Wjechał w budynek sądu na Bemowie. Miał kilka zakazów prowadzenia pojazdów. Trafił już do aresztu
Sądowy zakaz prowadzenia pojazdów
- Sądowe zakazy prowadzenia pojazdów mechanicznych miał kierowca samochodu dostawczego, który przed tygodniem wjechał w budynek sądu przy ul. Kocjana na Bemowie – poinformował rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Antoni Skiba.
Świadek podniósł alarm. Spójrzcie na nagranie ze Śląska
Michał Ż. trafił na trzy miesiące do aresztu. Zakazy prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych miał orzeczone przez cztery sądy rejonowe – żoliborski, w Przasnyszu, Szczytnie i w Wejherowie. W zdarzeniu, do którego doszło w środę, ucierpiał jedynie sprawca, ale szkody po wyłamaniu szlabanu i wjechaniu w fasadę budynku wyceniono na 50 tys. zł.
Dostawczak wjechał w budynek sądu w Warszawie
38-letni kierowca chciał wjechać samochodem dostawczym na teren sądu rejonowego dla Warszawy-Woli. Podczas sprzeczki z pracownikiem ochrony użył gazu, następnie wyłamał szlaban, skierował samochód w stronę głównego wejścia sądu i z impetem uderzył w fasadę budynku. Po zderzeniu trafił do szpitala.
O areszcie zdecydowali sędziowie tego samego sądu na wniosek wolskiej prokuratury rejonowej – podał w komunikacie rzecznik. Jej prokurator zarzucił kierowcy m.in., że naruszył nietykalność pracownika ochrony budynku i próbował to zrobić również wobec strażnika miejskiego – rozpylił w ich stronę gaz pieprzowy, a strażnika próbował uderzyć metalową pałką oraz uszkodził mienie sądu o szacowanej wartości 50 tys. zł – poinformował Skiba.
Reakcja ministra sprawiedliwości
Przed tygodniem do zdarzenia odniósł się na X minister sprawiedliwości Adam Bodnar, który podziękował funkcjonariuszom straży miejskiej i policji za „niezwykle szybką, profesjonalną i przede wszystkim – skuteczną interwencję”. Zaznaczył, że chociaż nikomu nic się nie stało, zdarzenie było groźne i wiązało się z niebezpieczeństwem dla osób, które wówczas były przed budynkiem sądu.
"Nie może być jednak tolerancji dla osób powodujących tego rodzaju zagrożenia. Prokuratura niezwłocznie podejmie czynności wobec zatrzymanego sprawcy" – zapewnił wówczas szef MS.
Ż. ma trafić do aresztu z oddziałem szpitalnym. Grozi mu do pięciu lat więzienia.