Łódź: To, że choinka nie odpaliła to jeszcze nic! Tłok, chaos i strach. Łodzianie krytykują organizację sobotniej imprezy i domagają się wyjaśnień
Łodzianie nie przebierają w słowach: dramat organizacyjny
Nie ustają dyskusje na temat sobotniej inauguracji świątecznego jarmarku oraz tego, co działo się na placu Wolności w momencie, gdy odpalana była nowa choinka i iluminacja ulicy Piotrkowskiej.
To, że choinka nie błysnęła milionem świetełek od pierwszego wciśnięcia symbolicznego guzika to jeszcze nic. Krytyczne głosy dotyczą całej organizacji. Według łodzian, którzy przyszli tam ze swoimi rodzinami, impreza nie została odpowiednio przygotowana.
Nieodśnieżona nawierzchnia, ślisko, wąskie gardło przy wlocie na ulicę Piotrkowską - to główne zarzuty uczestników. Dzielą się nimi w social mediach.
Świadek podniósł alarm. Spójrzcie na nagranie ze Śląska
Tłok, chaos i strach - łodzianie o "odpaleniu" światełek na placu Wolności
Inauguracja świątecznych iluminacji na placu Wolności miała być radosnym wydarzeniem, które wprowadzi mieszkańców Łodzi w bożonarodzeniowy nastrój. Zamiast tego wielu uczestników wspomina sobotni wieczór jako pełen obaw o bezpieczeństwo. W sieci pojawiło się wiele komentarzy opisujących chaos organizacyjny, zagrożenie i skrajne emocje.
Wąskie gardło i panika w tłumie
Najczęściej powtarzającym się zarzutem jest fatalna organizacja ruchu. Zwężona Piotrkowska, w miejscu łączącym ją z placem Wolności, stała się "wąskim gardłem", które zablokowało ludzi próbujących się przemieszczać.
Jedna z uczestniczek relacjonuje:
"Po włączeniu światełek tłum ruszył... a ponieważ Piotrkowska była zwężona do jednej trzeciej szerokości, ludzie się praktycznie miażdżyli. W tłumie było mnóstwo dzieci i wózków. Sytuacja była poważna i bliska krytycznej."
Podobnie opisuje kolejna osoba:
"Małe dzieci, starsze osoby - wszyscy zgnieceni. Jedni chcieli wyjść, inni się pchali, bo próbowali wejść. Płacz i krzyki. To była droga przez mękę."
Brak kontroli i przygotowania terenu
Wielu łodzian zwraca uwagę, że miejsce wydarzenia nie zostało odpowiednio przygotowane - ani technicznie, ani pod kątem bezpieczeństwa.
"Zrobili spęd na nieodśnieżonym i nieodlodzonym terenie. Nikt nie panował nad tłumem, który parł w obie strony."
Padły także zarzuty dotyczące braku widocznej koordynacji służb porządkowych oraz nieprzemyślanej organizacji przestrzeni, która powinna być dostosowana do imprezy masowej.
Choinka odpalana na raty
Część mieszkańców wspomniała także o technicznych i formalnych wpadkach, które - w ich ocenie - stały się symbolem chaosu.
- Odpalenie choinki za czwartym czy piątym razem to nic w porównaniu z całym zamieszaniem, choć była to wisienka na torcie tej bezorganizacji - podsumowuje nasz czytelnik.
Wielu komentujących wprost domaga się reakcji władz miasta - wyjaśnienia sytuacji i przeprosin.
"Kto jest tak bezmyślny, żeby nie przewidzieć zachowania tłumu? Kto odpowiadał za organizację?" - pytają mieszkańcy.
Strach i rozczarowanie zepsuły świąteczny nastrój
Zamiast radości i wspólnego świętowania, wielu łodzian opuszczało plac Wolności z poczuciem zagrożenia i rozgoryczenia. W relacjach powtarza się: brak przygotowania, brak kontroli i brak wyobraźni. Nie pomogły nawet płynące ze sceny świąteczne piosenki.
Atmosfera nieco się poprawiła jak tłum się rozładował. Ci, którzy zamiast w Piotrkowską poszli w stronę ulicy Pomorskiej czy Legionów odetchnęli z ulgą widząc ludzki korek za sobą. Stwierdzali, że zobaczą iluminację głównej ulicy innym razem.
Natomiast pod samą sceną, gdzie odbywał się koncert Gosi Andrzejewicz jeszcze długo pozostawało tłoczno. Fani i fanki gorąco oklaskiwali jej występy.