Lubuszanin wysłał petycję do Sejmu RP, żeby pomóc ludziom pracować w normalnych warunkach. Czy z mobbingiem da się walczyć?
W tym artykule:
Skandal korupcyjny w Ukrainie. Najbliższe otoczenie Zełenskiego pod lupą służb
Problemy mobbingowanych
- To duży duży problem, który traktowany jest, jak temat tabu, a ofiary mogą nie czuć się pewnie - mówi nam pan Krzysztof, który wysłał do redakcji list w sprawie konieczności wprowadzenia w kraju konkretnych procedur antymobbingowych, zwłaszcza w jednostkach publicznych. Zainteresował się nową procedurą w Urzędzie Miasta Zielona Góra. Zauważył, że nie ma możliwości anonimowych zgłoszeń. Zebrał wątpliwości i wysłał do urzędu. Chciał m.in., aby "można było zgłaszać przypadki mobbingu anonimowo, by w składzie komisji znalazły się osoby spoza struktury urzędu, by osoba zgłaszająca nie była pozostawiona sama sobie i miała dostęp do wsparcia psychologicznego oraz prawnego, a także by postępowania nie trwały w nieskończoność, lecz miały określony i rozsądny termin zakończenia". Dowiedział się, że dokument będzie udoskonalany w miarę potrzeb.
- To klasyczna formuła, w której pozorna otwartość przykrywa całkowity brak woli działania. Nie ma w niej ani jednego słowa o tym, co zostanie rozważone, co odrzucone, ani dlaczego. Nie ma też żadnej daty, żadnego planu, żadnego nazwiska osoby odpowiedzialnej. Jest wyłącznie urzędniczy bezruch, ubrany w neutralne brzmienie - uważa.
Na pytanie, dlaczego zajął się tematem, odpowiada, że nie szuka sensacji, ani nie oczekuje rewolucji.
- Kiedyś miałem taki przypadek, wycofałem się zagryzłem zęby, poszedłem dalej. Na sesji terapeutycznej dowiedziałem się, że trzeba było zareagować, pójść do sądu i walczyć o swoją godność. Ale to stare dzieje. Może przez to doświadczenie sprzed wielu lat jestem żywo zainteresowany tematem i wiem, jak to wygląda od środka, od strony pracownika - zdradza nam.
Masz doświadczenia osoby mobbingowanej? Weź udział w anonimowej sondzie. Chcesz się podzielić swoją historią? Napisz do nas. Zapewniamy anonimowość:
Zgłoszenie mobbingu. Czy powinno być anonimowe?
Zielonogórzanin wezwał urząd do merytorycznej odpowiedzi. Nie otrzymał, więc skierował skargę do rady miasta. Wysłał też petycję do Sejmu RP, która trafiła do komisji ds. petycji.
- Postuluję wprowadzenie ogólnopolskich standardów procedur antymobbingowych w administracji publicznej - takich, które zapewniają realną niezależność komisji, ochronę sygnalistów, obowiązek szkoleń oraz możliwość anonimowego zgłaszania nadużyć. To nie jest lokalna inicjatywa ani osobista sprawa. To próba pokazania ustawodawcy, że samorządy, pozostawione same sobie, nie stworzą skutecznych mechanizmów ochrony pracowników, jeśli nie zostaną do tego zobowiązane ustawowo. Wierzę, że właśnie w tym miejscu - w parlamencie - może zacząć się rozmowa o systemowych zmianach, których nie sposób przeprowadzić w pojedynczym urzędzie - uważa. - Zielona Góra nie jest wyjątkiem. Jest tylko kolejnym miastem, które pokazuje, że w polskim samorządzie wciąż panuje przekonanie, iż najbezpieczniej jest niczego nie zmieniać, niczego nie przyznać i niczego nie komentować. Tylko że milczenie nie rozwiązuje problemów, a unikanie trudnych tematów nie jest oznaką stabilności, lecz strachu - podkreśla.
Treść petycji TUTAJ
Urząd Miasta Zielona Góra odpowiada
Mirosław Gancarz, pełnomocnik prezydenta ds. polityki informacyjnej zapewnia, że prezydent, jako pracodawca wdrożył w urzędzie procedurę antymobbingową w zgodzie z przepisami Prawa pracy.
- Zgodnie z przyjętymi zasadami każdy pracownik, który jest poddany mobbingowi ma prawo do zgłoszenia takiej sytuacji. Wówczas Prezydent Miasta w celu obiektywnego wyjaśnienia sprawy powołuje komisję, której celem jest rozpatrzenie zgłoszenia - omawia procedurę M. Gancarz. W skład komisji wyznaczani są pracownicy urzędu i przedstawiciel związków zawodowych. Komisja po zakończonym postępowaniu dokonuje oceny zasadności zgłoszenia. - W przypadku uznania zgłoszenia za zasadne pracodawca podejmuje działania zmierzające do wyeliminowania nieprawidłowości oraz zapobieżenia ich występowania w przyszłości - podkreśla.
Ale nie odpowiada na pytanie, czy w ostatnim czasie w urzędzie wyjaśniane są takie sprawy.
Czy odpowiednie procedury mogą coś zmienić?
Jerzy Łaboński, Okręgowy Inspektor Pracy w Zielonej Górze nie odnosi się do sytuacji wskazanej przez Czytelnika w tym konkretnym urzędzie. Potwierdza jednak, że jak najbardziej wskazana jest obecność w komisji antymobbingowej przedstawiciela pracowników, np. związków zawodowych, a uregulowania formalne, pomimo braku obowiązku wynikającego z obecnie obowiązujących przepisów, powinny być przyjęte u każdego pracodawcy, szczególnie w sferze publicznej. Zaznacza też, że zapobieganie mobbingowi nie powinno kończyć się na opracowaniu procedur.
Nawet najlepsze, najdoskonalsze procedury nie pomogą, jeżeli nie będzie właściwej "kultury organizacji", jasnych i transparentnych zasad, dobrej woli w tak delikatnych sprawach, jak te związane z mobbingiem. Same przepisy nie rozwiążą problemów, jeśli nie będzie w pracy wzajemnego zrozumienia, to nic nie pomoże - uważa Jerzy Łaboński.
Do inspekcji pracy wpływają sygnały, że u wielu pracodawców, w tym jednostkach samorządowych, współpraca z partnerem społecznym w postaci związków zawodowych nie układa się najlepiej.
Kilka tygodni temu Okręgowy Inspektorat Pracy w Zielonej Górze zorganizował konferencję na temat przeciwdziałania zagrożeniom psychospołecznym w miejscu pracy. Zainteresowanie było tak duże, że trzeba było zmienić salę na większą.
- Uczestnicy byli aktywni i mieli dużo pytań. Prelegenci konferencji podkreślali, że nie sztuką jest przygotować odpowiednie procedury do rozpatrywania zgłoszeń występowania mobbingu. Problem nie leży w tym, żeby powołać komisję, ale żeby pracodawca podnosił kompetencje osób, które zarządzają pracownikami - mówi inspektor.
Okazuje się, że kierownik może np. nie potrafić we właściwy sposób wydawać poleceń. Jerzy Łaboński sugeruje potrzebę zdobywania miękkich kwalifikacji przez kierownictwo i naukę odpowiednich zachowań, po to, aby przeciwdziałać nieodpowiednim sytuacjom. - Pozostaje jeszcze kwestia kultury osobistej, ale i ją również można doskonalić - dodaje.
W badaniach ankietowych prowadzonych przez inspekcję, jako przyczynę problemów, pracownicy wskazują słaby kontakt z przełożonymi i brak zrozumienia pomiędzy pracownikami i osobami zarządzającymi.
Nasz Czytelnik liczy, że "posłowie przychylą się do treści petycji i zmienią definicję mobbingu oraz przeniosą ciężar dowodowy, żeby to pracodawca udowodniał, że nie jest mobberem, bo teraz to pracownik musi udowodnić, że jest mobbingowany".
List Czytelnika. Pełna treść
Złożyłem wniosek do Prezydenta Miasta Zielona Góra o zmianę zarządzenia w sprawie procedury antymobbingowej. Nie oczekiwałem rewolucji, nie szukałem sensacji, nie próbowałem kwestionować niczyich decyzji personalnych. Chciałem tylko, aby obowiązujący w urzędzie dokument, który z definicji ma chronić ludzi, a nie stanowiska, został dostosowany do elementarnych standardów: by można było zgłaszać przypadki mobbingu anonimowo, by w składzie komisji znalazły się osoby spoza struktury urzędu, by osoba zgłaszająca nie była pozostawiona sama sobie i miała dostęp do wsparcia psychologicznego oraz prawnego, a także by postępowania w takich sprawach nie trwały w nieskończoność, lecz miały jasno określony i rozsądny termin zakończenia.
W odpowiedzi otrzymałem jedno zdanie, które w swej lakoniczności mówi bardzo wiele o sposobie myślenia władzy: "Procedura będzie aktualizowana i uzupełniana w trakcie jej stosowania, jeżeli zajdzie taka potrzeba". To klasyczna formuła, w której pozorna otwartość przykrywa całkowity brak woli działania. Nie ma w niej ani jednego słowa o tym, co zostanie rozważone, co odrzucone, ani dlaczego. Nie ma też żadnej daty, żadnego planu, żadnego nazwiska osoby odpowiedzialnej. Jest wyłącznie urzędniczy bezruch, ubrany w neutralne brzmienie.
Ponieważ odpowiedź była pusta, wezwałem urząd do jej uzupełnienia - punkt po punkcie, konkretnie, z uzasadnieniem. Mijają tygodnie i miesiące, a odpowiedzi nadal brak. W tym czasie zdążyłem zapoznać się z danymi, które sam urząd udostępnił w trybie informacji publicznej. W latach 2023-2025 w Urzędzie Miasta Zielona Góra odnotowano tylko jedno zgłoszenie mobbingu. Sprawa wciąż jest w toku. Nie przeprowadzono żadnych szkoleń z zakresu przeciwdziałania mobbingowi. Skargi anonimowe z definicji się odrzuca, bo tak stanowi paragraf 10 zarządzenia. Komisja antymobbingowa składa się z Sekretarza Miasta jako przewodniczącego, dwóch osób wyznaczonych przez Prezydenta oraz przedstawiciela związków zawodowych wskazanego przez osobę zgłaszającą. Nie ma tam ani psychologa, ani prawnika pracy, którzy mogliby wnieść niezależną perspektywę. Innymi słowy: pracodawca bada sam siebie.
Formalnie rzecz biorąc, wszystko jest zgodne z przepisami. Ale merytorycznie - to system, który nie ma prawa działać. I widać to po danych. W instytucji zatrudniającej kilkaset osób w ciągu trzech lat pojawiło się jedno zgłoszenie. Można to interpretować dwojako: albo urząd jest oazą spokoju, w której nikt nigdy nie doświadczył żadnej formy presji, poniżenia czy wykluczenia, albo - co bardziej prawdopodobne - ludzie po prostu wiedzą, że nie mają dokąd z takimi sprawami pójść.
Moja skarga na sposób załatwienia sprawy trafiła do Komisji Skarg, Wniosków i Petycji Rady Miasta. Komisji, w której skład wchodzą wyłącznie radni z klubu prezydenckiego. To nie jest oskarżenie, tylko stwierdzenie faktu. W praktyce oznacza to, że ci sami ludzie, którzy odpowiadają politycznie za obecny stan rzeczy, będą opiniować skargę na działanie prezydenta. I choć w porządku prawnym wszystko się zgadza, to w sensie zdroworozsądkowym jest to sytuacja absurdalna.
To właśnie w tym miejscu najlepiej widać, jak wygląda mechanizm samorządowej samoobrony. Urząd działa poprawnie proceduralnie, ale całkowicie nieskutecznie merytorycznie. Władze reagują, ale niczego nie rozwiązują. Komisje zbierają się, ale nie dyskutują o treści, tylko o formie. Zamiast rzetelnie rozważyć wniosek, wygasza się temat - cicho, bez konfliktu, z zachowaniem wszystkich pozorów legalizmu.
Nie mam pretensji do urzędników, którzy działają w ramach narzuconego im systemu. Mam natomiast wrażenie, że ów system został stworzony po to, by wszystko mogło trwać tak, jak jest - bez rozliczania, bez zmiany, bez odpowiedzialności. Prezydent nie chce przyznać, że jego zarządzenie jest wadliwe, bo to oznaczałoby przyznanie się do błędu. Radni nie chcą się temu przyglądać, bo są lojalni wobec własnego zaplecza. A mieszkańcy nie mają realnego narzędzia, by wymusić reakcję.
Moja sprawa nie zakończyła się jednak w Zielonej Górze. Dokumenty, korespondencję i doświadczenia z tego postępowania przekazałem do Sejmu, w ramach petycji BKSP-155-X-665/25, która trafiła do właściwej komisji. W petycji tej postuluję wprowadzenie ogólnopolskich standardów procedur antymobbingowych w administracji publicznej - takich, które zapewniają realną niezależność komisji, ochronę sygnalistów, obowiązek szkoleń oraz możliwość anonimowego zgłaszania nadużyć. To nie jest lokalna inicjatywa ani osobista sprawa. To próba pokazania ustawodawcy, że samorządy, pozostawione same sobie, nie stworzą skutecznych mechanizmów ochrony pracowników, jeśli nie zostaną do tego zobowiązane ustawowo. Wierzę, że właśnie w tym miejscu - w parlamencie - może zacząć się rozmowa o systemowych zmianach, których nie sposób przeprowadzić w pojedynczym urzędzie.
Nie jestem pracownikiem urzędu, nie reprezentuję żadnego związku zawodowego ani organizacji. Jestem mieszkańcem, który uznał, że prawo do przyzwoitych standardów pracy w administracji to nie luksus, tylko obowiązek. W urzędzie, który reprezentuje całe miasto, powinna obowiązywać zasada przejrzystości, a nie samousprawiedliwienia. Jeśli jednak nawet tam, gdzie tworzy się politykę wobec mieszkańców, unika się rozmowy o tym, jak chronić pracowników przed przemocą w miejscu pracy, to znaczy, że problem jest głębszy niż jedno zarządzenie.
Zielona Góra nie jest wyjątkiem. Jest tylko kolejnym miastem, które pokazuje, że w polskim samorządzie wciąż panuje przekonanie, iż najbezpieczniej jest niczego nie zmieniać, niczego nie przyznać i niczego nie komentować. Tylko że milczenie nie rozwiązuje problemów, a unikanie trudnych tematów nie jest oznaką stabilności, lecz strachu.
Nie oczekuję, że moja sprawa zmieni cokolwiek w lokalnej polityce. Ale mam nadzieję, że stanie się dowodem na to, jak wygląda codzienna praktyka instytucji, które formalnie istnieją po to, by chronić ludzi, a w rzeczywistości chronią przede wszystkim siebie.