Kraków: Kasia Moś wystąpi 23 listopada w kinie Kijów
Wszystko to, czego nie da się powiedzieć" - pod hasłem zaczerpniętym od tytułu ostatniej płyty Kasi Moś, odbędzie się w niedzielę 23 listopada o godz. 17 koncert popularnej wokalistki w krakowskim kinie Kijów. Usłyszymy jej nowe piosenki oraz największe przeboje.
Od klasyki do MTV
Wychowała się na Śląsku, ale ma góralskie korzenie. Jeden z jej dziadków miał gospodarstwo w Mszanie Dolnej i tam spędzała jako dziecko każde wakacje. Jej rodzice są od zawsze związani z muzyką klasyczną. Tata Marek najpierw założył ceniony Kwartet Śląski, a teraz prowadzi prestiżową orkiestrę kameralną Aukso. Mama Joanna z kolei przez lata grała na altówce.
Wstydliwy zakątek w polskim mieście. Zdjęli szpecące ogrodzenie, a tam niespodzianka
Nic więc dziwnego, że klasyka rozbrzmiewała w domu państwa Mosiów od zawsze. To sprawiło, że Kasia poszła do podstawowej szkoły muzycznej i uczyła się gry na wiolonczeli, fortepianie i skrzypcach. Nigdy tego jednak tak naprawdę nie lubiła. Będąc nastolatką, odkryła w sobie natomiast miłość do śpiewu.
- Jako młoda dziewczynka namiętnie oglądałam MTV. Znałam wszystkie piosenki i teledyski. Najpierw uwielbiałam Michaela Jacksona, potem słuchaliśmy z bratem na okrągło Backstreet Boys. Zachwycało nas to, jak są ze sobą zgrani wokalnie. Wszystkie te fascynacje wpłynęły na moją chęć uczenia się śpiewu. Tym bardziej, że od razu czułam, iż sprawia mi to ogromną radość - tłumaczy nam wokalistka.
Amerykański sen
Rodzice nie czuli się zawiedzeni tym, że Kasia wybrała pop zamiast klasyki. Zapisali ją na lekcje śpiewu i mając 16 lat ich córka po raz pierwszy wystąpiła publicznie. Poszło jej dobrze i dwa lata później pojawiła się w telewizyjnych eliminacjach do konkursu Eurowizji, śpiewając piosenkę Roberta Jansona. Tym razem się nie udało - i to trochę podcięło jej skrzydła. Aby oderwać się od przykrych wspomnień, Kasia poleciała do USA na wakacje.
- W Las Vegas koleżanka namówiła mnie, abym zaśpiewała w jednym z barów karaoke. Los chciał, że na sali była jedna z tancerek z zespołu Matta Gossa. Podeszła do mnie - i poprosiła, abym po powrocie do Polski nagrała i przesłała jej demo z moimi piosenkami. Tak też zrobiłam - i miesiąc później byłam na przesłuchaniach, a kilka tygodni później śpiewałam w Viper Roomie w Los Angeles jako członkini The Pussycat Dolls Burlesque Review - śmieje się piosenkarka.
W finale Eurowizji
Początkowo Kasia była podekscytowana amerykańską przygodą, ale z czasem zaczęła tęsknić za bliskimi. Poleciała na urodziny brata Mateusza - i już została w Polsce. Z jego pomocą (jest utalentowanym skrzypkiem i producentem muzycznym) nagrała swą debiutancką płytę "Inspiration", która zawierała "czarne" brzmienia - jazz, soul i R&B. Nie zrezygnowała przy tym z dobijania się do Eurowizji i w końcu się jej udało: w 2017 roku pojechała na finał konkursu do Kijowa, aby zaśpiewać "Flashlight". Zajęła 22. miejsce.
- Ten występ był dla mnie super doświadczeniem. Żałuję tylko, że nie pojechałam do Kijowa z utworem "Addiction", tylko z "Flashlight", bo wydaje mi się, że ten pierwszy był bardziej nowatorski i inny niż wszystkie piosenki, które wtedy tam śpiewano. Współtworzyłam oba te utwory, ale zdecydowanie wolę ten pierwszy, może dlatego, że sama napisałam do niego tekst. Ale wysłaliśmy na preselekcje "Flashlight" - i już nie było odwrotu - podkreśla.
Skondensowana prawda
W kolejnych latach Kasia zabrała się ostro za nagrywanie płyt. Najpierw wydała album z własnymi interpretacjami operowych pieśni Stanisława Moniuszki, nagrany z orkiestrą Aukso, a potem popowy krążek "Wszystko to, czego nie da się powiedzieć". Ten drugi był kolekcją jej przebojowych singli z lat 2018-2024, jak "Wild Eyes", "Mimi", "Bezdźwięcznie", "Femme Fatale" czy "Płynę".
- Pomyślałam, że ta płyta to taki rodzaj składanki. Kiedyś jako nastolatki nagrywaliśmy sobie takie. Najpierw na kasetach, a potem na płytach - na jakąś imprezę, to z jakiejś okazji, to dla kogoś, choćby dla wybranka czy wybranki serca. I tak potraktowałam ten nowy album. Kiedy dziś ludzie wkładają go sobie do odtwarzacza, to słyszą to, co trudno mi wyrazić słowami, a łatwiej przekazać w muzyce, w ciszy, w oddechu. To taka skondensowana w piosenkach prawda o mnie - podkreśla.
Na początku tego roku na świat przyszedł syn Kasi i neurochirurga Łukasza Grabarczyka - Amadeusz. Piosenkarka wzięła więc sobie urlop macierzyński. Teraz jednak powraca już na estrady, promując płytę "Wszystko to, czego nie da się powiedzieć". W Krakowie zobaczymy ją 23 listopada o godz. 17 w kinie Kijów. Bilety w cenach od 140 do 200 zł w serwisie www.adria-art.pl