Polska noc długich noży. Kulisy sanacyjnego spisku
Warszawskie salony polityczne w 1937 roku huczały od plotek o zbliżającej się rewolucji, która miała "oczyścić" polską scenę polityczną z niepożądanych elementów. Na noc z 25 na 26 października wyznaczono termin realizacji największego spisku w historii sanacyjnej Polski. Głównymi aktorami tego dramatu mieli być marszałek Rydz-Śmigły i przywódca Falangi Bolesław Piasecki.
Rozłam w obozie władzy
Po śmierci Józefa Piłsudskiego w 1935 roku obóz sanacyjny pogrążył się w głębokim kryzysie. Walka o schedę po Komendancie rozbiła jego dawnych współpracowników na dwa wrogie obozy.
Właśnie teraz jest go nad morzem najwięcej. Wielu turystów korzysta
Z jednej strony stanęła "grupa zamkowa" prezydenta Ignacego Mościckiego, skupiająca umiarkowanych polityków jak Walery Sławek, Aleksander Prystor czy Eugeniusz Kwiatkowski. Po drugiej stronie znalazł się radykalny obóz marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego, Głównego Inspektora Sił Zbrojnych, wspieranego przez pułkownika Adama Koca.
Iskrą zapalną konfliktu stała się deklaracja prezydenta Mościckiego o gotowości współpracy z ugrupowaniami spoza obozu sanacyjnego. Środowisko Rydza-Śmigłego odebrało to jako atak na swoją pozycję. Marszałek, człowiek o artystycznej naturze i zmiennych nastrojach, zdecydował się na radykalny krok. Nawiązał kontakt z najbardziej ekstremalnymi siłami narodowymi w kraju.
Sojusz z radykałami
Bolesław Piasecki, przywódca Obozu Narodowo-Radykalnego "Falanga", stał się kluczowym partnerem marszałka w planach przewrotu. Falanga, zafascynowana włoskim faszyzmem i niemieckim nazizmem, głosiła hasła totalitarnego państwa opartego na kulcie wodza i radykalnym antysemityzmie.
W swoim "zielonym programie" z 1937 roku Piasecki otwarcie pisał o kolektywizmie, nacjonalizmie i prymacie doktryny katolickiej. Marzył o rządach elitarnej Organizacji Politycznej Narodu.
Ten sojusz wydawał się naturalny. Rydz-Śmigły potrzebował brutalnej siły do rozprawienia się z przeciwnikami. Piasecki dysponował bojówkami gotowymi do wszystkiego. Obaj chcieli władzy absolutnej i byli gotowi po nią sięgnąć metodami, które w Europie lat 30. stały się tragicznie popularne.
Plan masakry
Spiskowcy wzięli sobie za wzór niemiecką "noc długich noży" z 1934 roku, gdy Hitler wymordował swoich przeciwników w partii i poza nią. Polski wariant miał być równie krwawy. Plany mówiły o fizycznej eliminacji od 300 do 1500 osób. Dodatkowo 700 do 1500 działaczy politycznych miało trafić do aresztów.
Lista śmierci była długa. Na pierwszym miejscu figurował prezydent Ignacy Mościcki. Dalej wdowa po Piłsudskim, Aleksandra Piłsudska. Potem Aleksander Prystor, Walery Sławek, Eugeniusz Kwiatkowski.
Nie zapomniano o działaczach Frontu Morges, antysanacyjnego ugrupowania Władysława Sikorskiego i Ignacego Paderewskiego. Co ciekawe, na liście znaleźli się także umiarkowani senatorzy, których spiskowcy uważali za przeszkodę w budowie totalitarnego państwa.
Bojówkarze Falangi mieli przeprowadzić egzekucje. Armia miała udawać, że nic nie wie. Wszystko zaplanowano na noc z 25 na 26 października 1937 roku. Nieprzypadkowo wybrano moment, gdy marszałek Rydz-Śmigły przebywał z oficjalną wizytą w Rumunii. Gdyby coś poszło nie tak, miał alibi. Gdyby się udało, wróciłby jako zbawca, który przywróci porządek po chaosie.
Dlaczego się nie udało?
Zamach nie doszedł do skutku. Historycy do dziś spierają się dlaczego. Jedna wersja mówi, że kilka dni przed planowaną akcją władze aresztowały wielu falangistów. Powodem była publikacja ostrego ataku na prezydenta Mościckiego w jednym z pism ONR. To zaalarmowało służby.
Inna teoria wskazuje na interwencję wysokich oficerów. Generał Tadeusz Piskor miał w ostatniej chwili przekonać Rydza-Śmigłego, że konsekwencje będą katastrofalne. To pasowałoby do charakteru marszałka, który słynął z niezdecydowania w kluczowych momentach.
Są też historycy, którzy w ogóle kwestionują istnienie spisku. Według nich cała historia była prowokacją polityczną wymyśloną przez przeciwników Rydza-Śmigłego. "Grupa zamkowa", lewica sanacyjna, partie opozycyjne – wszyscy mieli powody, by zdyskredytować Głównego Inspektora Sił Zbrojnych. Plotki o zamachu mogły być celowo rozpuszczane, by osłabić jego pozycję.
Konsekwencje niedoszłego zamachu
Niezależnie od tego, czy spisek był realny, czy wymyślony, sama plotka o nim miała poważne skutki. Pozycja Rydza-Śmigłego została osłabiona. Współpraca z radykałami narodowymi stała się politycznie toksyczna. Falanga została zepchnięta na margines.
Co by się stało, gdyby zamach się powiódł? Polska stałaby się totalitarnym państwem na wzór faszystowskich Włoch czy nazistowskich Niemiec. Setki, może tysiące ludzi zginęłoby w jedną noc. Kraj wszedłby w II wojnę światową jako dyktatura, może sojusznik Hitlera. Historia potoczyłaby się zupełnie inaczej.