2 listopada w Smogorzewie pod Gostyniem.
Różowe słonie przeszły ulicami Bangkoku. "Ceremonia jest wspaniała"
Według pierwszych informacji na prywatnej posesji, gdzie działa rusznikarnia, miały pojawić się obce samochody, a następnie miały one odjechać leśną drogą w kierunku Piasków. To tam, w lesie, miały paść strzały.
Po przybyciu na miejsce policjanci odnaleźli samochód w rowie i trzy osoby - dwie z ranami postrzałowymi oraz właściciela posesji. Rozpoczęto również obławę na uczestników zdarzenia, którzy zbiegli z samochodu. Do ich zatrzymania doszło na oddalonej o kilka kilometrów stacji benzynowej.
Efektem niedzielnej strzelaniny i obławy pod Gostyniem było zatrzymanie w sumie pięciu osób w wieku od 28 do 46 lat. Czterech mężczyzn to mieszkańcy województwa lubuskiego, którzy już wcześniej byli notowani przez policję, a piątym zatrzymanym jest właściciel rusznikarni.
Przesłuchania i dowody powoli ukazują przebieg zdarzeń w Smogorzewie
Okazuje się, że zebrane dowody, w tym nagrania z monitoringu na posesji, oraz zeznania osób zatrzymanych i postronnych nieco inaczej rysują przebieg zdarzeń, niż wyglądał to pierwotnie.
Jak informował nas prok. Łukasz Wawrzyniak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, już na posesji miały paść strzały, co zarejestrowały kamery monitoringu. Strzelającym był 43-letni Łukasz W., właściciel rusznikarni, który następnie ruszył w pościg za odjeżdżającym samochodem. Najprawdopodobniej doprowadził on do zjechania ściganego auta w rów, a następnie oddał kolejne strzały.
Ostatecznie to właściciel rusznikarni usłyszał w poniedziałek 3 listopada, cztery zarzuty usiłowania zabójstwa. Jak wynika z naszych informacji, nie przyznaje się on do winy.
Z kolei pozostała czwórka zatrzymanych mężczyzn ma w tej sprawie status osób poszkodowanych.
Sąd zdecydował o areszcie dla Łukasza W., rusznikarza spod Gostynia
Prokuratura i śledczy po analizie już zebranych dowodów i zeznań wystąpili do Sądu Rejonowego w Poznaniu z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie Łukasza W. Rozprawa odbyła się w środę 5 listopada. Zdecydowano o trzymiesięcznym zatrzymaniu mężczyzny.
Jak przekazała Polskiej Agencji Prasowej prok. Aneta Chamczyńska-Penkala z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, Łukasz W. w trakcie rozprawy nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Prokurator podkreśliła również, że sprawa nadal ma bardzo dynamiczny charakter.
- Ciągle wpływają jakieś nowe dowody, które są weryfikowane - przekazała i dodała, że zw względu na dobro śledztwa nie będzie wchodzić w szczegóły.
Co istotne w tej sprawie i na co zwrócił uwagę w wypowiedzi dla PAP prok. Michał Smętkowski z poznańskiej prokuratury okręgowej, to brak obecnie dowodów, żeby zachowanie Łukasza W. można było uznać za obronę konieczną.
Z informacji przekazanych przez prok. Smętkowskiego wynika także, że czwórka mężczyzn nie weszła na teren posesji należącej do Łukasza W., a przed posesją znaleźli się przypadkowo i nie znają tego mężczyzny.
Łukasz W. trafi do aresztu, a co z pozostałymi uczestnikami?
Z informacji przekazywanych przez poznańską prokuraturę okręgową wynika, że czterech mężczyzn zatrzymanych razem z Łukaszem W. również została przesłuchana, mają jednak oni nadal status osób poszkodowanych. Co więcej, zeznania rusznikarza i pozostałych są rozbieżne. Mężczyźni po przesłuchaniu zostali zwolnieni do domów.
Za usiłowanie zabójstwa Łukaszowi W. grozi kara od ośmiu lat pozbawienia wolności do dożywocia.