Szczecin: Taksówkarz zasłabł i staranował przystanek. Wstrząsająca relacja pasażerki
Otarli się o śmierć
Pani Anna skontaktowała się z naszą redakcją Głosu Szczeciskiego i opowiedziała, co wraz z rodziną przeżyli podczas koszmarnego kursu.
Do wypadku doszło w sobotę po godz. 8. Rodzina - pani Anna, jej córka i mąż - zamówili przejazd z jednej z firm działających na aplikacje w telefonie. Cała trójka usiadła na tylnej kanapie. Pani Anna zajęła miejsce za siedzeniem kierowcy.
Świadek podniósł alarm. Spójrzcie na nagranie ze Śląska
- Otarliśmy się o śmierć w wyniku tego wypadku. Kierowca miał atak w momencie uderzenia w wiatę przystankową , nie panował nad samochodem, jechał z prędkością 70 km na godzinę. Uratowało nas od śmierci to, że samochód wjechał w barierki. Kilka metrów dalej były już drzewa i normalna droga. Mogło być to zderzenie czołowe, nikt z nas by nie przeżył . Zastanawiam się do dziś, kto dopuszcza takich kierowców z problemami zdrowotnymi do przejazdu po mieście, narażając rodzinę na śmierć. Kto za to powinien odpowiedzieć? - pyta.
Na miejsce przyjechały trzy karetki pogotowia, dwie straże pożarne, dwa radiowozy policyjne.
W wyniku silnego zderzenia pani Anna doznała stłuczenia głowy i trafiła do szpitala. Jej córka ma siniaki na nogach.
- Córka dostała ataku paniki, zajęli się nią w jednej karetce, a w drugiej mnie opatrywali, w trzeciej kierowcę. Zaraz potem przewieźli mnie do szpitala wojskowego, gdzie zrobili tomograf. Mężowi nic się nie stało - dodaje pasażerka.
Kierowcę zakleszczonego w pojeździe, musieli wyciągać strażacy. Trafił do szpitala.
- Kierowca w zasadzie od początku przejazdu dziwnie jechał, za szybko i niepewnie - ocenia pasażerka.
Czy kierowcy przechodzą badania lekarskie?
Redakcja Głosu Szczecińskiego zapytałą firmę, dla której pracował taksówkarz, czy osoby wykonujące na ich rzecz tzw. zarobkowy przewóz osób, muszą przed podjęciem pracy przedstawiać zaświadczenie o stanie zdrowia lub są kierowane na badania.
Na razie nie otrzymała odpowiedzi.